Uzależnienie od gier oficjalnie na liście chorób

Dotyka 3 proc. populacji, czyli około 2 mln osób na całym świecie – uzależnienie od gier komputerowych oficjalnie trafiło na listę zaburzeń psychicznych Światowej Organizacji Zdrowia. Dotyka ono przede wszystkim młodych ludzi, którzy w Wielkiej Brytanii otrzymają leczenie za darmo.

Uzależnienie od gier video znalazło się w uaktualnionej klasyfikacji chorób WHO ICD-11 opublikowanej 18 czerwca. Trafiło do grupy innych oficjalnie uznanych uzależnień, w której znajduje się między innymi hazard. 

Zgodnie z WHO, o uzależnieniu od gier można mówić, jeśli:

- częste, intensywne granie powtarza się przez okres 12 miesięcy i prowadzi do utraty poczucia samokontroli, 
- granie w gry video staje się czynnością nadrzędną i głównym zainteresowaniem nie pozostawiającym miejsca na żadne inne,
- nadmierne angażowanie się w granie prowadzi do pogorszenia relacji społecznych, rodzinnych, koleżeńskich i wywołuje problemy w szkole oraz pracy, jedna negatywne konsekwencje z tym związane nie skłaniają gracza do porzucenia nałogu.

Kontrowersje wokół rozpoznania

Decyzja WHO wzbudziła kontrowersje wśród wielu specjalistów, których zdaniem badania nad uzależnieniem od gier video są zbyt wąsko zakrojone i ogólne, żeby móc mówić o nowej jednostce chorobowej. W ich opinii uzależnienie od gier może być konsekwencją różnych zaburzeń psychicznych, więc jako takie nie może uchodzić za niezależną jednostkę chorobową. Sami gracze obawiają się, że zrównanie grania w gry z chorobą może skutkować stygmatyzacją części graczy i rozwojem biznesu odwykowego skoncentrowanego na dzieciach. Cytowana przez Rynek Zdrowia Dorota Jabłońska, psycholog i kierownik Młodzieżowej Poradni Profilaktyki i Terapii w Warszawie, wprowadzenie uzależnienia od gier do katalogu chorób charakterystycznych dla wieku młodzieńczego może skutkować skokowym wzrostem rozpoznań i nadużywania ich, podobnie jak stało się w przypadku ADHD.

Nie można jednak zaprzeczyć, że problem istnieje, a jego skala prawdopodobnie będzie się zwiększać. W tym sensie oficjalne umieszczenie tej przypadłości na liście chorób może sprawić, że zarówno lekarze jak i rodzice zaczną traktować to zaburzenie z większą powagą, a dostępność do leczenia zwiększy się. Obecnie bardzo mało ośrodków w Polsce udziela darmowe pomocy osobom z cyberuzależnieniami.

Problem cywilizacyjny

Z drugiej strony, na zwiększoną częstotliwość rozpoznań wpływa zmiana nawyków - obecnie skala korzystania z Internetu i technologii cyfrowych jest znacznie większa niż 10-20 lat temu. Zmienia się także ich postrzeganie, ponieważ coraz częściej przykład płynie z góry.

Dzieci intensywnie korzystające z komputera często biorą przykład z rodziców, którzy również spędzają dużą część wolnego czasu przed ekranami smartfona, tabletu czy komputera.

Trudności sprawia także opracowanie spójnej definicji tego uzależnienia, którego nie można oceniać wyłącznie na podstawie spędzanego przed ekranami czasu. Kolejnym kryterium jest wpływ tej czynności na relacje społeczne oraz ocena sposobu korzystania. Nie każdy „heavy user” internetowy jest uzależniony i odczuwa negatywne skutki kontaktu z technologiami.

Telefon także uzależnia

Rosnącym problemem wśród młodzieży jest także fonoholizm, czyli uzależnienie od smartfonów i innych mobilnych urządzeń elektronicznych, staje się coraz poważniejszym problemem zwłaszcza wśród młodzieży. Walkę z nim chce podjąć organizacja Dbam o mój z@sięg, na początek przygotowując listę zasad korzystania z technologii, które uchronią nas przed przedawkowaniem.

Fonoholizm to przede wszystkim uzależnienie odcinające nas od bliskich, które stopniowo utrudnia codzienną komunikację i kontakty międzyludzkie. Osoby kwalifikujące się do tej grupy nie potrafią rozstać się ze smartfonem i odczuwają wyraźny lęk, stres i dyskomfort, gdy nie mają go w pobliżu. Wspomniany strach przed utratą urządzenia nazywany jest nomofobią. Problem jest realny, ponieważ liczba użytkowników smartfonów systematycznie rośnie, a zjawisko fonoholizmu pogłębia coraz szerszy zakres dostępu do internetu.

Brak zasad grozi uzależnieniem

Fundacja Dbam o Swój Zasięg i Uniwersytet Gdański rozpoczęły analizę tego zjawiska od badania prowadzonego wśród uczniów lokalnych szkół. Pokazały one, że w domach 60 proc. z nich nie ma żadnych zasad korzystania ze smartfonów. 35 proc, przyznało, że rodzice nigdy nie przestrzegali ich przed szkodliwością wynikającą ze zbyt częstego korzystania z komórek. W efekcie w grupie osób między 12 a 18 rokiem życia zjawisko fonoholizmu przybiera niepokojące rozmiary. Zgodnie z badaniem fundacji problem z nadmiernym korzystaniem z telefonów może mieć nawet 15 proc. nastolatków z tej grupy. 2-3 proc. z nich to przypadki skrajnego uzależnienia, gdy telefon jest używany przez kilka do kilkunastu godzin na dobę realnie wpływając na codzienne funkcjonowanie. Na tym etapie uzależnienia konieczna jest pomoc psychologa, a biorąc pod uwagę niewielką liczbę psychologów i psychiatrów dziecięcych w Polsce powinno się robić wszystko, żeby to zjawisko się nie rozszerzało. 

Co więcej, symptomy fonoholizmu mogą mieć także dzieci, które nie posiadają własnych smartfonów czy tabletów, ponieważ rodzice nie stawiają im żadnych granic przy korzystaniu z urządzeń dostępnych w domu. 

Statystyki pokazują, ze polskie dzieci otrzymują własne telefony w wieku 10 lat. Eksperci radzą, żeby na początku uniemożliwić im korzystanie z Internetu, co ułatwi naukę zdrowego i rozsądnego obchodzenia się z urządzeniem, którego podstawowym zadaniem jest umożliwianie komunikacji.

Źródło: Medexpress, Komputer Świat, PAP


Podziel się: