Poród naturalny coraz mniej realny

Przez naturalny poród zwykliśmy rozumieć przede wszystkim rodzenie siłami natury, w kontrze do cięcia cesarskiego, jednak „naturalność” porodu jest związana także z rezygnacją ze stosowania wielu substancji i procedur medycznych w trakcie jego trwania. Z raportu Fundacji „Rodzić po Ludzku” wynika, że nadmierna medykalizacja porodu to szkodliwy trend obserwowany w całej Polsce.

Przez naturalny poród zwykliśmy rozumieć przede wszystkim rodzenie siłami natury, w kontrze do cięcia cesarskiego, jednak „naturalność” porodu jest związana także z rezygnacją ze stosowania wielu substancji i procedur medycznych w trakcie jego trwania. Z raportu Fundacji „Rodzić po Ludzku” wynika, że nadmierna medykalizacja porodu to szkodliwy trend obserwowany w całej Polsce. 

Nasz kraj znajduje się w czołówce tych, w których stosuje się cesarskie cięcie. Obecnie odsetek porodów tego typu wynosi ponad 40 procent i jest największy tam, gdzie rodzące mają trudny dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego. Jego stosowanie jest w dużej mierze uzależnione od regionu, w którym mieszka kobieta. W województwach śląskim czy małopolskim znieczulenie zewnątrzoponowe  jest dostępne w ponad 80 proc. szpitali ale w Wielkopolsce czy na Podkarpaciu ten odsetek nie przekracza 40 procent. Pismo do ministra zdrowia w tej sprawie jesienią ubiegłego roku skierował Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który, powołując się na dane zebrane przez NFZ mówił o nawet kilkudziesięcioprocentowych różnicach w dostępności do znieczulenia między poszczególnymi województwami. 

Powszechne znieczulenie to fikcja

Wspomniane dysproporcje nie mają żadnego związku z liczbą porodów w danym regionie, która może znacząco się różnić. Główną przyczyną małej dostępności znieczuleń są braki w obsadzie oddziałów położniczych, dotyczące zwłaszcza anestezjologów, niezbędnych do przeprowadzania zabiegów tego typu. Problem jest szczególnie widoczny w niewielkich szpitalach powiatowych, gdzie wiele kobiet nie ma realnych szans na znieczulenie, które jest świadczeniem gwarantowanym i finansowanym przez państwo od lipca 2015 roku.

Wówczas w życie weszło rozporządzenie, zgodnie z którym do każdego naturalnego porodu NFZ dopłaca 400 zł przeznaczone na znieczulenie. Poza poprawą komfortu rodzących, zwiększenie finansowania miało również zmniejszyć popularność cesarek, które w związku z tym zaczęły być wyceniane niżej. Pod koniec ubiegłego roku rzeczywiście zaobserwowano spadek liczby porodów przez cesarskie cięcie i analogiczny wzrost porodów naturalnych ze znieczuleniem, jednak ich odsetek w skali kraju wciąż jest bardzo mały. Miesięcznie w polskich szpitalach dochodzi do około 32 tys. porodów, natomiast od końca września 2015 do końca roku z porodów ze znieczuleniem korzystało średnio 1700 kobiet miesięcznie. Co więcej, 75 proc. z nich zostało wykonanych w trzech województwach – mazowieckim, śląskim i małopolskim. 

Strach sprzyja cesarkom

Raport Fundacji „Rodzić po Ludzku” pokazuje, że gdy nie ma możliwości złagodzenia bólu porodowego, pacjentki częściej decydują się rodzić przez cesarskie cięcie. W ten sposób rodzącą naraża się na komplikacje związane z przebyciem rozległej operacji, a u dziecka taki poród może wpływać między innymi na zwiększenie ryzyka powikłań w układzie oddechowym. 

Rosnąca liczba cesarek to nie tylko kwestia strachu przed bólem, ale także nadmiernej medykalizacji porodu, rozpoczynającej się na jego bardzo wczesnym stadium. Mowa na przykład o niemalże obowiązkowym podłączaniu rodzących do kroplówek, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by przed rozpoczęciem porodu nawadniały się po prostu pijąc wodę. Rodzące kobiety są też poddawane szeregowi często niepotrzebnych badań wewnętrznych, a standardem jest także podawanie im oksytocyny, która może zwiększać ryzyko depresji poporodowej. Medycyna jest sprzymierzeńcem rodzących, ale nadużywanie zabiegów i leków może zaburzyć naturalny przebieg porodu i zagrozić matce oraz dziecku. Często to właśnie nadmierna medykalizacja prowadzi do konieczności wykonania cięcia cesarskiego, które powinno być ostatecznością. 

Źródło: Fundacja „Rodzić po Ludzku”, PAP, Dziennik Gazeta Prawna


Podziel się: