Afrykański wirus atakuje w Rzymie

27 przypadków zarażenia wirusem chikungunya odnotowano we włoskiej stolicy i regionie Lacjum. Jego źródłem są komary i objawia się podobnie do grypy powodując wysoką gorączkę, ale zdaniem służb choroba, którą wywołuje, nie jest groźna.

Mimo to duża skala zakażeń sprawiła, że włoska minister zdrowia Beatrice Lorenzin zaapelowała do burmistrza Rzymu o podjęcie zdecydowanych kroków z celu zapobieżenia potencjalnej epidemii. Virgina Razzi zarządzający włoską stolicą zadeklarował przeprowadzenie masowej dezynsekcji, która pozwoli wyplenić populację przenoszących chorobę komarów tygrysich. 

Kolejnym środkiem zaradczym jest zakaz oddawania krwi wprowadzony na terenie miasteczka Anzio, gdzie odnotowano 10 zachorowań. Mieszkańcu Lacjum w razie potrzeby otrzymają ją z innych regionów Włoch. 

Afrykańska „grypa”

Wspomnianego wirusa po raz pierwszy odnotowano w Tanzanii w 1952 roku. Jest on odpowiedzialny za wywołanie kilku epidemii w Afryce i Azji, a także na wyspie Reunion. W Europie po raz pierwszy stwierdzono go w 2007 właśnie we Włoszech, w okolicy Rimini w regionie Emilia-Romania. 

Objawy zakażenia można pomylić z grypą, ponieważ obejmują gorączkę (często wysoką), bóle głowy, nudności, bóle stawów i mięśni oraz osłabienie, a w rzadkich przypadkach przedłużające się bóle stawów oraz mięśni. Może pojawić się także wysypka oraz świąd skóry. Choroba zazwyczaj ustępuje samoistnie, a leczenie polega na podawaniu niesterydowych leków przeciwzapalnych. 

Malaria we włoskim szpitalu

Chikungunya jest kolejną chorobą tropikalną, która w ostatnim czasie skierowała uwagę świata na Włochy. W jednym z trydenckich szpitali stwierdzono śmierć czteroletniej dziewczynki zakażonej malarią. Dziecko nigdy nie wyjeżdżało z Włoch, a do szpitala trafiło w związku z cukrzycą. Lekarze początkowo rozpoznali u dziewczynki zapalenie gardła, jednak prawdziwą przyczynę choroby odkryli zbyt późno i nie zdołali jej uratować.

W tym samym czasie, w którym dziecko przebywało w placówce, na jej terenie leczona była również rodzina, której członkowie zarazili się malarią podczas wycieczki do Burkina Faso, co mogłoby wskazywać na źródło zakażenia. Sprawą zainteresowała się włoska prokuratora, która zbada, czy do śmierci dziewczynki nie doszło w wyniku zaniedbań personelu, który mógł dopuścić do rozprzestrzenienia się wirusa na przykład przez dwukrotne zastosowanie tej samej igły. Szpital stanowczo wyklucza tę możliwość, a eksperci badają, czy zarodźce wykryte u dziewczynki są identyczne z tymi, które spowodowały chorobę u leczonej w placówce rodziny. Pod uwagę brana jest także hipoteza, że na północy Włoch pojawiły się przenoszące malarię komary. 

Wspomniany przypadek nie jest jedynym, który odnotowano w ostatnich latach. W 2014 roku na terenie Unii Europejskiej wykryto pięć zakażeń malarią u osób osoby, które nie podróżowały do Afryki, dwa we Francji oraz trzy w Hiszpanii. We wspomnianych przypadkach ustalenie drogi zakażenia było jednak stosunkowo proste. Jeden wiązał się z transplantacją narządu od chorego dawcy, doszło także do zarażenia malarią dziecka znajdującego się w łonie matki po tym, gdy wróciła ona z Gwinei Równikowej. Chorobą można zarazić się także przez kontakt z osobą, która mieszka w pobliżu, co wydarzyło się w Hiszpanii. Informacje o takich przypadkach na bieżąco gromadzi Europejskie Centrum ds. zapobiegania i Kontroli Chorób. 

Źródło: Onet.pl


Podziel się: