Pierwsze dni w szkole

Na myśl o Twoim dziecku w szkole zaczynasz się martwić. Wyobrażasz je sobie zapłakane, potrącane przez inne dzieci, co chwilę gubiące się w gąszczu korytarzy, bez szans na znalezienie sali lekcyjnej czy toalety.

Głodne, bo na pewno nie zdąży zjeść na przerwie. Smutne i osamotnione w tłumie rozwrzeszczanych dzieciaków z tendencją do agresywnych zachowań. Przestraszone, odlicza minuty do momentu, w którym wreszcie będzie mogło opuścić mury szkoły.  Zanim pesymistyczne wizje skłonią Cię do rozważań na temat domowej edukacji, odetchnij głęboko i przeczytaj ten tekst.

Obawy rodziców wynikają z własnych, tracących na aktualności doświadczeń oraz z mrożących krew w żyłach opowieści o incydentach z innych szkół. Dziecko z kolei swoją wizję szkoły tworzy z informacji, jakie przypadkowo uzyska od rodziców, dziadków, rówieśników, którzy coś od kogoś słyszeli, od starszych kolegów i - oczywiście - z telewizji.

Pozytywne nastawienie jest ważne, ponieważ (w powiązaniu z oczekiwaniami) przekłada się na wyższą zdolność do zapamiętywania, koncentracji, wysiłku i odporności na stres, ale też na motywację do nauki.
 

Metoda eliminacji

 

Warto przyjrzeć się obawom swoim i dziecka, a następnie kolejno rozwiązywać problemy. Boisz się, że Twoja pociecha nie poradzi sobie z samodzielnym przebieraniem się na w-f? Wykorzystuj każdą okazję, aby dziecko samo się ubierało i rozbierało. Nie pomagaj, tylko przygotuj do szkoły ubrania łatwe do zakładania.

Generalna zasada jest taka - im więcej nowości, tym trudniej. Natłok nowych wymagań przekracza możliwości przetwarzania danych, wywołuje poczucie niepewności i stwarza możliwość popełnienia błędów. Dlatego pomaga „oswajanie” szkoły - zarówno w sensie podstawowym (umiejscowienie budynku, placu zabaw, boiska, układ pomieszczeń), jak i metaforycznym (co się robi w szkole, jak wygląda lekcja – odgrywanie scenek to świetny sposób na zabawę).
 

Sposoby wsparcia

 

Wesprzeć dziecko można na wiele sposobów. Niektóre z nich stosujemy instynktownie, np. dbamy o to, aby dziecko szło spać o właściwej porze. Aby uniknąć porannej nerwówki, budzimy je wcześnie, żeby mogło spokojnie zjeść śniadanie i chwilę pogawędzić. Pozwalamy dziecku wybrać wyprawkę według własnego gustu, pamiętamy o specjalnych przyrządach do pisania dla leworęcznego dziecka. Co jeszcze można zrobić? Warto wymienić się numerem telefonu z innym rodzicem (Zapomniałeś, co Pani zadała? Nie szkodzi, zadzwonimy do Tomka) i nawiązać kontakt z wychowawczynią. Dla poczucia bezpieczeństwa dziecka ważne jest punktualne odbieranie go ze szkoły, nawet gdyby trudno nam było wyjść z pracy. Przyprowadzanie i odbieranie ze szkoły o tych samych porach pozwala dziecku na wykształcenie swego wewnętrznego zegara. Jeśli jednak niemożność sprawdzenia, ile czasu pozostało do zakończenia lekcji stanowi dla dziecka powód do niepokoju, warto wyposażyć je w zegarek i poinstruować: Przyjdę po ciebie, kiedy mała wskazówka pokaże...

 

Mamo, tato boję się

 

Większość dzieci w okresie późnego dzieciństwa najbardziej obawia się niepowodzeń szkolnych, rozdzielenia z rodzicami w wyniku sytuacji losowych (np. śmierci, choroby, rozwodu) i odrzucenia lub tyranizowania przez kolegów.

Na obawy i niepokoje dziecka należy reagować troskliwie i uważnie ich wysłuchać. Dziecięce lęki powinny być traktowane poważnie, bez dramatyzowania, racjonalizowania czy wyśmiewania. Tymczasem aż nazbyt często mówimy Nie musisz się bać - jest to typowy przykład lekceważenia lęku połączonego z wywyższaniem się dorosłego nad dziecięce przeżycia. Wynikiem braku akceptacji i zrozumienia dziecka jest jego poczucie osamotnienia i zniechęcenie.

Czasami rodzice próbują rozwiązać problem za dziecko, wykorzystując do tego metody dorosłych, takie jak racjonalizacja. Dziecko samo musi przezwyciężyć swój lęk, rodzic może mu jedynie służyć wsparciem w tych działaniach. Dlatego niezwykle istotne jest zapytanie dziecka wprost, co jego zdaniem pomoże mu pokonać lęk. Wyobraźnia i pomysłowość dzieci są niesamowite i warto z nich skorzystać, nawet jeśli proponowane przez malucha rozwiązania są nazbyt „magiczne” i wydają się skazane na porażkę.
 

Nie zostawiaj mnie!

 

Smutek, krzyki i łzy – tak często wyglądają pożegnania rodziców z pierwszoklasistami. Wymykanie się ukradkiem, silenie się na wesołość, odwracanie uwagi – rodzice sięgają po rozmaite metody. Eksperci radzą skrócić pożegnanie do minimum, nie przekonywać, nie przekupywać, ale też nie próbować zaprzeczać uczuciom dziecka. Jeśli jest smutne, niepewne i przestraszone, pozwólmy mu na wyrażenie tych uczuć, a nawet wypłakanie się. Przypomnijmy, że chodzenie do szkoły to taki sam obowiązek jak chodzenie do pracy i ustalmy, o której godzinie je odbierzemy. Warto stworzyć krótki rytuał pożegnalny i trzymać się go (np. tajny uścisk i przytulenie).
 

Gotowość szkolna

 

Żeby edukacja mogła być skuteczna, dziecko musi umieć przyswajać informacje. Żeby mógł zaistnieć proces przyswajania informacji, konieczne jest osiągnięcie określonego etapu rozwoju dziecka. I tak pojawia się gotowość szkolna.

Trzy podstawowe rodzaje gotowości: psychomotoryczna, słownikowo-pojęciowa i emocjonalno-motywacyjna określają m.in. czy dziecko jest w wystarczającym stopniu sprawne fizycznie i manualnie, czy potrafi skutecznie komunikować się z otoczeniem, współdziałać z kolegami, realizować polecenia nauczyciela, ale także czy jest w wystarczającym stopniu samodzielne i dojrzałe emocjonalnie, aby podołać rozstaniu z rodzicem i wyrażać emocje w ramach pewnych granic akceptowalnych społecznie.
 

Jak zadbać o sukcesy dziecka
 

Ważne jest budowanie odporności psychicznej, dzięki której dziecko jest w stanie funkcjonować normalnie mimo odczuwanego napięcia emocjonalnego. Przy niskiej odporności psychicznej maluch albo nie podejmuje wyzwań, albo szybko rezygnuje z ich realizacji.

Istotne jest również wspieranie rozwoju kompetencji społecznych, ponieważ odgrywają one ważną rolę w określaniu statusu dziecka w grupie, decydują czy dziecko będzie popularne, ignorowane, czy odrzucone przez rówieśników. Każdy rodzic marzy, aby jego pociecha została zaakceptowana przez grupę. Badania dowiodły, że na popularność mogą liczyć dzieci towarzyskie, pewne siebie, otwarte – takie, które chcą i potrafią współpracować, komunikować się i dzielić. Z kolei dzieci odrzucane zwykle wykazywały się dużą kłótliwością i chociaż podejmowały próby wchodzenia w interakcje z rówieśnikami, nie umiały zgodnie się bawić, przejawiały za mało cierpliwości, samokontroli i empatii.
 

Zróbmy to razem

 

W okresie przygotowawczym pomocny bywa trening radzenia sobie ze stresem i skutkami negatywnych emocji. Nie chodzi bowiem o to, aby nie odczuwać złości, tylko aby odreagowywać ją w sposób nienoszący znamion destrukcji. Karząc dziecko za agresywne zachowanie wybieramy rozwiązanie najprostsze, ale niekoniecznie najlepsze. Być może bowiem owa agresja jest tylko skutkiem frustracji, której dziecko nie potrafi inaczej rozładować (Nigdy nie zbuduję tej wieży!). W takich sytuacjach rodzic ma dwie możliwości - albo zignorować podstawowy problem (Skoro rzucasz klockami, to je zabieram), albo spróbować pomóc. Nie wystarczy jednak ułożenie wieży z klocków w obecności dziecka (Spójrz kochanie, to łatwe!). Bo jaki wniosek płynie z takiego zachowania? Mama potrafi ułożyć wieżę, tata potrafi ułożyć wieżę, a ja nie. Chociaż to (podobno) łatwe. Pomoc powinna zatem polegać na empirycznym pokazaniu, że aby rozwiązać problem, konieczne są niepowodzenia, cierpliwość i wytrwałość. Zastanawiajmy się, popełniajmy (specjalnie) błędy, dochodźmy do rozwiązania powoli wypróbowując różne możliwości wspólnie z dzieckiem i często prosząc je o pomoc.
 

Problemy z adaptacją

 

Szybkość przystosowania do szkolnej rzeczywistości zależy od wielu czynników, m.in. od poziomu gotowości dziecka do podjęcia nauki w szkole, od wrażliwości układu nerwowego na nowe bodźce, a także od wcześniejszych doświadczeń w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji społecznych (przedszkole, place zabaw, półkolonie).

Zwykle już po kilku dniach można zaobserwować znaczny spadek poziomu stresu zarówno u dzieci, jak i u rodziców. Jednak nie wszyscy uczniowie równie szybko adaptują się do nowych warunków. Jeśli upłynął miesiąc, a twoja pociecha nadal niechętnie wychodzi do szkoły, zgłasza lub doświadcza wielu dolegliwości somatycznych (bóle głowy, brzucha, nudności), konieczne jest poszukanie profesjonalnej pomocy u psychologa dziecięcego. Najpierw jednak warto porozmawiać z wychowawczynią i szkolnym pedagogiem lub psychologiem. Bywa bowiem, że nasze dziecko zupełnie inaczej zachowuje się w domu, a inaczej wśród rówieśników czy na lekcjach. Przekonani, że Jaś należy do przebojowych jednostek, dowiadujemy się od nauczycielki, że w jej ocenie to cichy i bardzo nieśmiały chłopiec. Lub inaczej - nieśmiałe, zalęknione dziecko jest odbierane jako nietowarzyskie i wrogie. Od nauczycieli możemy się też dowiedzieć, jak układają się relacje naszego dziecka z rówieśnikami.
 

Co mówić i czego nie mówić

 

Zaraz ci się zacznie... - obojętne, kto wypowiada te słowa, dla sześcio-siedmiolatka mają one wydźwięk nie do końca sprecyzowanej groźby i wywołują negatywne skojarzenia ze szkołą. Umacnianie obaw dziecka i „straszenie” go szkołą jest ostatnią rzeczą, jakiej mu potrzeba. Warto przedstawić szkołę jako miejsce, w którym może być naprawdę fajnie (wspólnie powspominać sympatyczne sytuacje), ale też jako naturalny etap dorastania i środek do osiągnięcia celu. Jednak przekonywanie dziecka, że w szkole na pewno będzie super, pozna wspaniałych kolegów, a nauczyciele będą mili i życzliwi nie jest najlepszym pomysłem. Po pierwsze dlatego, że niektóre dzieci bardzo źle reagują na zmiany i jakiekolwiek przypominanie o nich zwyczajnie nasila ich lęki, a po drugie - ze względu na naszą rodzicielską wiarygodność.

Każda rozmowa o sformalizowanej edukacji stanowi bazę dla oczekiwań dziecka co do tego, jak będzie wyglądało jego szkolne życie. Dlatego zarówno przesadne kolorowanie (Dzieci uwielbiają szkołę!), jak i nadmierna szczerość (Wiesz, może się zdarzyć, że padniesz ofiarą przemocy i tyranizowania) na etapie przygotowań do nieznanego raczej przeszkadza niż pomaga. Chodzi o to, aby dziecko, gdy już wejdzie w szkolne tryby, nie było rozczarowane ani nie miało poczucia nieadekwatności. Celem ma być stworzenie przekonania, że poradzi sobie ze zmianą, a przy okazji wzmocnienie zaufania do opiekunów (Jest tak jak mówiła mama, powoli będę poznawał kolegów i może nawet niektórych polubię).

W wieku sześciu czy siedmiu lat dziecko nie tyle potrzebuje fizycznej obecności rodzica, ile jego psychicznej dostępności i uwagi. Pragnie, aby tata czy mama pomogli mu zrozumieć niejasne sytuacje, aby miał z kim porozmawiać o ważnych dla niego sprawach, czuć, że on sam, jego poglądy, opinie, pomysły są naprawdę ważne. Mniej zatem liczy się czas, jaki spędza z bliskimi, a bardziej jakość tego bycia razem. Czy umacnia ono relację, czy jest tylko spędzaniem czasu na zasadzie Nie teraz, Bernardzie!? Każde dziecko jest inne, dlatego nie można automatycznie zastosować tych samych zasad wychowawczych do wszystkich dzieci. Najtrudniejsza w rodzicielstwie jest właśnie elastyczność wymagająca ciągłego obserwowania, akceptowania i dostosowywania wymagań do zmieniających się potrzeb dziecka.


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus