×
DOZ.PL Darmowa
aplikacja
DOZ.pl
Zainstaluj

Ziołowe preparaty z Azji mogą zagrażać życiu

Patolog sądowy z Uniwersytetu w Adelaide apeluje do kolegów po fachu, żeby nie lekceważyli preparatów ziołowych jako czynnika o potencjalnie śmiertelnym działaniu. Coraz więcej badań dowodzi, że składniki zawarte w niesprawdzonych mieszankach ziół mogą być bardzo szkodliwe.

Profesor Roger Byard zwraca szczególną uwagę na trudności zdrowotne u osób podróżujących do Azji w celach zdrowotnych. Mowa o rozwijającym się sektorze tzw. turystyki wellness, która zakłada łączenie wypoczynku i zwiedzania z kuracjami zdrowotnymi wykonywanymi za pomocą lokalnych ziół. Zwrot ku medycynie naturalnej w tym wydaniu jest widoczny zwłaszcza u turystów z krajów zachodu, którzy poszukują alternatywy dla tradycyjnych terapii i leków.

Naiwność może kosztować zdrowie

Z myślą o takich turystach powstają azjatyckie centra zdrowia, które oferują darmowe badania oraz szereg ziołowych preparatów dostępnych od ręki. Po takie środki często sięgają osoby rozczarowane konwencjonalną medycyną i zmagające się z własnymi przedłużającymi się problemami zdrowotnymi lub dostrzegające je u swoich bliskich. Pacjenci są przekonani, że są leczeni całkowicie naturalnymi i bezpiecznymi środkami, podczas gdy część badań pokazuje, że to przekonanie jest błędne.

Prof. Byard powołuje się na analizy mówiące, że część preparatów ziołowych pochodzących z takich centrów zdrowia jest „wzbogacana” o składniki leków niedopuszczonych do obrotu, a nawet o toksyczne metale. Zażywanie takich „zafałszowanych” preparatów może prowadzić do podwyższonego ciśnienia, problemów z sercem, zaburzeń psychicznych, a w niektórych wypadkach nawet do śmierci. Deklarowany skład takiej mieszanki nie zawsze jest zgodny z rzeczywistością, a kupujący nie mają możliwości sprawdzenia go. Często w ogóle go nie weryfikują w szczerym przekonaniu, że nie mają się czego obawiać.

Z tego względu prof. Byard apeluje, by patolodzy sądowi wykonywali badania toksykologiczne osobom, które miały w zwyczaju podróżować do Azji właśnie w celach zdrowotnych i zażywały pochodzące stamtąd preparaty ziołowe. Pozornie naturalne przyczyny śmierci w tej sytuacji mogły zostać sprowokowane nieświadomym zażyciem niebezpiecznej substancji.

Groźny ołów

O potencjalnej szkodliwości preparatów z zakresu medycyny naturalnej informuje także Amerykańska Rada Nauki i Zdrowia. W ostatnim czasie w stanie Północna Karolina zaobserwowano wzrost stężenia ołowiu w organizmach dzieci, które mieszkają w domach, w których stosuje się preparaty kojarzone z medycyną naturalną. Mowa przede wszystkim o dzieciach pochodzenia azjatyckiego, których rodziny stosują przyprawy lub ich mieszanki w celach kulinarnych lub leczniczych. Zdaniem Rady Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków powinna bliżej przyjrzeć się tej sprawie i objąć kontrolą preparaty ziołowe sprowadzane z Azji.

Zatrucie ołowiem może mieć potencjalnie śmiertelne skutki, ponieważ jest on jedną z najgroźniejszych i zarazem najbardziej rozpowszechnionych trucizn. Może przedostać się do organizmu przez układ oddechowy, przewód pokarmowy lub skórę, a najbardziej narażone na zatrucie są osoby mające z nim kontakt w warunkach zawodowych. Objawy zatrucia obejmują bóle głowy, utratę łaknienia czy zaparcia. W przypadku kumulacji dużych ilości ołowiu w organizmie może dojść do uszkodzenia nerek, układu nerwowego czy szpiku kostnego, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci.

Ołów jest szczególnie groźny dla dzieci, ponieważ w młodym wieku wchłanianie metalu z otoczenia jest największe. Można go znaleźć np. w zabawkach pochodzących z niepewnych źródeł, dlatego bardzo ważne jest kupowanie wyłącznie atestowanych i w pełni bezpiecznych produktów.

Medycyna naturalna nie służy pacjentom z nowotworem

Medycyna alternatywna, w tym ziołolecznictwo czy bioenergoterapia, przez wielu pacjentów chorujących na nowotwory traktowana jest jako ostatnia deska ratunku. W ich opinii takie metody być może nie pomogą, ale z pewnością nie zaszkodzą. Jak pokazują wyniki najnowszych badań, takie podejście bywa nie tylko złudne, ale też potencjalnie śmiertelne.

Zbadaniem tego zagadnienia zajęli się naukowcy z Yale School of Medicine, którzy szukali odpowiedzi na pytanie o to, co skłania pacjentów chorujących na nowotwory do sięgania po metody medycyny alternatywnej. Ponieważ ze wstępnie zebranych danych wynikało, że wielu pacjentów stosuje alternatywne i konwencjonalne metody leczenia sądząc, że taka taktyka zwiększy ich szanse na przeżycie, postanowiono sprawdzić, czy ta zależność ma uzasadnienie.

We wspomnianym badaniu uczestniczyło niemal 1300 pacjentów ze zdiagnozowanym rakiem piersi, płuc, prostaty lub okrężnicy, u których do rozpoznania doszło między 2004 a 2013 rokiem. 258 osób z tej grupy deklarowało korzystanie z metod medycyny alternatywnej i – jak odkryli badacze – byli oni także bardziej skłonni do odmowy korzystania z terapii konwencjonalnych, w tym poddawania się operacjom, leczeniu hormonalnemu, chemioterapii i naświetlaniom. Ten fakt w naturalny sposób przekłada się na zwiększone ryzyko śmierci w wyniku nowotworów u osób z tej grupy. W tym sensie korzystanie z metod medycyny alternatywnej jest szkodliwe, ponieważ zmniejsza zaufanie do medycyny tradycyjnej, która jako jedyna prowadzi do faktycznych postępów w leczeniu nowotworów.

Główny autor badania doktor Skyler Johnson zwraca uwagę, że niektóre z metod medycyny alternatywnej mogą być traktowane jako terapie komplementarne w leczeniu nowotworów, wspierające efekty leczenia konwencjonalnego. Niestety wielu pacjentów traktuje je równoważnie i w związku z tym rezygnuje z leczenia konwencjonalnego na rzecz alternatywnego.

Bibliografia  zwiń/rozwiń

Medicalxpress.com, www.acsh.org, IFLscience.com


Podziel się: