Zioła w literaturze Sienkiewicza cz.I

W książkach Henryka Sienkiewicza pojawia się wiele znanych i mniej znanych ziół. Są to m.in. lubczyk, symbol miłości, czy konopie, od których według pana Zagłoby zaostrzał się dowcip. W Muzeum Farmacji w Łodzi otwarta zostanie wkrótce wystawa na ten temat.

Kwiaty i wszelka roślinność zarówno ta ozdobna dla duszy i oka, jak i ta dla ciała, a więc o właściwościach leczniczych, od zawsze  pojawia się w literaturze. Poeci i pisarze ci uznani i ci mniej rozsławieni często w swoich utworach opisują piękne kwiaty, które doskonale dopełniają opisy przyrody, używają ich w swoich utworach jako porównań i metafor. Rośliny mają tam swoją bogatą symbolikę. Inni z kolei opisują i wykorzystują w swych utworach rośliny lecznicze.

Znane są w literaturze przykłady przywoływania roślin leczniczych, aby ukazać ich użyteczność dla człowieka. Jednym słowem świat roślin zawsze był i będzie wdzięcznym tematem dla literatury. Nie dziwi więc fakt, że jeden z największych polskich pisarzy noblista Henryk Sienkiewicz również w swojej twórczości przedstawia nam swoiste metody wykorzystania różnego rodzaju ziół kwiatów i przypraw dla celów leczniczych. Czasami nawet w swoich utworach pokazuje ludowe sposoby lecznicze i choć Sienkiewicz farmaceutą nie był, to na papierze starał się wykorzystać pewną wiedzę medyczną czy farmaceutyczną.


Być może takie inklinacje farmaceutyczne zawdzięcza znajomościom i częstym pogawędkom z aptekarzami. Wiadomo przecież, że przez pewien czas mieszkał on w Warszawie nad apteką przy ul. Kruczej. Wychodząc na spacer, często do niej zaglądał w celach głównie towarzyskich.
Być może te rozmowy natchnęły go do wplecenia kilku wątków roślinnych do swoich powieści. Tego z pewnością nie wiemy, ale wiemy, o jakich roślinach pisze.

Zacznijmy od wątków miłosnych i związanych z nimi roślinami, a mianowicie od lubczyka, o którym Sienkiewicz pisze w „Ogniem i mieczem”:

„...Horpyna – rzekł po chwili. – Czego? – Ty czarownica, ty musisz wiedzieć: czy prawda, że jest takie ziele, że jak się go kto napije, to musi pokochać? Lubystka czy jak? – Lubystka. Ale na twoją biedę nic i lubystka nie poradzi. Jeśliby kniaziówna innego nie kochała, to tylko dać jej się napić, ale jeśli kocha, to wiesz, co się stanie? – Co? – To jeszcze bardziej tego innego pokocha...” („Ogniem i mieczem”)

Lubczyk symbol miłości

Lubystka, akotne ziele, lubiśnik, lubystek, lubieszczyk, lubszczyk, to właśnie temu tak różnie nazywanemu zielu przypisywano wiele cudownych i magicznych właściwości. Lubczyk należał do najpopularniejszych roślin zielarskich kryjących w sobie tajemnice miłości. Wzajemnej miłości. Przez wieki bowiem wierzono, że to on zapewnia dziewczętom powodzenie i szczęśliwe małżeństwo. Dziewczęta wplatały go do wianków weselnych czy nawet ukrywały w fałdach ślubnych sukni. Hodowano go więc obowiązkowo w każdym przydomowym ogródku, zwłaszcza w rodzinach, które posiadały panny na wydaniu.

Dziś również uprawia się lubczyk, lecz zgoła z innych powodów, rośnie również dziko najczęściej na górskich łąkach. Kwitnie w czerwcu-lipcu, a jego owoce dojrzewają w sierpniu-wrześniu. Roślina ta charakteryzuje się oryginalnym zapachem i korzenno-ostrym smakiem.
Dawniej, a więc i w czasach, w których dzieje się akcja „Trylogii” Sienkiewicza zamiast przypraw do potraw dodawano właśnie suszonego lubczyku.
Poprawiał on smak m.in. zup, sosów, flaków, gulaszy i farszów, a także dawał intensywny zapach.

Jako przyprawy używa się zarówno świeżych, jak i suszonch listków i korzeni. Przetwory z lubczyku działają bakteriobójczo, a także rozkurczowo na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego.

Lubczyk pobudza wydzielanie soków trawiennych, jest moczopędny i łagodnie żółciopędny.
W południowej Europie nasiona służą do konserwowania marynat, a Szwajcarzy używają go do zup, rolad, pieczonych mięs, a nawet win korzennych. Jego nasiona dodaje się do likierów i innych napojów wzmacniających.

W wielu krajach świeżego korzenia lubczyku używa się jako warzywa. Lubczyk to również roślina dla wędrowców – jego liście w czasie dalekich wędrówek wkładano do butów, aby zregenerować siły zmęczonych stóp. Zastosowań więc miał i ma lubczyk dużo, jednak nasz pisarz ograniczył się tylko do jego miłosnych właściwości, ale dobre i tyle.

Konopie w kieszeni

Po lubczyku przyszedł czas na konopie, o których to właściwościach z wrodzoną sobie fantazją mówi sam pan Jan Onufry Zagłoba herbu Wczele.

„...Radziłem mu – mówił – iżby siemię konopne w kieszeni nosił i po trochu spożywał. To tak ci się do tego przyzwyczaił, że teraz coraz to ziarno wyjmie, wrzuci do gęby, rozgryzie, miazgę zje, a łuskwinę wyplunie. W nocy, jak się obudzi, także to czyni. Od tej pory tak mu się dowcip zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają. – Jakże to? – pytał starosta kałuski. – Bo w konopiach oleum się znajduje, przez co i w głowie jedzącemu go przybywa. – Bodajże waszą mość! – rzekł jeden z pułkowników. – Toż w brzuchu oleju przybywa, nie w głowie. – Est modus in rebus! – rzecze na to Zagłoba – trzeba co najwięcej wina pić: oleum, jako lżejsze, zawsze będzie na wierzchu, wino zaś, które i bez tego idzie do głowy, poniesie ze sobą każdą cnotliwą substancję...” („Potop” t. 3)

Konopie to gatunek rośliny należący do rodziny konopiowatych (Cannabineae). Jako roślina uprawna rozpowszechniona w różnych częściach świata. Konopie mają silnie odurzający zapach, szczególnie w okresie kwitnięcia. Ich nasiona od zarania dziejów cenione są jako wartościowe i smaczne źródło pożywienia, mają bowiem duże wartości odżywcze. Zawierają wiele istotnych związków mineralnych, przede wszystkim  dużo białka, w tym osiem najważniejszych aminokwasów (wymaganych, ale niewytwarzanych przez ludzki organizm) w odpowiednich proporcjach. Dlatego też siemię konopne zalecane i stosowane jest w przypadkach niedożywienia.

Nasiona konopi zawierają również duże ilości oleju. Olej konopny to w dużej mierze nienasycone kwasy tłuszczowe niezbędne dla organizmu. I o ten właśnie olej chodzi naszemu Pierwszemu Sarmacie panu Zagłobie.

Jest jeszcze drugie oblicze konopi. Jak wiadomo dostarczają one jeden z najsilniejszych narkotyków, a mianowicie haszysz. W okresie średniowiecza kojarzone więc były z nieziemską ekstazą, dlatego też były wyklęte jako ziele szatana. Kojarzono je głównie ze znachorami, kapłanami pogańskiej wiary, wiedźmami, a później także z alchemikami. Dopiero w XIX w. konopie zostały „odkryte” przez medycynę.

Na szczęście Zagłoba nic nie wspomina o tych „magicznych” właściwościach konopi, chwali natomiast inną równie znaną w farmacji roślinę, a mianowicie słonecznik i jego ziarna.

„...A słonecznikowe ziarna nie mogą konopnych zastąpić? – Mogą – odrzekł Zagłoba – jeno ponieważ olej ze słoneczników jest cięższy, przeto trzeba wino mocniejsze pić od tego, które teraz oto pijemy...” („Potop” t. 3)

Nasiona słonecznika

Powiedzmy zatem kilka słów o słoneczniku (Helianthus), roślinie z rodziny astrowatych, której jest ok. 70 gatunków.
Ojczyzną słonecznika jest Ameryka Północna, a do Europy trafił on w 1510 roku, jednak przez parę stuleci był uważany tylko za roślinę ozdobną. Jeden z najwybitniejszych polskich zielarzy Syreniusz w XVI wieku w swoim zielniku pisał, że słonecznik dodaje sił mężom, a jego korzeń zawieszony na szyi broni od nagłej śmierci. Z kwiatów produkuje się leki przeciwmalaryczne i przeciwgorączkowe. Maść słonecznikową stosuje się do gojenia ran i krwawych wylewów.

W 1840 roku rosyjski rolnik wpadł na pomysł aby z nasion słonecznika uzyskać olej. W nasionach słonecznika jest aż 24% białka, oleju od 20-38%. Olej słonecznikowy ma bardzo dużo nisko nienasyconych kwasów tłuszczowych. Nasiona słonecznika są bogate w witaminę E. Zawiera również witaminy A i D oraz rozpuszczalną w wodzie grupę witamin B, a wśród nich witaminę B6, której to słonecznik jest chyba najbogatszym źródłem. Poza cynkiem pestki słonecznika zawierają wapń, żelazo, potas i wiele różnych makro- i mikroelementów.

Nasiona słonecznika wykorzystywane są m.in. w kosmetologii. Poprawiają wygląd skóry, pozwalają walczyć z trądzikiem. W nasionach zawarty jest również cynk, który chroni skórę przed uszkodzeniami, a witamina B6 odmładza.

Rośliny „reklamowane” przez Zagłobę występują oczywiście w kontekście wina czy miodu pitnego, warto więc również kilka słów powiedzieć o właściwościach leczniczych tych trunków. Zwłaszcza że o winie i miodzie jest najwięcej cytatow w całej „Trylogii” Sienkiewicza. Może to oznaczać, że i nasz rodak uważał te jakże zacne trunki za bardzo przydatne i korzystne dla zdrowia. Ale oczywiście w znacznie mniejszej ilości niż spożywała je ówczesna szlachta polska.

Miodu, panie Michale!

O miodzie pitnym jest wzmianka kilkakrotnie:

 „...Właśnie mi cyrulik miód pić zalecił, żeby mi melancholię od głowy odciągnęło...” („Ogniem i mieczem” t. 1 )

 „...Ale ten pachołek żywie jeszcze, niebożątko. Dalibóg, jeżeli mu ten miód nie pomoże, to chyba zełgał, że szlachcic...” („Ogniem i mieczem” t. 1)

„...Obaczymy, czy masz dobrą krew w sobie, gdyż żydowska, podlana miodem albo-li winem, warzy się; chłopska, jako leniwa i ciężka, idzie na spód, a jeno szlachecka animuje się i wyborny tworzy likwor, któren ciału daje męstwo i fantazję...” („Ogniem i mieczem”)

„...I wypili, po czym Ketling pożegnał się i odszedł. Wino tymczasem podniosło fantazję w panu Zagłobie ...” („Pan Wołodyjowski”)

„...Pewnego pięknego dnia jesienią siedział sobie pod cienistym dachem letnika pan Andrzej Kmicic i popijając miód poobiedni, spoglądał przez obrosłe dzikim chmielem kraty na żonę, która przechadzała się pięknie umiecioną ulicą przed letnikiem...” („Pan Wołodyjowski”)

Fragmenty te wysławiają zdrowotne właściwości miodu, który zalecają sami lekarze. Miód ma odganiać melancholię, wprowadzać w dobry nastrój, poprawiać humor i fantazję, a także przywracać zdrowie.

Miód (po łac. mel). Już w czasach starożytnych obfitość miodu i mleka była wyrazem bogactwa. Stąd o krajach bogatych mówiono „kraina mlekiem i miodem płynąca”. Pierwociny miodu były składane w ofierze i szły na użytek kapłanów. Tak więc już od zamierzchłych czasów miód poczytywany był za napój najprzedniejszy. W Polsce miód jak i piwo znane już były przed wprowadzeniem chrześcijaństwa.

Miód przaśny w Polsce średniowiecznej był wielkiem źródłem dochodu i przedmiotem targów zachodniej Europy. W XII w. ziemianie płacili nawet kary sądowe tym przednim trunkiem.

Miód pitny jest to napój alkoholowy, o charakterze zbliżonym do wina, uzyskany w drodze fermentacji alkoholowej rozcieńczonego wodą miodu pszczelego, czyli tzw. brzęczki miodowej. Brzęczka miodowa może zawierać tylko miód i wodę lub może być również zaprawiona dodatkowo chmielem, korzeniami, ziołami lub sokami owocowymi, dając miody najróżniejszych gatunków i typów.

Co do właściwości leczniczych wiadomo, że miód wplywa korzystnie na układ nerwowy, odpornościowy, trawienny i krwionośny. Od wieków uznawany jest za specjał dodający wigoru i naturalny afrodyzjak.

Miód ma walory odżywcze i lecznicze. Jest łatwo przyswajalny przez organizm. Enzymy nadają temu produktowi cechy leku – aktywują reakcje biochemiczne w organizmie, wiążą toksyny. Zawartość inhibiny i rutyny sprawia, że ma on wyraźne działanie bakteriobójcze. Miód wspomaga rozwój fizyczny, przyśpiesza  rozwoj umysłowy i zwiększa  odporności na choroby. Miód powoduje szybką regenerację organizmu, stąd też zalecany jest osobom starszym, a także osobom intensywnie pracującym fizycznie i psychicznie. Jest środkiem odżywczym dla serca, a także lekiem przy jego niedomaganiach. Bardzo korzystnie wpływa  na przewód pokarmowy, ponieważ zwiększa wydzielanie enzymów przez gruczoły ślinowe. Reguluje pracę wątroby i nerek. Przy kaszlu działa jako środek łagodzący i wykrztuśny. Stosowany jest przy schorzeniach gardła, astmie, przewlekłym bronchicie.
Miód i wino pojawiają się niemal we wszystkich powieściach Sienkiewicza zarówno „W pustyni i w puszczy”, jak i w „Krzyżakach.

„...Po czym dał jej się napić wody z miodem, która przez ten czas wystygła. Nel tym razem piła chciwie i przytrzymywała mu rękę z naczyniem, gdy próbował odejmować je od ust. Chłodny napój zdawał się ją uspokajać...” („W pustyni i w puszczy”)

„...Od czasu do czasu poił go winem, kóry spragniony Maćko pil chciwie, albowiem przynosilo mu ono widoczną ulgę...” („Krzyżacy” t. 1 rozdz. IX)
Tyle o zbawiennych właściwościach miodu, który doceniany był i jest zarówno przez medycynę i farmację, jak i przez zwolenników domowego czy ludowego leczenia.

Lecznicza pajęczyna i pleśń

Do kolejnych ludowych sposobów leczenia opisywanych przez Sienkiewicza zarówno w „Potopie”, jak i w „Ogniem i mieczem” należy wykorzystanie zbawinnych właściwości pajęczyny zmieszanej z chlebem i śliną. Pajęczyna to przecież źródło pożytecznych grzybów.

„...Patrzcie, waszmościowie, znowu zaczyna krwawić; skocz no waćpan, panie Charłamp, do karczmy, żeby Żyd chleba z pajęczyną zagniótł. Nie pomoże to wiele temu nieborakowi, ale opatrunek chrześcijańska rzecz i lżej mu będzie umierać...” („Ogniem i mieczem” t. 2 )

„...To nic, to nic – mówił, zmacawszy palcami rany. – Jutro zdrów będzie. Już ja się nim zajmę. Chleba z pajęczyną mi ugnieść. To rzekłszy wyszedł do izby, w której dwóch esaułów złożyło na sofie tureckiej Bohuna. Wnet wysłał ich po chleb i pajęczynę, a gdy je przyniesiono z czeladnej, zajął się opatrunkiem młodego atamana z całą biegłością, jaką wówczas każdy szlachcic posiadał, a której nabywał sklejając łby porozbijane w pojedynkach lub na sejmikach...” („Ogniem i mieczem” t. 2)

„...Teraz jeno chleba z pajęczyną przyłożyć. Okrutnie blisko ktoś strzelił, dobrze, że waszej miłości nie zabił! – Nie było mi jeszcze pisane. Zagniećże chleba z pajęczyną, panie Kiemlicz, i przyłóż co prędzej, bo mam z tobą pogadać, a szczęki bolą...” („Potop” t. 2)

Bakteriobójcze właściwości pleśni wykorzystywali nasi przodkowie od najdawniejszych czasów. Starożytni Chińczycy stosowali pleśniowe tofu w leczeniu czyraków, a Indianie nosili pokryte grzybami sandały, aby pozbyć się infekcji stóp.

Odkrywcą penicyliny jest Aleksander Fleming – szkocki lekarz i bakteriolog, który odkrył ją w 1928 r. przez przypadek, a mianowicie wyjeżdżając na wakacje, zapomniał o płytkach z rosnącymi bakteriami. Po powrocie zauważył, że wytworzyła się na nich pleśń, a wokół niej znajduje się strefa wolna od bakterii. Wyizolował ten związek i nazwał penicyliną.
 


Podziel się:


Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus