Na operację zaćmy poczekamy krócej?

Szybsza operacja zaćmy, ale tylko dla najbardziej potrzebujących – takie zmiany proponuje krajowy konsultant ds. okulistyki, by skutecznie skrócić kolejki oczekujących na to świadczenie. Uzależnienie skierowania na operację od ostrości widzenia mogłoby zredukować liczbę pacjentów o około 20 procent.

Czas oczekiwania na operację zaćmy w Polsce wynosi od 1 do 2 lat – w tym czasie wzrok wielu chorych często pogarsza się jeszcze mocniej. Za kolejki odpowiada nie tylko duża skala zachorowań na to schorzenie, ale również dość swobodna praktyka kierowania na operację, nie zawsze podparta względami medycznymi. Wielu lekarzy kieruje na nią profilaktycznie, zwłaszcza pacjentów w starszym wieku, których wzrok szybko się pogarsza. W efekcie osoby, dla których poprawa ostrości widzenia jest konieczna dla odzyskania komfortu życia trafiają do kolejek z tymi, które doświadczyły pierwszych, wczesnych objawów zmętnienia rogówki. 

Kontrowersje wokół pomysłu

Z tego względu krajowy konsultant ds. okulistyki, wspierany przez Stowarzyszenie Chirurgów Okulistów Polskich, chciałby uzależnienia skierowania na operację od obiektywnej oceny ostrości widzenia. W jego opinii skierowanie byłoby konieczne dla tych chorych, u których na skali od 0 (utrata wzroku) do 1 (dobre widzenie) ostrość wzroku określana jest jako niższa niż 0,6. Z tym założeniem nie zgadzają się przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Okulistycznego, którzy zwracają uwagę, że poziom uciążliwości wady wzroku bywa kwestią subiektywną i nie zawsze wiąże się z oceną jego ostrości. Zdaniem zarządu organizacji bywają chory, którzy nawet przy ostrości na poziomie 0,4 nie wymagają zabiegu. Z kolei na drugim biegunie znajdują się kierowcy ze wzrokiem na poziome ostrości 0,9 cierpiący na specyficzny typ zaćmy, dla których natychmiastowy zabieg to kwestia utrzymania zdolności do wykonywania obowiązków służbowych. 

Arłukowiczowi się nie udało

Pomysł jak na razie wspierają resort zdrowia i NFZ, ale do wprowadzenia go w życie jeszcze długa droga. Gazeta Prawna przypomina, że podobne zasady wprowadzać chciał minister zdrowia w gabinecie PO Bartosz Arłukowicz, co jednak spotkało się z dużym oporem społecznym i skazało pomysł na fiasko. W tym wypadu jednak mówiono o obowiązku skierowań wyłącznie dla osób o ostrości widzenia wynoszącej maksymalnie 0,4, co znacznie mocniej zawężało grupę oczekujących na zabieg. 

Zaćmę leczymy w Czechach

Na trudnościach z dostępem do leczenia zaćmy w Polsce korzystają przede wszystkim przygraniczne kliniki w Czechach, gdzie zabiegi wykonać można za darmo, w ramach dyrektywy transgranicznej. W Polsce czas oczekiwania na operację wynosi przynajmniej kilkanaście miesięcy, natomiast za południową granicą zaledwie kilka tygodni, a dyrektywa transgraniczna gwarantuje zwrot kosztów świadczenia z NFZ. Placówki tego typu często biorą na siebie transport osób (zwłaszcza gdy mowa o dużej grupie związanej z jednym ośrodkiem, np. zakładem pracy chronionej) oraz pomoc w rozliczeniu formalności z NFZ. Wielu niepełnosprawnych pacjentów nie jest w stanie opłacić leczenia z własnej kieszeni w oczekiwaniu na zwrot, dlatego pośrednicy pomagają uporać się z tymi wydatkami i odzyskać pieniądze za zabiegi. 

Transgraniczna opieka zdrowotna umożliwia pacjentom korzystanie ze świadczeń, które przysługują im w Polsce i znajdują się w tzw. koszyku świadczeń gwarantowanych. Swoboda w tym względzie dotyczy jednak wyłącznie leczenia, które nie przekracza jednej doby, w przeciwnym wypadku konieczne jest uzyskanie zgodny na leczenie za granicą ze strony dyrektora Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna


Podziel się: