×
DOZ.PL Darmowa
aplikacja
DOZ.pl
Zainstaluj

Biokosmetyki — co to oznacza?

Przez dekady uważano, że to Zachód inspiruje Wschód. Jednak dziś starożytne wschodnie metody pielęgnacji wzięły szturmem zachodnie koncerny kosmetyczne. Cały świat oszalał na punkcie biokosmetyków. I słusznie, bo to preparaty łączące tradycję z nowoczesnością.

Biokosmetyki — czym są?

Skrót ten oznacza, że preparat jest naturalny, czysty ekologicznie, można mu zaufać. O tym, czy kosmetyk może być nazywany bio, decydują organizacje certyfikujące. W krajach Unii Europejskiej było wiele takich organizacji, a każda mogła stosować inne zasady oceny kosmetyków. Dlatego w 2009 roku utworzono jedną, wspólną metodę określania standardów o nazwie COSMOS (Cosmetic Organic Standard). Według niej do produkcji kosmetyków bio można stosować tylko określone składniki, np. pochodzące z ekologicznych upraw, nietestowane na zwierzętach, a jeśli trzeba, użyć komponentów chemicznych — ale tylko wtedy, gdy nie ma na chwilę obecną naturalnych dostępnych zamienników, np. konserwantów. Kosmetyk bio, czyli naturalny, musi zawierać 100 proc. składników naturalnych lub pochodzenia naturalnego, a otrzymanych poprzez dozwolone przez standard procesy chemiczne lub fizyczne. Natomiast kosmetyki sprzedawane pod nazwą „ekologiczne” muszą zawierać co najmniej 95 proc. składników z upraw ekologicznych i niezagrażających środowisku. To jednak nie wszystko — największe znaczenie ma certyfikat NaTrue, który producent może zdobyć tylko po pozytywnej opinii organizacji True Friends of Natural and Organic Cosmetics. Organizacja ta promuje kosmetyki naturalne oraz bierze udział w badaniach nad nimi. Przy czym producenci, którzy mogą liczyć na taki certyfikat, muszą też zapewnić ekologiczne, biodegradowalne opakowanie. Kosmetyki bio zawierają naturalne zapachy, pochodzące z olejków aromaterapeutycznych, a te myjące muszą mieć w składzie wyłącznie naturalne detergenty, takie jak w dawnego typu mydłach, robionych domowymi sposobami przez farmerów, np. oleje, jak podaje FDA (amerykańska agencja żywności i leków).

Biokosmetyki — z komórek roślin

Od jakiegoś czasu modne są biokosmetyki z fitohormonami. Rośliny potrafią się same leczyć, produkując właśnie fitohormony (hormony roślinne), które goją uszkodzenia oraz przyspieszają wzrost rośliny. Działają także na naszą skórę, bo odmładzają ją, wspomagając procesy metaboliczne w jej komórkach. Jednak możliwości produkcyjne rynku kosmetycznego są w punkcie zwrotnym. Jak podaje raport Center for Dermal Research i Center for Biomaterials, Rutgers na Uniwersytecie Stanowym New Jersey w USA, owszem, wielu badaczom na świecie udało się nawet takie komórki sztucznie wyhodować i dowieść ich skuteczności. Zbadali, że np. liposom (jest to rodzaj pęcherzyka wypełnionego wodą) pozyskany z komórek jabłka jako składnik kosmetyku wykazał znaczący potencjał redukcji „kurzych łapek” na twarzy. Zmarszczki stały się płytsze o 8 proc. po dwóch tygodniach, a 15 proc. po czterech tygodniach. Jednak ten proces działa tylko wtedy, gdy fitokomórki są żywe. Dlatego trwają intensywne badania nad opracowaniem formuły, która pozwalałaby zachować je przy życiu także wówczas, gdy trafią na sklepowe półki w gotowych kremach.

Gdy widzimy napis na opakowaniu: produkt zawiera fitohormony czy komórki roślinne, musimy wiedzieć, że są to ekstrakty martwych już komórek roślinnych, mniej skuteczne niż w laboratorium.

Biokosmetyki — nowości

Ślina ptaka, śluz ślimaka, anemony morskie, rybia skóra — to nie lista składników czarodziejskiego eliksiru, lecz substancje, które są dodawane do modnych, drogich biokosmetyków na świecie, jak podaje World of Chemicals, społeczność zrzeszająca pasjonatów chemii. To nie wszystko. Popularne stają się także biokosmetyki do picia. Koncepcja sama w sobie nie jest nowa, bo, jak podaje World of Chemicals, z pewnością ma korzenie w azjatyckiej tradycji wykorzystywania leczniczych roślin do codziennej diety. W Polsce też mamy dostęp do wielu preparatów naturalnych, korzystnie wpływających na nasz wygląd, jak: soki (np. z aloesu, pokrzywy, skrzypu), wyciągi, ekstrakty roślinne. Mamy jednak przede wszystkim wieloletnią tradycję stosowania ziół leczniczych do parzenia. Dziś coraz popularniejszą — powstają nawet eleganckie pijalnie ziół i naturalnych naparów. Małgorzata Niedźwiecka, kosmetolog kosmetyki naturalnej i aromaterapii, mówi, że w warunkach domowych możemy wprowadzić do diety gotowe mieszanki ziół, np. na trawienie. — Stan naszego układu pokarmowego bezpośrednio wpływa na wygląd cery (np. żołądkowcy miewają często trądzik różowaty). Godne polecenia są także mieszanki przeznaczone dla kobiet, bo zawierają np. zmniejszający objawy trądziku bratek, wzmacniający włosy i paznokcie skrzyp polny czy koper włoski, który łagodzi takie odbierające nam urodę objawy menopauzy jak przesuszona i wiotka skóra czy pogłębione zmarszczki. Można też poeksperymentować z roślinami z ogródka i zrobić tonik na bazie naparu z mięty z odrobiną octu jabłkowego, dla przywrócenia prawidłowego pH skóry — tłumaczy.


Podziel się: