W Polsce rośnie zagrożenie salmonellą

2017 rok może być rekordowy pod względem liczby stwierdzonych przypadków zakażenia salmonellą. Kraje Unii oskarżają Polskę o rozsiewanie jej wraz z jajami i mięsem drobiowym, które dostarczamy jako jeden z największych producentów we Wspólnocie. By ostudzić nastroje, polscy rolnicy zabiegają o powrót do stosowania formaldehydu w paszach.

Zgodnie z informacjami „Dziennika Gazety Prawnej”, tylko w lipcu ujawniono aż 1087 nowych zatruć salmonellą, a ich odsetek rośnie systematycznie od kilku miesięcy. W obliczu skali problemu Krajowa Rada Drobiarstwa – Izba Gospodarcza zwróciła się do resortu rolnictwa z prośbą o przywrócenie dodawania do pasz formaldehydu, co obecnie jest objęte zakazem w naszym kraju w związku z utratą jego statusu jako środka biobójczego.

Czy formaldehyd zagraża konsumentom?

Kontrowersje wokół formaldehydu wynikają z potwierdzonych naukowo i groźnych konsekwencji stosowania go. Ma on właściwości rakotwórcze i trujące, ale tylko w dawkach o wysokim stężeniu, których nie można uzyskać traktując go wyłącznie jako dodatek do pasz. 

W kontrolowanych ilościach formaldehyd wykazuje najwyższą skuteczność w walce z salmonellą spośród wszystkich dodatków paszowych i nie zagraża ludziom oraz zwierzętom karmionym wzbogaconą o niego paszą. Z tego powodu w 2014 roku Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności wydał formaldehydowi pozytywną rekomendację. 

Polskie służby uspokajają, choć zatrucia to fakt

Polskie służby weterynaryjne są jednak przeciwne powrotowi do formaldehydu. Z danych Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach oraz Instytutu Zootechniki w Krakowie wynika, że problem z salmonellą jest marginalny. Resort rolnictwa przekonuje, że patogeny salmonelli w ostatnim czasie stwierdzono w nie więcej niż 2 proc. przebadanych próbek. 

Mimo uspokajających komunikatów problemu nie można zignorować. Świadczy o tym chociażby niedawne zatrucie salmonellą uczestników obozu harcerskiego w Zalesiu, o którym poinformowało radio RMF FM. Zakażenie bez wątpliwości potwierdzono u jednego z obozowiczów, natomiast dwoje kolejnych trafiło do szpitala z silnymi bólami brzucha i wymiotami. Lokalny sanepid nie stwierdził obecności salmonelli w obozowej kuchni, co może sugerować późniejsze zatrucie, ale nie zmienia faktu, że dzieci zostały narażone na kontakt z zakażonymi produktami. 

Czy zyskamy na skandalu z fipronilem?

Zagwarantowanie bezpieczeństwa polskich jaj i drobiu jest kluczowe nie tylko ze zdrowotnego, ale także ekonomicznego punktu widzenia. Jako jeden z wiodących producentów w UE musimy liczyć się ze spadkami sprzedaży w razie zagrożenia salmonellą, co już zaobserwowano. Na początku tego roku eksport polskich jaj i drobiu zmalał aż o jedną czwartą. Jeśli jednak uda się uspokoić konsumentów z Unii, Polska może liczyć na wzrost popularności wyrobów drobiowych na tle niedawnego skandalu z wykryciem w jajach fipronilu, silnego środka owadobójczego. 

Skażone nim jaja trafiły do 13 państw Unii Europejskiej, w tym do Polski z ferm w Belgii i Holandii. Stosowanie tego środka w przemyśle spożywczym jest zakazane, dlatego nie przedostał się do jaj razem z paszą, ale prawdopodobnie po użyciu go do dezynfekcji kurników. Fipronil nie stanowi bezpośredniego zagrożenia życia, ale może negatywnie odbić się na zdrowiu, wywołując kłopoty z nerkami, tarczycą i wątrobą. Do odczucia takich skutków konieczne byłoby jednak spożycie co najmniej kilkunastu jaj. W obliczu tak ogromnej skali problemu jaja są błyskawicznie wycofywane ze sklepów w całej Europie. W Polsce nie trafiły do obiegu – zagrożenie stwierdzono jeszcze przed przekazaniem ich do sklepów i hurtowni i w porę zutylizowano. 

Źródło: Gazeta Prawna, Polityka


Podziel się: