Pajęczy jad pomoże chorym na padaczkę

Instynktowny strach przed pajęczakami i ich jadem odczuwa niemal każdy z nas, ale okazuje się, że jego składniki mogą mieć dobroczynny wpływ na zdrowie. Naukowcy z Uniwersytetu Queensland i Florey Institute of Neuroscience and Mental Health zidentyfikowali składnik jadu ptasznika, który może pomóc w leczeniu poważnej padaczki u niemowląt.

Mowa o molekule Hm1a z jadu ptasznika z gatunku Heteroscodra maculata, który ma być pomocny w walce z zespołem Dravet, czyli ciężką formą niemowlęcej padaczki. Z badań wynika, że jest on w stanie likwidować bezpośrednią przyczynę drgawek towarzyszących temu schorzeniu.

Jak tłumaczą naukowcy: zespół Dravet to w większości przypadków wynik mutacji genu SCN1A, co sprawia, że obecne w mózgu kanały sodowe przestają działać prawidłowo. Po podaniu peptydu pozyskanego z jadu ptasznika udało się wpłynąć na funkcjonowanie kanałów, co umożliwiło eliminację drgawek.

Wspomniane – wyjątkowo obiecujące – efekty zaobserwowano podczas testów na myszach.

Badanie naukowców z USA jest kolejnym dowodem na to, że pajęczy jad jest skuteczny w leczeniu zaburzeń układu nerwowego, ponieważ to właśnie na nim skoncentrowane jest jego działanie. Jad pająków zawiera składniki wpływające na konkretne kanały jonowe, a jego składniki również zachowują te właściwości, które można wykorzystać do celów leczniczych. To w zasadniczym stopniu odróżnia jad pajęczy od tego wydzielanego przez węże, który atakuje układ krwionośny. 

Czym jest padaczka Dravet?

Ciężka miokloniczna padaczka ujawniająca się u niemowląt dotyka przede wszystkim chłopców (wśród nich notuje się dwukrotnie więcej przypadków niż u dziewczynek), a napady padaczkowe rozpoczynają się między 3. a 9. miesiącem życia. Częstotliwość jej występowania szacuje się na 1:40 000 urodzeń. Padaczka Dravet jest lekooporna, a więc niemożliwa do redukcji standardowymi metodami terapeutycznymi. Napady drgawkowe najczęściej wiążą się z ekspozycją na wysoka temperaturę (w każdej formie; od kąpieli po mocne światło słoneczne), ale także nagle jej obniżenie, jak również na zakażenia. Powikłaniami padaczki Dravet są opóźnienie w rozwoju psychoruchowym i umysłowym (w tym autyzm), problemy ortopedyczne, związane ze snem, przewlekłe infekcje, zaburzenia integracji sensorycznej, zaburzenia wzrostu, odżywiania i problemy z poruszaniem się. W 8 do 15% przypadków choroba prowadzi do zgonu, który może nastąpić w wyniku zespołu SUDEP, czyli Sudden Unexplained Death in Epilepsy – nagłej niewyjaśnionej śmierci w padaczce.

Marihuana pomaga w padaczce lekoopornej

Odkrycie badaczy z Uniwersytetu Queensland i Florey Institute of Neuroscience and Mental Health może stanowić przełom w leczeniu padaczki Dravet, dla której jak dotąd nie odkryto skutecznej metody terapii.

Badania prowadzone do tej pory wskazują, że objawy padaczek lekoopornych łagodzić mogą leki na bazie marihuany. Najnowsze badanie kliniczne przeprowadzone na dzieciach chorych na zespół Lenoxa-Gastauta, czyli lekooporną odmianę badaczki, jednoznacznie potwierdziło, że terapia z wykorzystaniem pochodnych marihuany znacząco zmniejsza częstotliwość napadów padaczkowych.

Leczenie marihuaną ma wielu zwolenników, ale też przeciwników, a szczególne kontrowersje towarzyszą terapii kannabinoidami stosowanej u dzieci. W Polsce eksperymentalne leczenie tego typu przez pewien czas stosował dr Marek Bachański, lekarz z Centrum Zdrowia Dziecka. Stosowanie marihuany pozwoliło zmniejszyć liczbę napadów z nawet kilkuset do zaledwie kilku dziennie. Dyrekcja CZD uznała jednak, że terapia eksperymentalna nie została zaakceptowana przez komisję etyki, która ostatecznie zakwestionowała wspomniane metody leczenia i nakazała jej zakończenie mimo pozytywnych efektów. W związku z tym Marek Bachański najpierw poszedł na urlop, a z czasem został zwolniony. Rodzice chorych dzieci bezskutecznie apelowali o przywrócenie go do pracy, ale dopiero wyrok sądu pracy realnie dopuszcza tę możliwość.

Marek Bachański leczył również pacjentów z padaczką lekooporną i uzyskiwał wyniki podobne do tych, które pokazało badanie kliniczne fazy III GWPCARE3. Jego uczestnikom przez 4 dni podawano trzy dawki kannabidiolu w wysokości 20 mg/kg na dobę, 10 mg/kg na dobę oraz placebo. Jak pokazało badanie, częstotliwość napadów u dzieci biorących lek wyraźnie się zmniejszyła. W grupie przyjmującej największą dawkę zredukowano ją o 42%, w drugiej o 37%, natomiast w grupie placebo o 17%. Ponadto u około 40 proc. uczestników pierwszej i drugiej grupy liczbę napadów udało się zmniejszyć przynajmniej o połowę.

Zgodnie z badaniem, lek jest również bardzo dobrze tolerowany. U pacjentów wywoływał przede wszystkim senność i utratę apetytu.

Konopie legalne tylko w teorii

Ostatnie zmiany legislacyjne zezwoliły na legalny wyrób i obrót lekami na bazie marihuany, jednak w praktyce są one niedostępne, ponieważ brakuje dostawców zdolnych do spełnienia wyśrubowanych kryteriów nakładanych na surowce medyczne. Poza tym, na wydanie decyzji o jej kwalifikacji Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych ma aż 270 dni, co skutecznie zniechęca potencjalnych dystrybutorów chcących sprowadzać susz z zagranicy. Przepisy legalizujące medyczną marihuanę weszły w życie 1 listopada. Zgodnie z ich założeniami receptę na leki wykonane z marihuany medycznej może wystawić każdy lekarz, który powinien określić dopuszczalne stężenie THC w preparacie.

W teorii leki te są dostępne między innymi w formie suszu, oleju, czopków czy kropli.

Źródło: Polska Agencja Prasowa, Dravet.pl, Rzeczpospolita


Podziel się: