Uwaga na „podrabiane” nowalijki

Pierwsze wiosenne warzywa, popularnie zwane nowalijkami, już trafiły do sklepów i na bazarki. Naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego ostrzegają jednak, że warzywa, które obecnie nazywamy nowalijkami, nie są polskie i by znaleźć się na naszych stołach pokonują często tysiące kilometrów, a sposób ich hodowli niszczy cenne składniki odżywcze.

W dzisiejszych czasach sezonowość w zasadzie nie dotyczy straganów i supermarketów, ponieważ niemal wszystkie warzywa i owoce można kupić przez okrągły rok. W sezonie zimowym sałata, rzodkiewki, pomidory czy ogórki trafiają do nas z ciepłych krajów, a dopiero w początkach wiosny możemy cieszyć się nowalijkami z polskich zbiorów. Należy jednak pamiętać, że pierwsze, gruntowe nowalijki, dojrzewające w pełnym słońcu, pojawią się w sklepach dopiero w czerwcu.

Rakotwórcze nowalijki?

Polskie warzywa, które można kupić już teraz, są efektem hodowli szklarniowej, pozwalającej na jak najlepsze wykorzystanie pierwszych ciepłych dni. By szklarniowe warzywa mogły dojrzeć, muszą być intensywnie nawożone mieszankami na bazie azotu. Rośliny nie są jednak zdolne wykorzystać go w całości do przemiany na biomasę, więc kumulują część azotanów, które zwłaszcza w trakcie transportu, gdy brakuje tlenu a temperatura jest wysoka, mogą przekształcać się w szkodliwe, rakotwórcze azotyny. To niebezpieczeństwo jest największe w przypadku warzyw liściowych, takich jak sałata i szpinak oraz stosunkowo najmniejsze u tych, w których częścią jadalną są owoce – należą do nich między innymi ogórki i pomidory. 

Ekspresowe dojrzewanie i jałowy smak

Czy w takim razie lepszym wyborem będą nowalijki przybywające do nas na przykład z Maroka? Niekoniecznie, ponieważ ich smak pozostawia wiele do życzenia. Konsument kupuje oczami, a widząc soczyście czerwonego pomidora zakłada, że jego wnętrze będzie identyczne. Często okazuje się jednak, że zamiast aromatycznego, słodkiego miąższu dostajemy białawe, twarde wnętrze pozbawione smaku. Dzieje się tak, ponieważ pomidory, które trafiają na nasze stoły z Afryki czy Bliskiego Wschodu są zrywane na tamtejszych farmach w bardzo wczesnym stadium dojrzewania, gdy dopiero zaczynają łapać kolor i nie zdążyły wykształcić składników odpowiedzialnych za smak i zapach. Przywiezione do kraju przeznaczenia są poddawane procesowi tzw. szybkiego dojrzewania, co w praktyce oznacza gazowanie ich dwutlenkiem węgla, który uruchamia naturalne procesy starzenia i sprawia, że biały pomidor może zamienić się w czerwonego już w ciągu doby. Takiego warzywa wizualnie nie sposób odróżnić od tego zerwanego w środku lata, ale po chwili zauważamy, że jest twardy i nie ma zapachu lub jego aromat jest chemiczny. Proces sztucznego przyspieszania wzrostu nowalijek nie jest niebezpieczny dla ludzi, jednak pozbawia je niemal wszystkich wartości odżywczych, co w połączeniu z kiepskimi walorami smakowymi stawia pod sporym znakiem zapytania sens kupowania nowalijek tego typu. 
Zdaniem ekspertki Eweliny Hallmann z Katedry Żywności Funkcjonalnej, Ekologicznej i Towaroznawstwa Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, jeśli chcemy poznać smak prawdziwych nowalijek, musimy poczekać przynajmniej do wczesnego lata, Dopiero wtedy dni są na tyle długie, by warzywa mogły prawidłowo się rozwijać i wykształcić dobrze znany smak i składniki odżywcze. 

Źródlo: PAP


Podziel się: