Jesteśmy europejskim liderem w dziedzinie zachorowań na różyczkę

Ponad 2 tysiące zachorowań na różyczkę w 2015 roku stawia Polskę na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby zakażeń.

Na 2198 przypadków różyczki zgłoszonych w Europie w 2015 roku aż 2129 odnotowano w Polsce – wynika z danych zebranych przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób działającej przy UE. Wspomniane przypadki to jednak wyłącznie podejrzenia, ponieważ laboratoryjnie potwierdzono jedynie 22 z nich. Choć liczba wydaje się niewielka, jest nadal najwyższa w całej Europie. Drudzy pod tym względem są Niemcy z dwudziestoma zachorowaniami, a w kolejnych kilku krajach stwierdzono pięć takich przypadków.

Nie każda wysypka to różyczka

Z czego wynika tak ogromna dysproporcja między ilością odnotowanych i faktycznych przypadków zachorowań? Jak tłumaczy prof. Włodzimierz Gut z Zakładu Wirusologii NIZP-PZH w rozmowie z Gazetą Wyborczą, różyczka w Polsce jest rejestrowana na podstawie zgłoszeń lekarskich, a nie badań laboratoryjnych, dlatego po ich wykonaniu zazwyczaj okazuje się, że niewielki odsetek zgłoszonych chorób objawiających się wysypką to faktycznie różyczka.

Stosunkowo duża liczba zachorowań może dziwić, ponieważ w Polsce od lat obowiązkowe są szczepienia przeciwko różyczce, przeprowadzane u dzieci w 13 miesiącu życia. Jest to lek skojarzony typu MMR, chroniący także przed zachorowaniami na świnkę i odrę.

Różyczka zagraża kobietom w ciąży

Szczepienia przeciwko różyczce mają przede wszystkim zapobiec wystąpieniu choroby w późniejszym wieku, gdy jej przebieg jest znacznie poważniejszy. Szczególnie niebezpieczna jest dla kobiet w ciąży, ponieważ może doprowadzić do uszkodzenia płodu. Gdy ciężarna zarazi się w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży, jej dziecko może zapaść na zespół różyczki wrodzonej, grożący utratą wzroku, słuchu, zaburzeniami neurologicznymi oraz wadami układu krwionośnego.

Właśnie z tego względu przed laty szczepienia obejmowały dziewczynki i chłopców w wieku 13 lat,a  dopiero około 15 lat temu rozpoczęto podawanie szczepionek również znacznie młodszym dzieciom, co także ma wpływ na obecną liczbę zachorowań.

Antyszczepionkowcy rosną w siłę

Na wzrost zachorowań do pewnego stopnia wpływać może także działalność ruchów antyszczepionkowych, których przedstawiciele są zwolennikami tezy o ich szkodliwości dla dziecka. W marcu tego roku jeden z takich przypadków zakończył się tragicznie, gdy małe dziecko zmarło w wyniku powikłań po tzw. ospa party, czyli spotkaniu dzieci chorych ze zdrowymi. Rodzice traktują tego typu okazję jako alternatywę dla szczepień i sposób na budowanie odporności na chorobę. W ich mniemaniu przechorowanie ospy w młodym wieku chroni przed jej poważnymi konsekwencjami w wieku dorosłym, dlatego świadomie pozwalają na kontakt dzieci chorych ze zdrowymi. W tym wypadku dla jednego z dzieci spotkanie skończyło się tragicznie. Do szpitala trafiło w stanie agonalnym i lekarze nie byli w stanie go uratować.

Zdaniem ekspertów, takie działanie jest skrajnie nieodpowiedzialne. Po pierwsze ospa grozi poważnymi powikłaniami i komplikacjami, z którymi organizm dziecka może sobie nie poradzić. Po drugie, jest zasadnicza różnica między szczepieniem a zakażeniem. W szczepionce znajduje się ściśle określona dawka antygenu, obliczona na to, by skłonić organizm do wytworzenia przeciwciał, ale nie wywołać choroby. Przy zakażeniu nie mamy nad tym żadnej kontroli, co więcej, wraz z ospą dziecko może zostać zarażone innymi patogenami, które w zestawie mogą być szczególnie groźne.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Podziel się:


Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus