Opieka zdrowotna dla wszystkich: tego chce minister Radziwiłł

Minister Zdrowia przedstawił założenia planowanej reformy systemu opieki zdrowotnej, który po 2018 roku ma się przekształcić w Narodową Służbę Zdrowia. Proponowane zmiany trzeba nazwać rewolucją, która budzi mieszane uczucia u części ekspertów.

Założenia reformy pozostają w zgodzie z wcześniejszymi zapowiedziami, które przewidywały likwidację składki zdrowotnej i całkowite przejęcie finansowania opieki zdrowotnej przez budżet państwa. Oznacza to, że prawo do leczenia zyskają wszyscy Polacy, również Ci, którzy obecnie nie są uprawnieni do korzystania z bezpłatnych świadczeń zdrowotnych. To oznacza koniec legitymowania się w przychodniach
i przedstawianiach druków ZUA potwierdzających ubezpieczenie, a także kres systemu eWUŚ, który miał pomóc w weryfikacji ubezpieczonych, jednak w wielu wypadkach tylko pogłębiał chaos w tej kwestii.

Co zamiast NFZ?

Nowa reforma zakłada więc likwidację Narodowego Funduszu Zdrowia, którego zadania przejmie Ministerstwo Zdrowia, a także zabezpieczenie środków z budżetu państwa na finansowanie opieki zdrowotnej, nad którymi pieczę ma sprawować minister zdrowia. Rolę regionalnych oddziałów NFZ przejmą Wojewódzkie Urzędy Zdrowia. To wiąże się z systematycznym zwiększaniem nakładów na służbę zdrowia, które w 2025 roku mają sięgnąć 6 proc. PKB, co pozwoli nam dorównać pod tym względem innym krajom europejskim. Obecnie zajmujemy jedno z ostatnich miejsc na kontynencie pod względem nakładów na opiekę zdrowotną.

Skoordynowane leczenie dla każdego

Zmiany obejmą także funkcjonowanie szpitali, które do tej pory były rozliczane na podstawie liczby wykonanych świadczeń. Od 2018 roku każda placówka ma otrzymywać ryczałt za leczenie pacjentów w określonych zakresach. Poza tym, szpitale zostaną podzielone według stopni specjalizacji (1 ma odpowiadać powiatowemu, 3 placówkom klinicznym), a opieka nad ich pacjentami ma zostać skoordynowana tak, by po opuszczeniu placówki mogli kontynuować leczenie w przyszpitalnej przychodni.

Opieka POZ również przejdzie małą rewolucję. Od 2018 roku pacjenci mają być leczeni przez interdyscyplinarne zespoły specjalistów, złożone z lekarza, pielęgniarki, dietetyka, położnej w przypadku kobiet oraz pielęgniarki szkolnej dla uczniów. Podobny system w lipcu zaczął obowiązywać w odniesieniu do kobiet w ciąży korzystających z publicznych świadczeń.

Reforma zakłada też utworzenie Urzędu Zdrowia Publicznego, który ma integrować i koordynować działalność wszystkich instytucji związanych ze zdrowiem Polaków, takich jak Państwowa Inspekcja Sanitarna, Państwowa Agencja Problemów Alkoholowych czy Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Obawy i nadzieje

Eksperci związani ze sferą opieki medycznej są sceptyczni wobec planów ministra – część nazywa je wręcz niewykonalnymi, choć przyznaje, że gdyby udało się jej zrealizować, byłoby to wielkie osiągnięcie. Ekspert Instytutu Ochrony Zdrowia, Marcin Gujski w rozmowie z Money.pl przekonuje, że reforma oznacza powrót do socjalistycznej służby zdrowia, ponieważ deprecjonuje rolę, jaką w podnoszeniu jakości usług odegrały szpitale prywatne. Jego zdaniem złym pomysłem jest również bezwarunkowe objęcie wszystkich opieką zdrowotną, ale popiera między innymi pomysły zwiększenia roli lekarzy POZ oraz uzależnienia finansowania szpitala od poziomu jego referencyjności.

Natomiast dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia zauważa, że zwiększenie finansowania do 6 proc. PKB  w tak krótkim czasie może być nierealne. Żeby tak było, nakłady musiałyby rosnąć w tempie 35 mld złotych rocznie, podczas gdy dziś realna liczba to 5 mld złotych na rok.

Źródła: Ministerstwo Zdrowia, Money.pl

 


Podziel się:


Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus