Kilka słów o odchudzaniu

Od ponad dwudziestu lat trwa na świecie powszechna walka ze zbędnymi kilogramami. Temat ten ożywa regularnie przed okresem świątecznym, po którym wszyscy mamy ten sam problem - kilka centymetrów w pasie za dużo.

Na szczęście są specjalne programy dietetyczne indywidualnie dostosowane do potrzeb odchudzających się. Nie brakuje również programów treningowych pozwalających na optymalny dobór ćwiczeń, które spalają tłuszcz w określonych częściach ciała. Sporo wspominałem o takich ćwiczeniach przy okazji moich wpisów o przygotowaniach do sezonu narciarskiego i w ostatnim tekście o fitness klubach.

W trakcie mojej kariery waga była jednym z ważnych elementów i miała duży wpływ na odnoszone sukcesy na skoczni. Wiadomo, im mniej killogramów do dźwigania, tym wyższe loty. Podobnie jest w innych dyscyplinach sportu, chociażby tak popularnych u nas skokach narciarskich. Słynna bułka z bananem Adama Małysza znalazła się również w moim menu. Generalnie starałem się trzymać regularnych pór spożywania posiłków, kolacje jadłem najpóźniej o godzinie 19 i nie później niż 3 godziny przed snem. To przeważnie od późnych i obfitych posiłków rosną nam brzuszki... Kolejna ważną zasadą, którą starałem się przestrzegać, było niełączenie białek z węglowodanami. Popularna kanapeczka z szyneczką nie wchodziła w grę. No i niestety, białe pieczywo też rzadko gościło w moim jadłospisie. Do tego jak najwięcej gotowanych potraw, chude mięso oraz sporo ryb, które jeśli są dobrze przyrządzone, da się polubić. Bez limitów spożywałem różnego rodzaju sałatki, ale unikałem przy tym tłustych dresingów. Zamiast nich było sporo oliwy i minimalne ilości soli.

Ze względu na bardzo duża utratę płynów głównym moim napojem była woda i różnego rodzaju napoje izotoniczne. Oczywiście był czas na piwo i dobre wino, ale to były bardzo niewielkie ilości. Słynne powiedzenie, że Polak nie kaktus i pić musi, nie ma zastosowania w walce z kilogramami. Warto pamiętać, że alkohol zawiera sporą ilość kalorii. Zwłaszcza podczas zgrupowań we Francji i Włoszech trudno było nie ulec pokusie lampki dobrego winka do obiadu, choć oczywiście w bardzo małych ilościach.Ogromnym problemem jest również jedzenie słodyczy, bo to one mają najwięcej tzw. pustych kalorii i ogromne ilości cukru, który jest chyba największym wrogiem w codziennej diecie.

Trening również robił swoje. Plan dnia był iście dietetyczny! Rano o godzinie 7.30 trzydziestominutowy "rozruch", potem śniadanie i  pierwszy dwugodzinny trening. Obiad około 13 i drugi popołudniowy trening, następnie kolacja przed godziną 19. Nie namawiam państwa do aż takiej dawki ruchu, ale warto uporządkować cały plan dnia, tak żeby posiłki nie kolidowały z obowiązkami zawodowymi i od czasu do czasu znaleźć czas na jakąś aktywność ruchową.

Udało mi się sporo ze sportowych zwyczajów żywieniowych przenieść do codziennego życia. Co prawda nie ważę już tak jak kiedyś 75 kilogramów, ale zatrzymałem się na 92 przy 194 centymetrach wzrostu. Żywieniowe przyzwyczajenia pozwalają od czasu zakończenia kariery zawodniczej utrzymać ten sam poziom wagi. Ważne jest również utrzymanie tych przyzwyczajeń dietetycznych przez dłuższy czas, co pozwoli uniknąć tzw. efektu jojo, czyli powrotu do dawnych, niechcianych parametrów naszego ciała :) Wtedy cały nasz trud pójdzie na marne i możemy poczuć się zniechęceni. Zbliżający się okres świąteczny nie sprzyja ścisłej diecie, ale tuż po nim można podjąć zobowiązanie na nowy rok i rozpocząć udaną batalię ze zbędnymi kilogramami. Warto to zrobić dla dobrego samopoczucia, zdrowia i oczywiście ładnej sylwetki.

Życzę powodzenia w poświątecznych postanowieniach oraz zdrowych rodzinnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia!!


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus