Eksperci: epidemia odry w Polsce jest realna

W ostatnich tygodniach stan epidemii odry ogłoszono na Ukrainie i w Czechach. Polska może być następna, ponieważ liczba zaszczepionych dzieci w 2017 spadła poniżej poziomu uznawanego za bezpieczny w kontekście zagrożenia epidemiologicznego – ostrzega Państwowy Zakład Higieny.

Poziom wszczepialności chroniący przed wystąpieniem epidemii chorób zakaźnych został ustalony przez Światową Organizację Zdrowia na poziomie 95 proc. społeczeństwa. W 2017 roku w Polsce spadł on do 93 proc. w związku ze znaczącym wzrostem liczby rodziców odmawiających szczepienia swoich dzieci. Mowa o aż dziesięciokrotnym zwiększeniu się grupy dzieci, które nie zostały zaszczepione. Wzrosła ona z 3 do ponad 30 tys. rocznie między 2007 i 2017 rokiem. Wiele wskazuje na to, że sytuacja będzie się pogarszać, ponieważ zgodnie z szacunkami epidemiologicznymi, we wrześniu 2018 roku naukę w pierwszych trzech klasach szkół podstawowych rozpocznie 100 tys. dzieci, które nie zostały zaszczepione przeciw odrze. Szczepionkę podaje się w dwóch turach, pierwszą po ukończeniu dwunastego miesiąca życia oraz drugą po ukończeniu 10. roku życia przez dziecko.

Odra zagraża Europie

Zagrożenie jest realne i już teraz dotyka wiele europejskich państw, które także borykają się ze spadkiem poziomu wyszczepialności. Jak informuje cytowana przez Rynek Zdrowia dr Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii, obecnie najgorsza sytuacja panuje w Rumunii, Grecji,  we Włoszech i na Ukrainie.  Biorąc pod uwagę sezon urlopowy oraz zwiększającą się liczbę obywateli Ukrainy przybywających do Polski, możemy spodziewać się zwiększenia liczby zakażeń z tego tytułu również w naszym kraju. Na całym kontynencie w 2017 roku odnotowano aż 300-procentowy wzrost liczby zachorowań na odrę. Do wzrostów „dokłada się” także Polska, gdzie w 2017 roku odnotowano 63 przypadki odry i pięć lokalnych ognisk zakażenia, podczas gdy w 2010 roku w całym kraju zdiagnozowano jedynie 13 przypadków tej choroby.

Czym grozi zachorowanie na odrę?

Odra jest wyjątkowo zaraźliwa w porównaniu z innymi chorobami zakaźnymi – jeden człowiek może zarazić do nawet siedemnastu osób ze swojego otoczenia. Wirus przenosi się drogą kropelkową, więc już samo przebywanie z osobą zakażoną w jednym pomieszczeniu może skończyć się zachorowaniem, przy czym najbardziej zagrożone są właśnie osoby niezaszczepione lub te, które utraciły odporność. Są to między innymi cudzoziemcy ubiegający się o status uchodźcy oraz osoby, które nie mogły być zaszczepione ze względu na przeciwwskazania o charakterze medycznym, czyli dzieci chore na nowotwory oraz pacjenci poddani leczeniu immunosupresyjnemu. Osoby takie mogą się przyczynić dodatkowo do zarażenia dzieci w okresie niemowlęcym, które są jeszcze zbyt małe na szczepienie.

Objawy zakażenia

Zarażać innych może nawet osoba, u której nie pojawiły się pierwsze objawy choroby, a te mogą wystąpić dopiero po dwóch tygodniach. O zachorowaniu świadczyć mogą symptomy charakterystyczne dla grypy lub przeziębienia, takie jak ostry ból gardła, nieżyt nosa czy ogniska zapalne w górnych drogach oddechowych. Poza nimi na odrę wskazywać może zapalenie spojówek, łzawienie oczu, światłowstręt, plamy występujące w jamie ustnej oraz charakterystyczna, brunatno-czerwona wysypka. Osoba, która przebywała w towarzystwie zarażonego, może przyjąć szczepionkę przeciwko odrze w ciągu 72 godzin od chwili kontaktu, co może pomóc zapobiec zakażeniu. Z odrą wiąże się szereg powikłań, od stosunkowo niegroźnych, jak biegunka, wymioty oraz zapalenie krtani i oskrzeli po poważne, takie jak utrata słuchu na tle infekcyjnym, zapalenie mięśnia sercowego, zapalenie mózgu czy rogówki. 

W skrajnych, lecz wciąż odnotowywanych przypadkach, odra może prowadzić nawet do śmierci. Zgodnie z szacunkami Światowej Organizacji Zdrowia, każdego roku z jej tytułu umiera około 2,5 mln niezaszczepionych osób, wśród których większość stanowią dzieci przed piątym rokiem życia. 

Kary za brak szczepień

W związku z rosnąca liczbą antyszczepionkowców wzrasta także liczba kar nakładanych na rodziców, którzy uchylają się od szczepienia swoich dzieci. Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) wynika, że tylko między 2015 a 2016 rokiem ich liczba wzrosła z 16 do 23 tysięcy, podczas gdy w latach 2006-10 odnotowywano średnio 4 tys. takich przypadków rocznie. Rodzicom, którzy odmawiają szczepienia dzieci, grożą kary finansowe, nakładane w ostateczności, po wielokrotnym ignorowaniu wezwań. Jednorazowa grzywna z tego tytułu może wynieść nawet 10 tys. złotych, a łącznie do 50 tys. złotych, przy czym zazwyczaj kary są znacznie niższe. Inspektorom NIZP-PZH zależy przede wszystkim na tym, by rodzice zrozumieli, że szczepionki w żadnym wypadku nie zagrażają ich dzieciom.

Do żłobka tylko po szczepieniu?

Ponieważ egzekucja kar jest nieskuteczna, samorządy zastanawiają się nad innymi formami nacisku. Jedną z rozważanych przez Izbę Lekarską jest uzależnianie przyjęcia dziecka do żłobka lub przedszkola od okazania książeczki szczepień. Gdy takie postulaty pojawiły się po raz pierwszy w 2016 roku, przedstawiciele samorządu lekarskiego przekonywali, że decyzja rodziców o braku szczepień obowiązkowych jest niezgodna z prawem i stanowi zagrożenie dla zdrowia danego dziecka, ale również innych przebywających z nim dzieci. Ustawowy obowiązek wymagający przedstawienia zaświadczenia o odbytych szczepieniach przed przyjęciem do placówki edukacyjnej wyraża uzasadniony interes publiczny i zapewnienie ochrony zdrowia Polaków. Zdaniem ekspertów z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego oraz Polskiej Akademii Nauk, omijanie szczepień może powodować powstawanie wielu groźnych schorzeń. Co więcej, Polska Akademia Nauk dowodzi, że szczepionki są doskonale sprawdzonymi preparatami farmaceutycznymi, a dokładne badania, którym są poddawane, gwarantują ich bezpieczeństwo i skuteczność działania. 

Źródła: Dziennik Gazeta Prawna, Rynek Zdrowia, Radio Zet


Podziel się: