Podwyżka cen leków stawia pod ścianą rodziców dzieci po przeszczepach

Nowa lista refundacyjna przewiduje drastyczne zwiększenie cen leków niezbędnych dla normalnego funkcjonowania najmłodszym pacjentom po przeszczepach. Koszty skoczyły z kilku do kilkuset złotych, co skłoniło wielu rodziców do rozważenia wycofania swojego dziecka z kolejki po transplantację.

O takiej sytuacji mówił „Rzeczpospolitej” senator PO i zarazem transplantolog prof. Tomasz Grodzki, który od czasu zmian na liście refundacyjnej otrzymuje mnóstwo listów od rodziców zdruzgotanych decyzją ministerstwa zdrowia. Zgodnie z nową listą refundacyjną ceny wielu leków przyjmowanych przez dzieci po przeszczepach drastycznie wzrosły. Przykładowo zawiesina valcyte, wcześniej kosztująca 3,20 zł, po zmianie zasad refundacji była dostępna za prawie 560 zł, a od lipca kosztuje niemal 670 zł. Sześcioletnia dziewczynka po przeszczepie wątroby, o której pisze „Rzeczpospolita” musi przyjmować dwa opakowania wspomnianego leku miesięcznie. Podobna podwyżka dotyczy leku valcyt oferowanego w tabletkach. 

Generyk nie rozwiązuje problemu

Na rynku istnieją leki generyczne wspomnianych preparatów, czyli ich tańsze zamienniki, jednak ceny wielu z nich również wzrosły. Poza tym, zmiana leku w trakcie terapii u małego pacjenta może negatywnie odbić się na jego zdrowiu, ponieważ przeszczep wiąże się z obniżeniem odporności. Dodatkowo, wiele generyków ma postać tabletek, które nie są w stanie zapewnić tak dużej precyzji dawkowania jak zawiesiny – przypomina prof. Grodzki, przy okazji powołując się na przykład córki Ewy Błaszczyk, założycielki Fundacji Akogo i kliniki Budzik, której córka zapadła w śpiączkę po zakrztuszeniu się tabletką. 

Danuta Jastrzębska reprezentująca Ministerstwo Zdrowia uspokaja, że producent leków w zawiesinie zgodził się udostępniać je nieodpłatnie małym pacjentom przebywającym w szpitalach. To jednak nie rozwiązuje problemu, ponieważ dzieci po tak poważnej operacji powinny unikać szpitali, gdzie prawdopodobieństwo zakażenia jest znacznie większe. Co więcej, w wielu z nich podanie leku wiąże się z koniecznością przyjęcia do placówki na co najmniej kilka dni. 

Dramat dzieci i rodziców

Wszystko to ma skłaniać rodziców do rozważań nad wycofaniem dzieci z listy oczekujących na przeszczep do chwili zmiany sytuacji. Obecnie, zgodnie z danymi Poltransplantu, znajduje się na niej 80 osób poniżej 18. roku życia, a szansę na operację zyskuje od 30 do 40 rocznie. Dzieci, które przeszły transplantacje, obecnie jest w Polsce około 150. 

Ta sytuacja oczywisty sposób może wpłynąć na dalszy spadek liczby przeszczepów, który obserwujemy od kilku lat. W 2015 roku w Polsce wykonano w sumie 1432 transplantacje, czyli o 99 mniej niż w roku 2014 i o 104 mniej niż w 2013 roku. Wśród głównych przyczyn takiego stanu rzeczy wskazuje się przede wszystkim trudności z dobrowolnym przekazywaniem organów przez żywych dawców. Tranplantacje tego typu stanowią zaledwie 5 proc. wykonywanych w Polsce, ale nawet 50 proc. w Skandynawii, co wiąże się ze znacznie przychylniejszym tej procedurze przepisom. Polskie prawo zakłada możliwość przekazania organu tylko, jeśli żywy dawca jest spokrewniony z biorcą. Takiego problemu nie ma, gdy dawcą jest osoba zmarła, jednak zasadzie domniemanej zgody na pobranie organu może sprzeciwić się rodzina, co w praktyce oznacza odstąpienie od przeszczepu. 

Źródło: Rzeczpospolita, Interia.pl


Podziel się: