Rzadki gatunek mchu może uśmierzać ból

Szwajcarscy naukowcy z Uniwersytetu w Bernie odkryli, że substancja zawarta w rzadkim gatunku mchu jest tożsama z THC pozyskiwanym z marihuany pod względem właściwości uśmierzania bólu. Co więcej, w ich opinii wspomniana roślina wykazuje jeszcze lepsze działanie od kontrowersyjnych konopi.

Mowa o gatunku mchu Redula Perrotteti (w Polsce znanym jako wątrobnik lub trojanek) rosnącym wyłącznie w Japonii, Nowej Zelandii i na Kostaryce, zawierającym substancję aktywną nazwaną perotetyniną. Roślina przykuła uwagę badaczy po odkryciu, że wspomniany mech jest sprzedawany w Internecie jako rodzaj substancji odurzającej. Zbadaniem jego biochemicznych i farmakologicznych właściwości oraz porównaniem ich z THC zawartym w marihuanie zajęli się naukowcy z Uniwersytetu w Bernie oraz Instytutu Technologicznego w Zurychu.

Co ciekawe, właściwości wspomnianego wyciągu z mchu zostały odkryte po raz pierwszy już w 1994 roku przez japońskiego fitochemika Yoshinoriego Asakawę, który nadał mu nazwę. Jego struktura molekularna jest bardzo podobna do THC, ale subtelne różnice decydują między innymi o różnicach w jej oddziaływaniu psychoaktywnym.

Perotetynina jak THC?

Na podstawie modelu zwierzęcego badacze dowiedli, że perotetynina dociera do mózgu bardzo szybko i wykazuje mocniejszy efekt przeciwzapalny od tetrahydrokanabinolu, czyli THC. Dodatkowo, substancja pozyskana z mchu wykazuje słabsze działanie psychoaktywne. To sugeruje, że jej wykorzystanie może przynosić ulgę pacjentom leczonym marihuaną między innymi w związku z chronicznym bólem, jednak te wnioski wymagają potwierdzenia w dalszych badaniach klinicznych.

Jak na razie trojanek i marihuana to jedyne znane człowiekowi rośliny, które są w stanie produkować psychoaktywne kannabinoidy. 

To duży krok, biorąc pod uwagę liczne przeszkody wciąż stojące na drodze do szerokiego medycznego zastosowania marihuany. Największą z nich jest obawa przed uzależnieniem, wynikająca z silnych właściwości psychoaktywnych konopi zawierających THC.

Kanadyjczycy zalegalizowali marihuanę

Podczas gdy dyskusja o pełnym dopuszczeniu marihuany na użytek medyczny trwa, w Kanadzie marihuana właśnie została zalegalizowana również do celów rekreacyjnych. W ten sposób premier Justin Trudeaux spełnił jedną ze swoich najważniejszych obietnic wyborczych. Decyzja o legalizacji miała na celu ukrócenie nielegalnego handlu marihuaną, co ma utrudnić dostęp do narkotyku nieletnim i zredukować rozmiary czarnego rynku handlu tą substancją. Zmiana prawa dopuszcza osobisty użytek marihuany i jej posiadanie w ilości nie większej niż 30 gramów oraz posiadanie maksymalnie czterech roślin w domu. Stosunkowo najłatwiej będzie kupić marihuaną przez Internet, natomiast zasady jej dostępności w sklepach zależą od indywidualnych przepisów wprowadzonych w danej prowincji. Dzięki tej decyzji Kanada stała się – po Urugwaju – drugim krajem świata, który w pełni zalegalizował rekreacyjny użytek marihuany.

Rozjazd teorii z praktyką w Polsce

W Polsce kwestia dopuszczenia medycznej marihuany do użytku jest złożona. W nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z listopada 2017 roku dopuszczona została możliwość legalnego i kontrolowanego stosowania niezarejestrowanych produktów wytwarzanych z konopi. Lekarz ma prawo zastosować tego typu środki u pacjentów, o ile badania medyczne wskazują na możliwość poprawy stanu zdrowia i jakości życia u danego chorego.

Pacjenci mieli zyskać dostęp do produktów z ziela, żywicy i wyciągów z konopi innych niż włókniste. W aptekach miały pojawić się preparaty z tych surowców, dzięki czemu pacjenci nie musieliby wnioskować o ich sprowadzanie poprzez tzw. import docelowy. Rzeczywistość jest jednak inna – preparatów zawierających kannabinoidy de facto brak w polskich aptekach, a refundację trudno uzyskać.

Z tego powodu Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił z pytaniem do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego w kwestii rzeczywistego dostępu do rzeczonych środków leczniczych.

Zgoda jest, leków wciąż brak

Jak wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, do 9 maja 2018 roku do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych nie został złożony nawet jeden wniosek o dopuszczenie do obrotu na polskim rynku surowców z konopi. Z czego to wynika?
Problemem są restrykcyjne zapisy zawarte w rozporządzeniu ministra zdrowia z 5 grudnia 2017 roku. Zgodnie z nimi surowiec musi spełniać kryteria obowiązujące dla surowca farmaceutycznego. Producenci surowców konopnych nie są w stanie spełnić tych wymogów.

Na razie jedynym dopuszczonym do obrotu produktem leczniczym zawierającym kannabinoidy jest Sativex. Wcześniej istniała możliwość importu celowego również innych preparatów – w tym Bediolu czy Bedrocanu – po uzyskaniu zgody od ministra zdrowia. Jednak znowelizowany w lipcu 2017 roku artykuł o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych praktycznie zablokował do nich dostęp.

Zgodnie z nowelizacją, jeśli Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oceni, że nie jest zasadne finansowanie danego preparatu ze środków publicznych, minister obligatoryjnie odmawia zgody na refundację. Agencja uznała, że w świetle badań naukowych produkty zawierające kannabinoidy – Bediol i Bedrocan, Bedica, Bedrolite i Bedrobinol – nie powinny być refundowane. Według niej nie ma uzasadnienia dla refundacji w przypadku, gdy pacjent cierpi np. na padaczkę lekooporną, przewlekły ból (w tym w chorobie nowotworowej), ból neuropatyczny, ból fantomowy, spastyczność, algodystrofia, nudności i wymioty związane z chemioterapią czy stwardnienie rozsiane.

Źródło: The Telegraph, Polityka, Polska Agencja Prasowa


Podziel się: