Mammografia nie zmniejsza ogólnej śmiertelności kobiet

Profilaktyka w dziedzinie raka piersi jest postrzegana jako czynnik znaczący w kontekście przeżywalności kobiet. Okazuje się jednak, że tak postawiona teza niekoniecznie znajduje potwierdzenie w statystykach. Ze skandynawskich badań wynika, że skala umieralności jest porównywalna wśród kobiet, które poddały się badaniom i tych, które nie robiły ich nigdy.

Pretekstem do badań była obserwacja coraz mniejszej umieralności na raka piersi, w związku z czym naukowcy postanowili sprawdzić, czy podejmowanie działań profilaktycznych w sposób realny przekłada się na niższą umieralność z tego tytułu.

W tym celu naukowcy z Danii i Norwegii (z Uniwersytetu Aarhus) gromadzili i analizowali dane o zdrowiu pochodzące od wszystkich norweskich kobiet między 30. a 89. rokiem życia, spośród których wyodrębniono te z diagnozą raka piersi postawioną między 1987 a 2010 rokiem. Te dane zestawili z ogólną liczbą śmierci we wspomnianej grupie, która nastąpiła przed wprowadzeniem powszechnego programu badań mammograficznych, jak i po nim.

Mammografia a długość życia

Jak się okazuje, wyniki badań nie wskazują, by kobiety, które przechodziły badania mammograficzne żyły dłużej niż te, które w ogóle z nich nie korzystały. Wnioski te można przełożyć na każdy kraj, w którym wprowadzono powszechne badania mammograficzne – zazwyczaj obejmowane nimi są kobiety po ukończeniu 50. roku życia. Na tej podstawie badacze stawiają tezę, że wspomniany program na ten moment nie odnosi skutków, które zakładano w chwili jego wprowadzania. W latach 80. miały one realne przełożenie na wydłużenie długości życia kobiet, jednak obecnie, w wyniku znacznie lepszych i skuteczniejszych metod leczenia, pacjentki z rakiem piersi żyją dłużej niezależnie od podejmowanych przez nie działań profilaktycznych lub ich braku.

W tym kontekście badacze zwracają uwagę na paradoks mammografii, czyli popularne przekonanie, że dowodem na jej skuteczności jest fakt, że pacjentki z rakiem piersi, które regularnie ją przechodziły żyją dłużej od tych, które tego nie robiły. Sęk w tym, że wcześniej postawiona diagnoza i wcześniejsze leczenie nie mają związku z ogólną długością życia – to, w jakim stadium był nowotwór w chwili wyleczenia nie wpływa na faktyczną długość życia pacjentek.

Nie ulega wątpliwości, że kobiety z rakiem piersi obecnie żyją dłużej, ale to przede wszystkim zasługa skuteczniejszych terapii, a niekoniecznie mammografii.

Profilaktyka nie zawsze jest korzystna?

Co więcej, badacze sugerują także, że mammografia nie zawsze służy kobietom – mowa o sytuacjach, gdy wykryte zostaną minimalne zmiany, np. rzędu 1 milimetra. Część z nich rozwija się na tyle powoli, że pozwala dożyć sędziwego wieku bez konieczności podejmowania leczenia. Jeśli w tej sytuacji diagnoza zostanie postawiona, a leczenie rozpoczęte, ten fakt może niepotrzebnie obniżyć jakość życia pacjentki. Na ten moment nie można jednak ignorować żadnej zmiany o potencjalnie nowotworowym charakterze, ponieważ nie mamy narzędzi, by móc określić wielkości potencjalnego zagrożenia.

W opinii autorów badania ich wyniki pokazują, że przy obecnym stanie wiedzy medycznej należałoby inaczej interpretować dane płynące z mammografii, by uniknąć zjawiska „przediagnozowania”, czyli nadinterpretacji wyników.

Profilaktyka jest najważniejsza

Obserwacje norweskich naukowców nie podważają sensu wykonywania badań mammograficznych – szybkie wykrycie nowotworu w każdej sytuacji zwiększa szanse na skuteczne wyleczenie i długie życie. Zwłaszcza że nowotwór piersi przez długi okres rozwija się bezobjawowo i bezboleśnie, co utrudnia jego wykrywanie. Nadal też – mimo dużego budżetu przeznaczanego każdego roku na badania przesiewowe – zbyt mała grupa kobiet o największym ryzyku zachorowania trafia do gabinetów lekarskich. Wiele przypadków raka piersi rozpoznawanych jest więc dopiero w stadium znacznego zaawansowania klinicznego, w którym choroba ta dla wielu kobiet nie jest już wyleczalna.

Pacjentki, które wyczuły zgrubienie na piersi, zwykle udają się najpierw na mammografię i badanie ultrasonografem. Jeśli wyniki tych badań są niepokojące, dostają skierowanie na rezonans magnetyczny. Dzieje się tak, ponieważ żadna z tych metod diagnostycznych nie jest idealna – konieczne są więc kolejne badania, by potwierdzić diagnozę.

Poza tym tomografia rezonansu magnetycznego MRI wiąże się z bardzo dużymi kosztami, dlatego nie są na nią od razu kierowane pacjentki, u których wyczuwalne pod skórą zgrubienie może być zarówno nowotworem, jak i niezłośliwym guzkiem.

Profilaktyczna mastektomia – dla kogo?

Osobną kategorią pacjentek są nosicielki genu z mutacją BRCA1, którego obecność jest w zasadzie równoznaczna z diagnozą, ponieważ zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwór piersi do 90 procent. W tej sytuacji część kobiet decyduje się na mastektomię profilaktyczną, czyli usunięcie zdrowej piersi, by zapobiec rozwojowi nowotworu w przyszłości. W Polsce na ten moment przejście takiego zabiegu nie jest możliwe, ponieważ aktualnie obowiązujące przepisy refundacyjne dopuszczają wyłącznie usunięcie piersi zainfekowanej nowotworem. Jeśli pacjentka, z uwagi na wysokie zagrożenie zachorowaniem, zechce amputować również drugą, musi za to zapłacić z własnej kieszeni. Konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii onkologicznej prof. Arkadiusz Jeziorski oraz dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Łodzi Wojciech Szrajber skierowali w tej sprawie wnioski do resortu zdrowia, który obecnie analizuje kwestię refundacji. Decyzja w tej sprawie mogłaby pomóc nawet 100 tysiącom nosicielek mutacji genu BRCA1 w Polsce.

Źródło: Science Daily, Polska Agencja Prasowa


Podziel się: