Brakuje chętnych do rządowego programu wspierania niepłodności

Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego inaugurowany pod koniec 2016 roku miał był alternatywą dla wygaszonego w tym samym roku rządowego programu in vitro. Z raportu NIK wynika jednak, że zainteresowanie programem plasuje się znacznie poniżej oczekiwań.

Zgodnie z założeniami, program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego bazujący na naprotechnologii ma kosztować w sumie 100 mln złotych. Wspomniana kwota została przeznaczona na jego realizację w latach 2016-2020, obejmując około 8 tysięcy par. Zgodnie z raportem Najwyższej Izby Kontroli, która badała wykonanie budżetu Ministerstwa Zdrowia w roku 2017, wspomniane liczby tylko w niewielkim stopniu przekładają się na rzeczywistość.

W pierwszym roku działania programu, czyli 2017, skorzystało z niego jedynie 107 par, czyli prawie dziesięciokrotnie mniej niż zakładano. Mimo to w tym okresie pochłonął on aż 23,3 mln złotych, czyli niemal 60 proc. środków przewidzianych na ten cel. Koszty diagnostyki, która ma być podstawą programu, wyniosły jednak niecałe 50 tysięcy złotych, a więc mniej niż 2 procent zaplanowanego budżetu. Na tej podstawie NIK negatywnie ocenił realizację programu. 

Lepsza alternatywa dla in vitro?

Narodowy program prokreacyjny zastąpił rządowy program in vitro uruchomiony w 2013 roku. W ciągu trzech lat jego funkcjonowania dzięki rządowemu wsparciu na świat przyszło 9 tysięcy dzieci. Ciążą kończył się średnio co trzeci zabieg, choć w niektórych placówkach zanotowano nawet 40 proc. skuteczność procedury. Jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu były minister zdrowia Marian Zembala przedłużył program do 2019 roku, jednak w czerwcu 2016 roku ówczesny minister zdrowia z ramienia PiS Konstanty Radziwiłł zadecydował o wygaszeniu programu w związku z rzekomymi kontrowersjami, które metoda in vitro wywołuje w społeczeństwie. 

Diagnostyka, nie leczenie

Program skupiony na kompleksowej ochronie zdrowia prokreacyjnego będzie realizowany w 16 placówkach w kraju (po 1 na województwo) do 2020 roku. Podstawą leczenia jest naprotechnologia, która polega na diagnozowaniu i leczeniu niepłodności na podstawie wyników obserwacji kobiecego organizmu. Mowa między innymi o obserwacji śluzu, temperatury czy samopoczucia. Jako taka jest ona więc mało inwazyjna, bezpieczna i tania, jednak zdaniem ekspertów jej skuteczność w przypadku osób dotkniętych poważnymi problemami z niepłodnością jest minimalna.

Jasnego stanowiska w tej kwestii nie zajęła także Agencja Oceny Metod i Technologii Medycznych. W kwietniu 2016 roku Rada Przejrzystości działająca przy AOMiTM skrytykowała naprotechnologię jako metodę leczenia niepłodności, jednak już w sierpniu, opiniując ją na potrzeby Narodowego Programu Prokreacyjnego, nie miała żadnych zastrzeżeń. Tym większe wątpliwości budzi fakt, że to samo gremium opiniowało rządowy program in vitro realizowany w latach 2013-2016. Wówczas nie miała wątpliwości, że in vitro to technologia medyczna powszechnie stosowana w leczeniu niepłodności, a sam program jest dobrze przygotowany.

In vitro rozwija się w miastach

Wygaszenie programu in vitro dla wielu par oznacza konieczność sfinansowania drogiej procedury z własnej kieszeni. Koszt jednego transferu zarodka obejmujący procedurę, leczenie i badania oscyluje około 10 tysięcy złotych. Na szczęście ciężar wsparcia bezpłodnych par coraz częściej biorą na siebie miasta, oferując mieszkańcom dopłaty porównywalne do tych dostępnych podczas funkcjonowania rządowego programu in vitro. 

Pierwszym z miast, które zdecydowały się na sfinansowanie programu z własnego budżetu była Częstochowa, której mieszkańcy mogą korzystać z pomocy już od 2012 roku. Tutejszy program, ze względu na ograniczenia budżetowe, obejmuje jednak jedynie 15 par. Do listy miast pomagających mieszkańcom w zajściu w ciążę metodą sztucznego zapłodnienia dołączył również Gdańsk, gdzie program, podobnie jak w Poznaniu, ruszył w połowie października 2017 roku. W przypadku Poznania w niecały rok od uruchomienia programu z miejskiego wsparcia skorzystało niemal 90 par, a do roku 2020 przewidziano środki dla w sumie 367 par. Poznaniacy, poza dofinansowaniem do trzech procedur in vitro (również kwotą 5 tys. zł) mogą liczyć na wsparcie do trzech prób adopcji zarodka – w tym wypadku na kwotę 3 tys. zł do każdej próby. W tym samym okresie możliwość skorzystania z miejskiego dofinansowania zabiegów zyskali także mieszkańcy Warszawy. W programie mogą uczestniczyć pary, w których kobiety mają nie mniej niż 25 i nie więcej niż 40 lat. Dofinansowanie ma obejmować trzy próby zapłodnienia in vitro, a miasto jest skłonne pokryć do 80 procent kosztów procedury, jednak do kwoty nie wyższej niż 5 tysięcy złotych. Z pomocy będą mogły skorzystać zarówno małżeństwa, jak i pary żyjące w związkach nieformalnych. Program został uchwalony na lata 2017-2019 i ma kosztować 10 mln złotych rocznie, co w sumie daje możliwość skorzystania z dopłat aż 2500 parom.

Zgodnie z szacunkami, na które powołuje się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, problemy z poczęciem dotyczą około 1,5 mln polskich par, a 60 procent z nich w ich zwalczaniu musi posiłkować się pomocą medyczną. 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, Polska Agencja Prasowa, Rynek Zdrowia
 


Podziel się: