Ostra zima daje się we znaki

Od początku tygodnia trwa frontalny atak zimy w naszym kraju. Dawno nie widzianem u nas tak obfitych opadów śniegu. Niska temperatura (w niektórych miejscach naszego kraju poniżej -20 stopni) skutecznie dezorganizuje nasze codzienne życie.

Ubieramy się zdecydowanie cieplej, przeważa styl na tzw.cebulkę. Do tego dochodzą problemy z zakorkowanymi i nieodśnieżonymi ulicami, potęgowane przez liczne rozpoczęte remonty dróg. Krótko mówiąc - dramat.

W takich warunkach można nabawić się typowo sportowych urazów. Taka bolesna przygoda spotkała mnie ostatnio podczas odśnieżania terenu wokół mojego domu. Mieszkam w leśnej dzielnicy Łodzi i niewątpliwie chwalę sobie to miejsce ze względu na ciszę, wszechobecną przyrodę i bliskość centrum. Niestety życie w tak urokliwym miejscu ma swoje, co prawda niewielkie, wady. Jedną z największych z nich jest konieczność regularnego odśnieżania. Samo odśnieżanie może nie jest takie uciążliwe, jednak, jak do każdej aktywności fizycznej, należałoby się do niej przygotować i rozgrzać.

Rozgrzewki zabrakło niestety w moim przypadku. Debiutując na początku tygodnia z okazałą łopatą niestety naciągnąłem sobie jedengo z wiązadeł barku.Tego dnia było naprawdę mnóstwo śniegu do odgarnięcia i zabrałem się bardzo energicznie do tej czynności. Już w połowie odśnieżania czułem, że coś z barkiem jest nie w porządku, ale mimo to ambitnie kontynuowałem zaplanowane wcześniej zadanie. Niestety ból narastał i od razu powróciły wspomnienia z czasów kariery sportowej. Takie urazy w postaci naciągnięć czy nawet naderwań są chlebem powszednim każdego sportowca. Przerwy w treningu potrafią trwać nie raz po kilka tygodni i stanowić dużą przeszkodę w dochodzeniu do wysokiej formy.

Tym razem miałem do czynienia z naciągnięciem, z którym, bez większego problemu, mogłem sobie poradzić samodzielnie. Naciągnięcia są to urazy niedużej ilości włókien mięśniowych bądz ścięgien powstałe w wyniku dynamicznych ruchów . Zacząłem od delikatnego ochładzania miejsca, w który czułem ból. Okłady z lodu stosowałem przez około 10 minut co dwie godziny.Ten rytuał powtarzałem przez pierwsze kilkanaście godzin. Przy stłuczeniach, naderwaniach, skręceniach  i naciągnięciach zaczynamy właśnie od regularnych okładów z lodu, które powodują likwidacje rozmiarów obrzęku w okolicach urazu. Unikałem oczywiście gwaltownych ruchów, choć ze względu na jazdę samochodem i tak nie mogłem do końca wyłączyć ruchów barkiem. Po kilkunastu godzinach można było już zacząć wcierać maści, które przy tego typu urazach, zdecydowanie przyspieszają dochodzenie do pełnej sprawności.

Do moich ulubionych i sprawdzonych preparatów należą maści w żelu na różnego rodzaju stłuczenia, obrzęki, skręcenia. Najczęściej w takich sytuacjach korzystałem z preparatów zawierających escynę w połączeniu z salicylanem dietyloaminy czy też ketoprofen lub innych tego typu produktów o zbliżonym składzie i działaniu.

Po kilkudniowym stosowaniu czuję już zdecydowaną poprawę i mam nadzieję, że już nie będzie tak mocno sypało, a ja przed kolejnym odśnieżaniem będę pamiętał o kilku ruchach rozgrzewających ręce, barki i mięśnie grzbietu.


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus