Narodowy Program Prokreacyjny ruszy jeszcze w tym roku

Obecny szef resortu zdrowia Konstanty Radziwiłł zadecydował o wygaszeniu rządowego programu in vitro wprowadzonego przez PO. W zamian zaproponował program wspierania prokreacji oparty o naprotechnologię, który ma rozpocząć się jeszcze w tym roku.

Program skupiony na kompleksowej ochronie zdrowia prokreacyjnego ma być realizowany w co najmniej 16 placówkach w kraju (po 1 na województwo) do 2020 roku. Podstawą leczenia będzie naprotechnologia, polegająca na diagnozowaniu i leczeniu niepłodności na podstawie wyników obserwacji kobiecego organizmu. Mowa między innymi o obserwacji śluzu, temperatury czy samopoczucia. Jako taka jest ona więc mało inwazyjna, bezpieczna i tania, jednak zdaniem ekspertów jej skuteczność w przypadku osób dotkniętych poważnymi problemami z niepłodnością jest minimalna.

Sprzeczne opinie ekspertów

Jasnego stanowiska w tej kwestii nie zajęła także Agencja Oceny Metod i Technologii Medycznych. W kwietniu 2016 roku Rada Przejrzystości działająca przy AOMiTM skrytykowała naprotechnologię jako metodę leczenia niepłodności, jednak już w sierpniu, opiniując ją na potrzeby Narodowego Programu Prokreacyjnego, nie miała żadnych zastrzeżeń. Tym większe wątpliwości budzi fakt, że to samo gremium opiniowało rządowy program in vitro realizowany w latach 2013-2016. Wówczas nie miała wątpliwości, że in vitro to technologia medyczna powszechnie stosowana w leczeniu niepłodności, a sam program jest dobrze przygotowany.

Radziwiłł: diagnostyka przede wszystkim

Konstanty Radziwiłł uważa jednak, że in vitro „redukuje problem niepłodności do jednej, niezbyt skutecznej procedury budzącej wątpliwości etyczne”, dlatego zadecydowano o zastąpieniu jej naprotechnologią. W jego opinii zwalczanie problemów na tym tle powinno się rozpocząć od rzetelnej diagnostyki, dlatego głównym celem programu ma być edukacja i promocja zdrowia prokreacyjnego wśród pacjentów oraz lekarzy.

Poza kwestionowaną skutecznością programu, kontrowersje wśród ekspertów budzą także plany utworzenia Banku Tkanek Germinalnych, z którego będą mogły korzystać kobiety skierowane do leczenia radio- lub chemioterapeutycznego, wiążącego się z problemami z płodnością.

Do nowego programu będą mogły przystąpić pary, które starały się o ciąże przez co najmniej 12 miesięcy i nie były wcześniej diagnozowane pod kątem niepłodności. Warunkiem udziału ma być także pozostawanie w związku, małżeńskim lub partnerskim.

In vitro tylko dla zamożnych

Pary, dla których jedyną szansa na zajęcie w ciąże jest in vitro, będą musiały sfinansować drogą procedurę z własnej kieszeni. Koszt jednego transferu zarodka obejmujący procedurę, leczenie i badania oscyluje wokół 10 tysięcy złotych. Konstanty Radziwiłł podkreślił w rozmowie z PAP, że rząd nie planuje żadnych zmian w dostępie do procedury, co zakładał złożony w Sejmie i ostatecznie odrzucony projekt ustawy. Przewidywała ona między innymi zredukowanie liczny zarodków przenoszonych do macicy w ramach procedury do jednego (z pierwotnych sześciu), co zdecydowanie obniża skuteczność metody. Wspomniany projekt zakładał także  konieczność umieszczenia zarodka w ciele kobiety w ciągu 72 godzin, co miałoby wykluczyć mrożenie zarodków.

Pierwsze pacjentki leczone w ramach Narodowego Programu Prokreacyjnego miałyby trafić do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Zgodnie z szacunkami cały program ma kosztować około 75 mln złotych, a jego skuteczność oceniana jest na około 30 proc. Taką samą, a często wyższą efektywność miał rządowy program in vitro, który w ciągu trzech lat doprowadził do narodzin 5,2 tys. dzieci.

Źródło: PAP, Rynek zdrowia, Tok FM


Podziel się:


Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus