Ekspert: sąd rodzinny nie miał prawa odebrać dziecka rodzicom z Białogardu

Konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii prof. Ewa Herwich krytykuje decyzję sądu rodzinnego w Białogardzie, na mocy której rodzicom ograniczono prawa rodzicielskie w związku z odmową przeprowadzenia podstawowych czynności medycznych na dziecku po porodzie. Para opuściła szpital z noworodkiem i jest poszukiwana przez policję.

Mowa o sytuacji, do której doszło w szpitalu w Białogardzie w ostatni czwartek. Rodzice dziecka urodzonego w 36 tygodniu ciąży odmówili podjęcia przez personel podstawowych czynności medycznych wobec noworodka. Wobec tego w szpitalu został zwołany błyskawiczny sąd rodzinny, który ograniczył rodzicom prawa w zakresie udzielanych świadczeń medycznych. W reakcji na to postanowienie rodzice opuścili szpital i obecnie są poszukiwani. 

Zdaniem konsultant czynności podjęte przez szpital były zdecydowanie zbyt drastyczne w stosunku do „winy” rodziców w tej sprawie. Z jej wiedzy wynika, że dziecko w tym wieku nie wymaga umieszczania w inkubatorze ani podłączania aparatury nadzorującej. Jako takie nie jest więc wcześniakiem, co potwierdza fakt, że szpital, w którym doszło do porodu, ma pierwszy poziom referencyjności i nie jest przystosowany do przyjmowania przedwczesnych porodów

Promiennik kontra ciało matki

Rodzice odmówili położenia dziecka pod promiennikiem, w zamian proponując ogrzanie go przez położenie przy ciele matki, co w takich sytuacjach jest postępowaniem preferowanym i zgodnym z postulatami „kangurowania”, czyli możliwie najdłuższego kontaktu dziecka ze skorą matki tuż po urodzeniu. Rodzice nie chcieli pozwolić także na umycie dziecka, do czego, w opinii prof. Herwich, mieli prawo. Jej zdaniem mycie dziecka tuż po urodzeniu nie jest konieczne w każdym przypadku. Jeśli taka konieczność nie zachodzi, można to zrobić nawet po kilkunastu godzinach. Dziecko rodzi się pokryte mazią płodową, która zgodnie z najnowszymi badaniami ma działanie immunologicznie i stanowi naturalną barierę ochronną. 

K jak krew

Kolejną kontrowersję wzbudziła odmowa podania dziecku witaminy K, przy czym obiekcje rodziców wzbudzała zwłaszcza forma podania, czyli zastrzyk. Prof. Helwich zaznaczyła, że w takiej sytuacji witaminę można podać doustnie. Rodzice mieli obawy co do składu zastrzyku, ale nie otrzymali informacji na ten temat. 
Podawanie witaminy K noworodkom jest konieczne zgodnie z najnowszymi zaleceniami ministerstwa zdrowia. Dzieci rodzą się z jej niedoborem, ponieważ akurat ta witamina przenika przez łożysko tylko w niewielkim stopniu. Skutkiem niedoboru witaminy K może być wystąpienie tzw. choroby krwotocznej, związanej z nieprawidłową krzepliwością krwi. W formie wczesnej skutkuje krwotokami z przewody pokarmowego, krwistymi wymiotami i krwią w moczu i właśnie takim skutkom zapobiega wczesne podanie witaminy K. W postaci później, choroba krwotoczna grozi wylewem krwi do mózgu.

Szpital przekroczył granicę

Odmówili także zaszczepienia dziecka, co w opinii prof. Herwich nie powinno skutkować zawiadomieniem sądu, ale co najwyżej sanepidu, który ma kompetencje by reagować w takich sytuacjach. Ale przede wszystkim z rodzicami mającymi wątpliwości należy rozmawiać o ich obawach z cierpliwością i wyczuciem. Zawiadomienie sądu rodzinnego ma sens jedynie w sytuacji, gdy nie wykonanie pewnych czynności w sposób bezpośredni zagraża życiu dziecka, co w tej sytuacji nie miało miejsca. 

Źródło: PAP, Dziennik Gazeta Prawna


Podziel się: