Upławy – wszystko, co musisz o nich wiedzieć

Wkładki, przewiewna bielizna, dbałość o higienę osobistą – tak my, kobiety, radzimy sobie z naturalnymi wydzielinami z pochwy. Jesteśmy świadome tego, jak działa nasze ciało, więc śluz, którego wygląd zmienia się w zależności od momentu cyklu, uważamy za objaw zdrowia, a nie za powód do wstydu czy niepokoju. Czym innym jednak są upławy – niemal zawsze będące sygnałem, że dzieje się coś niedobrego. Jak odróżnić je od naturalnej wydzieliny? Kiedy należy zacząć się martwić?

Co to są upławy?

Upławy to wydzielina z pochwy, która może nieco przypominać fizjologiczny śluz, ale najczęściej różni się od niego na tyle, że można rozpoznać, że coś jest nie tak. Świadczy zwykle o infekcji bakteryjnej, grzybiczej, stanach zapalnych dróg rodnych, a w rzadkich przypadkach nawet o poważnych schorzeniach takich jak nowotwory.

Jak odróżnić upławy od zdrowego śluzu?

W odróżnieniu fizjologicznej wydzieliny z pochwy od upławów pomoże nam przede wszystkim zmysł powonienia oraz wzrok. Przede wszystkim upławy mają nieco inną konsystencję oraz kolor niż naturalny śluz i zwykle różnią się od niego zapachem.

Aby odróżnić upławy od zdrowego śluzu, przypomnijmy, jak on zazwyczaj wygląda. Fizjologiczna wydzielina występująca w pochwie ma – poza czasem miesiączki – zasadniczo dwie postacie. W dni płodne, a więc w okolicy 14. dnia cyklu, śluz zwykle jest dość obfity, ciągnący, przezroczysty, przypomina kurze białko. W dni niepłodne – czyli tuż po miesiączce oraz przed nią, gdy „płodna” wydzielina już zniknie – jest gęstszy, biały, raczej mniej obfity. Jego właściwości są w oczywisty sposób związane z płodnością. Śluz okołoowulacyjny to idealne środowisko dla plemników – zupełnie przeciwnie do wydzieliny występującej w dni niepłodne, w której „mali kurierzy” przenoszący materiał genetyczny partnera nie mają większych szans na dłuższe przetrwanie.

Co ważne, świeży śluz nie ma wyraźnego zapachu, chociaż pozostawiony długo na bieliźnie w końcu zacznie ten zapach wydzielać i nie będzie on szczególnie przyjemny. Jednak w przypadku upławów nie o takim zapachu mowa. Jeśli bowiem zachowujemy elementarne zasady higieny, naturalna wydzielina z pochwy nie drażni naszych nosów. Innymi słowy, brzydki zapach – szczególnie słodkawy, rybi, cuchnący, który utrzymuje się mimo podmycia, zmiany bielizny i/lub wkładki higienicznej – powinien nas zaalarmować. 

Jak wyglądają upławy?

Zwykle różnią się od zdrowego śluzu nie tylko zapachem, ale również kolorem. Mogą być szarawe, zielonkawe, żółte, kremowe lub podbarwione krwią. Mogą być też przezroczyste, ale obfite i bardziej wodniste niż wcześniej wspomniane płodne „białko jaja kurzego”. Prościej mówiąc, jeśli mają kolor inny niż białawy lub przezroczysty, lepiej zgłosić się do ginekologa. Inną cechą, która odróżnia upławy od fizjologicznego śluzu, może być konsystencja wydzieliny. Jeśli zaobserwujemy w niej grudki, a sam śluz przypomina nieco rzadki twarożek – nawet jeśli jest zupełnie biały – udajmy się do lekarza, gdyż najprawdopodobniej nabawiłyśmy się kandydozy.

Nawiasem mówiąc, paradoksalnie tego rodzaju wydzielina bywa też czasem objawem waginozy cytolitycznej – rzadkiej choroby powodowanej przez nadmierne namnażanie się pałeczek kwasu mlekowego, które są pożądanymi mieszkańcami waginy i kandydozie zapobiegają.

Co jeszcze zwykle nas martwi? U niektórych kobiet tuż przed spodziewaną miesiączką lub podczas owulacji może się pojawić również brązowa wydzielina lub ślady krwi. Przyczyn jej występowania może być kilka. Jedną z nich jest niewydolność ciałka żółtego, która jest związana z niedostatecznym poziomem progesteronu. To z kolei może być powodem problemów z zajściem w ciążę czy utrzymaniem jej.

Jednak tego objawu nie należy lekceważyć nawet wówczas, gdy nie chcemy być w ciąży. Zbyt niski poziom progesteronu często objawia się bowiem silnym napięciem przedmiesiączkowym czy bolesnością piersi. Zamiast cierpieć, idźmy do ginekologa, a najlepiej ginekologa-endokrynologa, gdyż w przypadku tego rodzaju problemów leczenie jest jak najbardziej możliwe. Brązowe upławy tym bardziej warto skonsultować z lekarzem, gdyż mogą być też objawem infekcji czy innych chorób dróg rodnych.

Warto wiedzieć również, że delikatne, zwykle jednodniowe plamienie lub krwawienie w okresie poowulacyjnym może być wczesnym objawem ciąży. Mowa tu o krwawieniu implantacyjnym, które występuje wtedy, gdy doszło do zagnieżdżenia się zarodka w macicy. Jeśli więc tego rodzaju plamienie wystąpiło, a miesiączka nie pojawiła się na czas, istnieje spore prawdopodobieństwo ciąży.

Czymś, co upewni nas w przekonaniu, że padłyśmy ofiarą choroby, prócz wydzieliny o niepokojącym kolorze czy zapachu, są też inne dolegliwości, takie jak swędzenie, ból okolic intymnych, pieczenie, szczypanie, wszelki inny dyskomfort związany z oddawaniem moczu. Jeśli więc nie tylko widzimy upławy, ale i czujemy, że rozwija się jakiś stan zapalny, koniecznie umówmy się na wizytę do ginekologa.

Upławy w bakteryjnym zapaleniu pochwy

Czym najczęściej spowodowane są upławy? Najbardziej powszechne przyczyny możemy poznać, studiując opublikowane w 2017 roku wyniki badania1 przeprowadzonego przez indyjskich naukowców. Przeanalizowali oni dane dotyczące przyczyn upławów u kobiet w wieku reprodukcyjnym. Na 100 pacjentek, które zgłosiły się do lekarza z tym problemem, u 77 stwierdzono obecność mikroorganizmów. Najczęściej (w 27% przypadków) były to bakterie wywołujące bakteryjne zapalenie pochwy (najbardziej typowy objaw – nieprzyjemny zapach upławów). Drugą najczęstszą dolegliwość (25%) stanowiła rzęsistkowica powodowana przez pierwotniaka zwanego rzęsistkiem pochwowym (co najczęściej wiąże się z zielonkawą lub żółtą, a czasem pienistą wydzieliną). Z kolei u 22% kobiet ze stwierdzoną obecnością mikroorganizmów przyczyną upławów była kandydoza pochwy (serkowata, biała wydzielina). 3% cierpiało jednocześnie z powodu bakterii i grzybów, a pozostałe 23% określono jako przypadki niespecyficzne.

Inne możliwe przyczyny upławów

Czy to wszystko? Niestety nie. Lista przyczyn upławów jest oczywiście znacznie dłuższa. Należy wymienić tu również chlamydię, dwoinkę rzeżączki czy wirus HSV-2 powodujący opryszczkę narządów płciowych, żeby nie wspomnieć o chorobach jeszcze poważniejszych czy wcześniej wymienionych nieprawidłowościach hormonalnych. Autorzy badania podkreślają więc, że częstym problemem w leczeniu intymnych infekcji jest niewłaściwa diagnoza, a raczej jej brak. Dlaczego nie zawsze zgłaszamy się do lekarza? Niestety można przypuszczać, że jest to wynik m.in. dostępności rozmaitych środków sprzedawanych bez recepty, a polecanych w reklamach jako skuteczne specyfiki na infekcje intymne. W samych lekach nie ma rzecz jasna nic złego – z reguły są to dobre preparaty antygrzybicze czy antybakteryjne – jednak samodzielnie przeprowadzone leczenie w pewnym sensie przypomina grę w ruletkę. Obserwując wydzieliny, możemy bowiem z pewnym prawdopodobieństwem określić, czy mamy do czynienia z kandydozą, czy może zapaleniem bakteryjnym, ale podobieństwo objawów i ogromna liczba możliwych przyczyn infekcji są barierą nie do pokonania dla laika. W efekcie samoleczenia czas trwania choroby często więc się wydłuża, zamiast skracać.

Jak temu zaradzić? Czy należałoby wycofać te środki z drogerii i aptek, abyśmy nie leczyły się na własną rękę? Absurd. Dobrze znamy te momenty, gdy czujemy już, że zaczyna się jakaś infekcja, ale jak na złość mamy akurat ważne szkolenie 400 kilometrów od domu, jesteśmy na wakacjach z dala od cywilizacji lub właśnie zaczął się długi weekend. W tych przypadkach środki dostępne bez recepty są dla nas wybawieniem – chociażby przez to, że łagodzą swędzenie i pieczenie, co pomoże nam przetrwać czas oczekiwania na wizytę u ginekologa. Bywa też tak, że rzeczywiście samodzielnie uda się nam wyleczyć z infekcji, ponieważ zakupione specyfiki zwykle przeciwdziałają najpowszechniej występującym mikroorganizmom, przez co szansa na wygraną jest całkiem spora.

Kiedy jednak objawy się utrzymują, nie sięgajmy po nowy środek z reklamy, lecz biegnijmy do lekarza. Tylko ten może bowiem z dużym prawdopodobieństwem określić przyczynę upławów – a w przypadku wątpliwości pobrać próbkę wydzieliny i przesłać ją do laboratorium, by dobrać potem właściwy lek.

Źródła:
1 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5389219/


Podziel się: