Rządowy program leczenia niepłodności wciąż w powijakach

Zgodnie z doniesieniami „Gazety Wyborczej”, jedyny wielkopolski szpital, mający uczestniczyć w rządowym programie leczenia niepłodności, do tej pory nie przyjął żadnej pary. Poznański Szpital Ginekologiczno-Położniczy nie jest jedynym, który przez wzgląd na trudności formalne nie może realizować programu leczenia niepłodności.

Przypomnijmy, Narodowy Program Prokreacyjny miał zastąpić prowadzony wcześniej rządowy program zabiegów in vitro, dzięki któremu niepłodne pary mogły liczyć na dofinansowanie do zabiegów. Obecny szef resortu zdrowia Konstanty Radziwiłł zadecydował o nie przedłużaniu go, jako alternatywę proponując parom program skupiony na kompleksowej ochronie zdrowia prokreacyjnego. We wstępnych założeniach miał on być realizowany w co najmniej 16 placówkach w kraju (po 1 na województwo) do 2020 roku. Podstawą leczenia będzie naprotechnologia, polegająca na diagnozowaniu i leczeniu niepłodności na podstawie wyników obserwacji kobiecego organizmu. Mowa między innymi o obserwacji śluzu, temperatury czy samopoczucia. Jako taka jest ona więc mało inwazyjna, bezpieczna i tania, jednak zdaniem ekspertów jej skuteczność w przypadku osób dotkniętych poważnymi problemami z niepłodnością jest minimalna.

Nie ma pieniędzy, konkursy w toku

Rzeczywistość jak na razie rozjeżdża się z założeniami rządu, czego najlepszym przykładem jest szpital przy ulicy Polnej w Poznaniu, który jako jedyny w województwie miał realizować program. Do tej pory jednak nie zaczął, ponieważ nie może doczekać się pieniędzy niezbędnych do wykonywania diagnostyki i leczenia. Jak twierdzą jego przedstawiciele, na środki czekają już od jesieni 2016 roku i wciąż nie wiadomo, kiedy zostaną przekazane. Problem z realizacją programu prokreacyjnego ma także Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polski w Łodzi, który miał być ośrodkiem wzorcowym w tym względzie. Wciąż nie wiadomo także, które placówki ostatecznie wezmą udział w programie, ponieważ ich sieć wciąż się tworzy, a konkursy trwają. Ostatnio ze względów formalnych odrzucono zgłoszenia do programu pochodzące z Gdańska, Kielc, Opola i Rzeszowa, a kolejna tura konkursu ma się odbyć w czerwcu. 

Dopóki resort nie wyłoni ostatecznej listy ośrodków, nie może dysponować środkami przeznaczonymi na program. Z drugiej strony, nawet jeśli by się znalazły, wiele szpitali i tak nie mogłoby go realizować, ponieważ nie mają niezbędnego zaplecza sprzętowego, którego koszty również powinien pokryć budżet państwa. 

Eksperci: naprotechnologia nie działa

Rządowy program prokreacyjny od początku spotykał się ze sprzecznymi opiniami, a wielu ekspertów wciąż podważa jego sensowność. Jasnego stanowiska w tej kwestii nie zajęła także Agencja Oceny Metod i Technologii Medycznych. W kwietniu 2016 roku Rada Przejrzystości działająca przy AOMiTM skrytykowała naprotechnologię jako metodę leczenia niepłodności, jednak już w sierpniu, opiniując ją na potrzeby Narodowego Programu Prokreacyjnego, nie miała żadnych zastrzeżeń. Tym większe wątpliwości budzi fakt, że to samo gremium pozytywnie opiniowało rządowy program in vitro realizowany w latach 2013-2016. Wówczas nie było wątpliwości, że in vitro to technologia medyczna powszechnie stosowana w leczeniu niepłodności, a sam program jest dobrze przygotowany.

Zgodnie z szacunkami, na które w liście do ministra Konstantego Radziwiłła powoływał się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, problem z poczęciem dotyczą około 1,5 mln polskich par, a 60 proc. z nich w ich zwalczaniu musi posiłkować się pomocą medyczną. Program rządowego dofinansowania do zabiegów in vitro, dziś krytykowany przez rządzących, zanotował skuteczność na poziomie średniej europejskiej, wynoszącą 30 proc. 

Źródło: Gazeta Wyborcza


Podziel się: