Będzie ustawa o opiece zdrowotnej w szkołach

Po nieudanej próbie powrotu do szkół gabinetów stomatologicznych, resort zdrowia postanowił kompleksowo zając się sprawą opieki zdrowotnej nad dziećmi w szkołach. W planach jest ustawa regulująca tę kwestię, która ma przewidywać między innymi stałą (lub przynajmniej częstszą niż obecnie) obecność personelu medycznego w placówkach edukacyjnych.

Medycyna szkolna w Polsce zasadzie nie istnieje. Z ubiegłorocznego raportu NIK wynika, że w Polsce na badania profilaktyczne w szkołach przeznacza się zaledwie 0,2 proc. środków w ramach finansowania POZ, co plasuje nas w ogonie Europy – zwracał uwagę poseł Krzysztof Ostrowski, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. praw pacjentów, który na środowym posiedzeniu omawiał kwestię planowanej ustawy. 

Są pieniądze, nie ma chętnych na gabinety

Wtórowała mu obecna na spotkaniu wiceminister zdrowia Józef Szczurek-Żelazko, która zwracała uwagę, że polski system ochrony zdrowia nie gwarantuje obecności żadnych przedstawicieli ochrony zdrowia w szkołach. Najgorsza sytuacja panuje w małych placówkach na prowincji, w których pielęgniarka często pojawia się nie częściej niż dwa razy w miesiącu. Z kolei w ponad połowie szkół w ogóle nie ma gabinetów profilaktycznych, co uniemożliwia jakąkolwiek regularną kontrolę stanu zdrowia uczniów. Przypomniała także, że w zeszłym roku na wyposażenie szkolnych gabinetów przeznaczono w sumie 130 mln zł z nadwyżki budżetowej, z których jednak udało się wykorzystać zaledwie 55 milionów. To pokazuje, że w tym wypadku istnienie rozwiązań systemowych jest równie ważne, jak właściwie finansowanie. 

Uczestnicy spotkania analizowali, z czego wynikał tak niski poziom wykorzystania środków. Dyrektor Departamentu Matki i Dziecka w Ministerstwie Zdrowia poinformowała, że wstępnie zainteresowanie szkół było duże, jednak ostatecznie niewiele z nich złożyło wnioski o dodatkowe środki. Mimo to dzięki tym pieniądzom udało się wyposażyć ponad 10 tys. gabinetów szkolnych. 

Po pierwsze: profilaktyka

Ustawa, nad która dyskutowali parlamentarzyści i eksperci, zakłada podział szkolnej medycyny na profilaktyczną opiekę zdrowotna realizowaną przez pielęgniarkę środowiska nauczania lub higienistkę oraz opiekę stomatologiczną. W jej myśl do obowiązków pielęgniarki należałaby także koordynacja przekazywania informacji o stanie zdrowia dziecka lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej. Ten element miałby się odbywać za pośrednictwem systemu informatycznego. Założenia ustawy obejmują również wprowadzenie organizacyjnych standardów opieki nad uczniami niepełnosprawnymi i z chorobami przewlekłymi. Mają one stanowić wsparcie dla rodziców między innymi w zakresie uzyskiwania informacji o badaniach, szczepieniach czy dostępie do placówek opieki zdrowotnej.

Podstawą przepisów mają być jednak działania profilaktyczne oraz promowanie zdrowego stylu życia, aktywności fizycznej i zdrowego odżywiania. 

Wciąż brakuje pielęgniarek

Największą przeszkodę na drodze realizacji ustaw stanowią niedobory kadry pielęgniarskiej. Mimo systematycznego podnoszenia liczby miejsc na studiach tego typu, polska służba zdrowia wciąż boryka się z brakiem pielęgniarek. Do zawodu przychodzi bardzo mało młodych osób, a wiele pielęgniarek z długoletnim stażem w perspektywie kilku lat nabędzie uprawnienia emerytalne. Jolanta Zając z Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku podawała przykład województwa pomorskiego, gdzie do 2020 roku aż 46 proc. czynnych zawodowo pielęgniarek osiągnie wiek emerytalny. Szacuje się, że by zapewnić odpowiedni standard pracy, na jedną pielęgniarkę nie powinno przypadać więcej niż 700 uczniów. W obecnej sytuacji oznaczałoby to konieczność ograniczenia liczby uczniów podlegających opiece, ponieważ obsada pielęgniarska jest niewystarczająca. Ten stan rzecz mogłoby zmienić zwiększenie finansowania, ale ta decyzja zależeć ma od realnej oceny potrzeb w odniesieniu do środków, którymi dysponuje NFZ. 

O lepszej organizacji opieki zdrowotnej w szkołach mówiono już w 2015 roku. Wówczas powrót gabinetów stomatologicznych do szkół zapowiadała premier Beata Szydło. Obecnie jedynie 9 na 27 tys. polskich szkół utrzymuje gabinety pielęgniarskie, a zaledwie około 1,5 tys. zatrudnia lekarzy lub stomatologów. 

Plaga próchnicy wśród młodzieży

Powrót gabinetów dentystycznych do szkół jest konieczny by zahamować epidemię próchnicy, która dotyka już trzylatków. Zgodnie z szacunkami NFZ, problemy na tym tle ma aż połowa dzieci w tym wieku, a wśród osiemnastolatków ten odsetek wynosi aż 90 procent. Wśród głównych przyczyn ubytków wskazuje się na niewłaściwy sposób odżywiania i pielęgnacji zębów. W przypadku najmłodszych dzieci mowa między innymi o wzbogacaniu ich pokarmów dodatkowym cukrem, karmieniu butelką bez późniejszego umycia zębów, a także zbyt częstego spożywania słodyczy i słodkich napojów. Obecnie jedynie 40 proc. trzylatków ma właściwie czyszczone zęby – powinny być szorowane dwa razy w ciągu dnia przez osobę dorosłą. 

W celu poprawy kondycji zębów najmłodszych w resorcie zdrowia pojawił się również pomysł przypisywania każdemu dziecku stomatologa już w chwili narodzin na tej samej zasadzie, jak dzieje się to w przypadku lekarzy pierwszego kontaktu. Zgodnie z jego koncepcją, do stomatologii miałyby zostać włączone rozwiązania znane z podstawowej opieki zdrowotnej, w tym stawka kapitacyjna. Dzięki temu dentyści otrzymywaliby pieniądze nie za wykonaną usługę, jak dzieje się to obecnie, ale za każdego zapisanego pacjenta. Leczenie zębów najmłodszych miałoby więc stać się bardziej opłacalne, a większa dostępność stomatologów pomoże w profilaktyce próchnicy oraz powiązanych z nią chorób.

Pozycja stomatologa miałaby więc być zrównana z lekarzem pierwszego kontaktu, co pozwoli na wygodną i bieżącą kontrolę uzębienia dzieci i szybkie reagowanie na ubytki. W razie poważniejszych problemów z uzębieniem, leczenie zostanie przekazane do właściwej poradni specjalistycznej lub szpitala.

Podziel się: