WHO: uzależnienie od gier komputerowych jest chorobą

Światowa Organizacja Zdrowia dokonała rewizji obecnej Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10, wprowadzając na nią nowe rozpoznania. W jej myśl chorobą stało się uzależnienie od gier komputerowych i wideo, co ma szansę otworzyć zupełnie nową dyskusję wokół tego współczesnego zaburzenia.

Zgodnie z wytycznymi WHO, z uzależnieniem od gier mamy do czynienia w sytuacji, gdy ta aktywność staje się obsesyjna i wpływa w sposób negatywny na gracza oraz jego otoczenie. By móc mówić o uzależnieniu, czas trwania takich zachowań powinien trwać co najmniej 12 miesięcy, jednak w razie dużego nasilenia wspomnianych przesłanek, lekarz może postawić diagnozę o uzależnieniu również po znacznie krótszym czasie.

Nawet 2,5 mln uzależnionych w Polsce?

Zdania ekspertów dotyczące nowej klasyfikacji są podzielone ze względu na specyfikę tej formy uzależnienia, jego społecznego odbioru oraz potencjalnych form leczenia.

Zgodnie z szacunkami, uzależnienie od gier dotyczy jednego na 30 graczy, jednak szersza definicja, obejmująca całe spektrum zaburzeń związanych z korzystaniem z technologii cyfrowych, obejmuje nawet 15 do 20 proc. nastolatków. W europejskim rankingu graczy Polska zajmuje drugie miejsce z wynikiem niemal 16 mln osób podejmujących tę aktywność, w związku z czym problem uzależnienia dotyczyć może nawet 2,5 mln osób. 

Kontrowersje definicyjne

Na zwiększoną częstotliwość rozpoznań wpływa w dużej mierze zmiana nawyków - obecnie skala korzystania z Internetu i technologii cyfrowych jest znacznie większa niż 10-20 lat temu. Zmienia się także ich postrzeganie, ponieważ coraz częściej przykład płynie z góry – dzieci intensywnie korzystające z komputera często biorą przykład z rodziców, którzy również spędzają dużą część wolnego czasu przed ekranami smartfona, tabletu czy komputera. 

Trudności sprawia także opracowanie spójnej definicji tego uzależnienia, którego nie można oceniać wyłącznie na podstawie spędzanego przed ekranami czasu. Kolejnym kryterium jest wpływ tej czynności na relacje społeczne oraz ocena sposobu korzystania. Nie każdy „heavy user” internetowy jest uzależniony i odczuwa negatywne skutki kontaktu z technologiami. 

Odwyk nie jest rozwiązaniem

Cytowany przez „Rynek zdrowia” prof. Mariusz Jędrzejko, pedagog społeczny i socjolog z Wydziału Nauk o Zdrowiu i Kultury Fizycznej Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu, swoje wątpliwości opiera także na standardach leczenia osób z uzależnieniami. W wypadku alkoholików czy hazardzistów terapia polega na całkowitym odcięciu chorego od źródła problemu, podczas gdy w wypadku różnych form uzależnienia od Internetu (w tym od gier online), odcięcie od sieci może być niemożliwe ze względów czysto praktycznych. Obecnie, w przypadku terapii nastolatków z tzw. cyberzaburzeniami, nie ma mowy o całkowitej rezygnacji z korzystania z sieci, ale powrót do tej czynności odbywa się na ściśle określnych warunkach. 

Nie można lekceważyć problemu

Nie można jednak zaprzeczyć, że problem istnieje, a jego skala prawdopodobnie będzie się zwiększać. W tym sensie oficjalne umieszczenie tej przypadłości na liście chorób może sprawić, że zarówno lekarze jak i rodzice zaczną traktować to zaburzenie z większą powagą, a dostępność do leczenia zwiększy się. Obecnie bardzo mało ośrodków w Polsce udziela darmowej pomocy osobom z cyberuzależnieniami. 

Z drugiej strony, jak ostrzega cytowana przez Rynek Zdrowia Dorota Jabłońska, psycholog i kierownik Młodzieżowej Poradni Profilaktyki i Terapii "Poza Iluzją" w Warszawie, wprowadzenie uzależnienia od gier do katalogu chorób charakterystycznych dla wieku młodzieńczego może skutkować skokowym wzrostem rozpoznań i nadużywania ich, podobnie jak stało się w przypadku ADHD. Należy więc zachować umiar, ale i skończyć z lekceważeniem problemu, zarówno przez lekarzy jak i rodziców. Stosunek rodziny i bliskich do sytuacji chorego ma ogromny wpływ na powodzenie leczenia bądź jego brak. 

Źródło: Rynek zdrowia, TVN24, Business Insider


Podziel się: