Czy e-papierosy rzeczywiście pomagają rzucić palenie?

Na początku stycznia brytyjskie ministerstwo zdrowia zadecydowało o wydawaniu e-papierosów na receptę i refundacji części ich kosztów. Wszystko po to, by tradycyjni palacze sięgnęli po mniej szkodliwą, przynajmniej teoretycznie, alternatywę. Ale czy elektroniczne papierosy rzeczywiście redukują ogólną liczbę palaczy? Eksperci mają wątpliwości.

Zdrowy rozsądek i dbałość o zdrowie muszą walczyć z argumentami ekonomicznymi, ponieważ rynek e-papierosów rośnie i dziś jest wart 6 miliardów dolarów w skali świata.

Zwolennicy elektronicznego „dymka” wskazują, że dzięki niemu wielu ludzi rzuciło palenie konwencjonalne. Przeciwnicy zwracają jednak uwagę, że e-papierosy, jako bardziej społecznie akceptowane, mogą stać się furtką do sięgnięcia po ich bardziej szkodliwą odmianę, zwłaszcza wśród osób młodych. Nie brak również wątpliwości co do wpływu e-papierosów na nasze zdrowie. Rakotwórcze substancje smoliste w ich składzie zastępują chemikalia, które również mogą szkodzić palaczom.

„Dymek” z refundacją

Mimo to w brytyjskie ministerstwo zdrowia uznało, że e-papierosy zasługują na miano leku dla palących i będą przepisywane na receptę osobom chcącym zerwać z tytoniem. Public Health England przekonuje, że e-papierosy są o 95% mniej szkodliwe od tradycyjnych. Decyzja Brytyjczyków ma pozostawać w zgodzie z praktykami samych obywateli, dla których elektroniczny dymek jest najpopularniejszą metoda rzucania palenia. Zgodnie z badaniami aż 2 na 3 palących w Wielkiej Brytanii, którzy postanowili rzucić, zrobiło to dzięki e-papierosom. Teraz będą one refundowane, a więc tańsze i jeszcze łatwiej dostępne, co ma obniżyć koszty leczenia chorób skorelowanych z paleniem tytoniu.

E-papieros w parze ze zwykłym

Niestety, dla wielu palaczy e-papierosy nie są sposobem na niepalenie, ale używką uzupełniającą pierwotny nałóg, na przykład w miejscach czy sytuacjach, gdy palenie jest niedozwolone. Taka praktykę trudno uznać za sprzyjającą pozbyciu się nałogu.

Tę tezę potwierdza ankieta przeprowadzona przez internetowy magazyn poświęcony nauce The conversation na próbie 2400 Amerykanów. Jej wyniki pokazały, że 37% „tradycyjnych” palaczy postrzega e-papierosy jako używkę komplementarną wobec zwykłych papierosów, a nie je zastępującą. Wśród osób, które zastąpiły papierosy zwykłe elektronicznymi, tylko nieco ponad połowa zrobiła to, by ostatecznie zerwać z nałogiem. W gronie palących oba typy papierosów rzuceniem zainteresowanych było tylko 40 proc. 

Ankieta pokazała także, że osoby nie palące nie są świadome tego, w jaki sposób palacze stosują e-papierosy – niemal 3/4 uważa, że papierosy elektroniczne służą zastępowaniu zwykłych, więc są korzystne dla zdrowia publicznego.

E-papieros kusi młodych

Z badania przeprowadzonego w 2014 roku przez Centers for Disease Control and Prevention w USA wynika, że w latach 2011-2012 liczba młodych ludzi (w wieku gimnazjalnym i licealnym) palących e-papierosy wzrosła ponad dwukrotnie. Większa akceptacja połączona z łatwiejszym dostępem i szerokim wyborem smaków sprawia, że e-papierosy staja się atrakcyjne dla coraz młodszych użytkowników, co może mieć konsekwencje w przyszłości.

W rezultacie produkt, który w założeniu miał zmniejszyć liczbę palaczy i pomagać im w  walce z nałogiem, w praktyce może okazać się „koniem trojańskim” w walce z tytoniem. Podnoszenie cen zwykłych papierosów może skutecznie zniechęcać do ich używania, ale  z drugiej strony zwiększy popularność elektronicznych alternatyw, zachęcając do stosowania obu naraz. Te fakty powinny być brane pod uwagę przy opracowywaniu przepisów związanych z paleniem – e-papierosy nie będą cudownym rozwiązaniem tytoniowego problemu. 

Źródła: Theconversation.com, Reuters


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus