Nawet co 6. matka doświadcza depresji poporodowej

Depresja poporodowa, niesłusznie mylona ze zjawiskiem tzw. baby blues, dotyka od 10 do 15 proc. kobiet – mówi PAP psycholog Ewa Bodo-Jaskólska. Mimo dużej skali zjawiska brakuje rozwiązań systemowych, które mogłyby wspierać młode matki znajdujące się w tej trudnej sytuacji.

Ze statystyk wynika, że depresja jest najczęstszym powikłaniem okresu okołoporodowego, dotykającym więcej matek niż np. cukrzyca ciążowa. Wbrew nazwie, może rozpocząć się jeszcze przed narodzinami dziecka i trwać w nawet do roku po porodzie. Jej przejawy to ogólne obniżenie nastroju i brak zainteresowania dzieckiem, którym towarzyszyć mogą problemy z zasypianiem, koncentracją, lęk, poczucie winy, a w skrajnych przypadkach także myśli samobójcze. Depresja bywa utożsamiana z tzw. baby blues, czyli zjawiskiem smutku poporodowego, które dotyka aż 80 proc. matek. Mowa o chwilowym obniżeniu nastroju po porodzie związanym ze zmianą, przez którą w związku z tym faktem przechodzi organizm kobiety. 

Prosty test poinformuje o ryzyku

Jak przekonuje psycholog cytowana przez Polską Agencję Prasową, by zmniejszyć skalę problemów z depresją poporodową należałoby wprowadzić przesiewowe testy psychologiczne określające ryzyko zachorowania na depresje poporodową u matek. Konieczne byłoby także większe uwrażliwienie na problem lekarzy i pielęgniarek mających kontakt z ciężarną. Powinni oni być uczuleni na ewentualne symptomy depresji i badać pacjentki pod jej kątem na przykład stosując znaną od lat 80. Edynburską Skalę Depresji Poporodowej. Jest to prosty test składający się z 10 pytań wielokrotnego wyboru, w którym odpowiedziom są przypisywane róże wartości punktowe. Dotyczą one przede wszystkim subiektywnej oceny własnych odczuć w kontekście odczuwanego lęku, przytłoczenia, stresu lub zaniepokojenia w ciąży. Im więcej punktów respondentka uzyska po ich zsumowaniu, tym większe jest ryzyko, że może zapaść na depresję poporodową. Wspomniany test może przedstawić ciężarnej także pielęgniarka, a jego wynik nie jest diagnozą, ale sugestią co do ewentualnej potrzeby skorzystania z pomocy psychologicznej. 

Presja na perfekcyjność

Źródła depresji poporodowej, zwłaszcza u kobiet, które w przeszłości nie doświadczały takich stanów, nie są znane, ale bywają łączone ze zmianami hormonalnymi towarzyszącymi ciąży. Czynnikami sprzyjającymi jej wystąpieniu są także ciąża zagrożona bądź trudny poród, ale także ciąża niechciana lub wręcz przeciwnie, ogromnie wyczekiwana. 

Wcześniejsza depresja lub jej epizody zwiększają ryzyko zapadnięcia na depresję poporodową do 30, a nawet 40 proc., natomiast choroba dwubiegunowa – nawet do 60 proc. 

Sytuacji matek w tym kontekście nie ułatwia także wszechobecna presja i lansowanie ideału macierzyństwa, często z wydatną pomocą popularnych mediów podsuwającym przykłady ze świata celebrytów. Część kobiet nie jest w stanie zdystansować się wobec tych przekazów, zwłaszcza gdy nie znajdują wsparcia w rodzinie, co w efekcie może skutkować depresją poporodową. 

7 mln Polaków z depresją

Zgodnie z najnowszymi danymi, na zaburzenia psychiczne różnego typu cierpieć może nawet 7,5 miliona Polaków. Wielu z nich nie szuka pomocy, ponieważ wizyty u psychiatry wciąż owiewa tabu, które wiąże się ze wstydem. Korzystanie z pomocy specjalistów z dziedziny psychiatrii i psychologii wciąż bywa przedmiotem kontrowersji, jednak coraz więcej Polaków widzi w niej sens.

W latach 2008-16 sprzedaż leków antydepresyjnych wzrosła o 20 proc., a w 2016 roku liczba pacjentów poradni mających umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia wyniosła 1,2 mln. Te liczby świadczą przede wszystkim o wzroście świadomości na temat choroby, dzięki czemu więcej osób sięga po pomoc w porę. 

Źródło: Polska Agencja Prasowa


Podziel się: