Co się dzieje w organizmie pod wpływem stresu?

Stres – wydaje się, że słowo to pada najczęściej, gdy mowa o przyczynach wszelkich chorób świata. Niestety jest niezwykle trudny do wyeliminowania, co tylko umacnia jego pozycję w czołówce niekorzystnych czynników wpływających na zdrowie. Dlaczego ma tak destrukcyjny wpływ na nasze ciało?

Ludzkie ciało jest jak gigantyczne przedsiębiorstwo zarządzane przez mózg mający pracowników w postaci mięśni (transport), narządów wewnętrznych (przetwórstwo), gruczołów (produkcja), a także krwi, limfy, płynów międzykomórkowych (transport wewnętrzny) kości (dział techniczny, dzięki któremu budowla trzyma pion) i układu odpornościowego (ochrona).

Możliwości naszego organizmu

Codziennie, nie wyłączając weekendów i nocy, wre tu praca, na którą składają się tysiące reakcji biochemicznych – możliwych dzięki dostępności licznych substancji odżywczych, enzymów, hormonów, przekaźników czy katalizatorów. Ich właściwe proporcje i zdumiewająca wręcz zdolność naszego ciała do utrzymywania tej równowagi są kluczowe dla naszego zdrowia.

Nawet jeśli do układu pokarmowego dostaje się zbyt wiele szkodliwych związków, nasza wątroba i nerki zdolne są w znacznym stopniu je zneutralizować. Antyoksydanty działają przeciwko wolnym rodnikom, hamując proces starzenia się oraz niszczenia tkanek. Przeciwciała zwalczają niebezpieczne drobnoustroje. Innymi słowy – mamy niezliczone możliwości bronienia się przed tym, co nam szkodzi.

Jeżeli jednak czynników, które tę równowagę (homeostazę) niszczą, jest zbyt wiele lub ich działanie trwa przez długi czas, nasze ciało zaczyna chorować, nie nadążając z naprawianiem tego, co się zepsuło. Czasem proces widać od razu – jak w przedsiębiorstwie, od razu odczuwa się zastój w produkcji, gdy popsuje się najważniejsza maszyna.

Jednak bywa i tak, że jakiś czynnik działa destrukcyjnie już bardzo długo, ale nie jesteśmy w stanie tego zauważyć, póki nie stanie się katastrofa. Stres niemal niezauważalnie wpływa na setki mechanizmów oraz reakcji mających miejsce w naszym ciele – a potem okazuje się, że jesteśmy chorzy i trudno stwierdzić dlaczego.

Co to jest stres?

Stres to zespół reakcji (procesów psychicznych, fizjologicznych i chemicznych – w zależności od ujęcia) zachodzących w naszym ciele, wywołanych przez bodźce, które ogólnie można by określić jako różnego rodzaju zagrożenia (zwane stresorami).

Po raz pierwszy pojęcia „stres” użył w 1936 roku Hans Selye – kanadyjski endokrynolog i patofizjolog węgierskiego pochodzenia. W jego rozumieniu zjawisko to miał być reakcją na zewnętrzne bodźce – w odróżnieniu od wcześniejszych koncepcji utożsamiających stres z samymi bodźcami.

Warto dodać, że to właśnie praca Hansa Seyle zapoczątkowała sposób myślenia o stresie jako przyczynie chorób somatycznych. Uprzednio uważano, że choroby te mogą być wynikiem jedynie czysto fizycznych (somatycznych), a nie psychologicznych czynników. Naukowcy wciąż starają się zdefiniować, czym jest stres i w miarę rozwoju psychosomatyki dostrzegają jego destrukcyjny wpływ na zdrowie.

Według dr Susan Folkman, amerykańskiej psycholożki i lekarki specjalizującej się w badaniu stresu, istnieją dwa rodzaje emocji w trudnych, stresujących sytuacjach – jedna to strach czy poczucie zagrożenia, motywująca do wycofania się, ucieczki, druga zaś gniew i aktywacja energii, by poradzić sobie z trudną sytuacją.

Z kolei psycholog Richard Lazarus uznał, że rodzaj stresu zależny jest od oceny danej sytuacji. To czy sytuacja będzie stresująca, czy nie, zależy od tego, jak ocenimy własne możliwości poradzenia sobie z okolicznościami, a nie od tego, na ile okoliczności są trudne. Wyróżnił też kilka etapów tej oceny – według podziału S. Folkman – uznając, że najpierw pojawia się nieświadomy lęk i chęć ucieczki, potem świadomy gniew, który dodaje energii do działania. Dopiero wówczas oceniamy czy jesteśmy w stanie poradzić sobie z daną okolicznością i w tym momencie można mówić o stresie. To czy się pojawi – i jego siła – wynika z wtórnej oceny naszych zasobów służących poradzeniu sobie z zagrożeniem. Teoria Lazarusa i Folkman jest o tyle przełomowa, że pozwoliła zobaczyć, iż stres nie jest zewnętrznym zespołem bodźców, lecz świadomym procesem odbywającym się w umyśle.

Walcz lub uciekaj, czyli chemia mózgu

Lazarus i Folkman to naukowcy zajmujący się stresem jako zjawiskiem psychologicznym oraz jego wpływem na zdrowie psychiczne. Czym jednak jest stres na poziomie fizjologicznym czy raczej biochemicznym?

Sytuacji stresujących może być bardzo wiele. W przypadku ludzi będzie to zarówno chwila bezpośredniego zagrożenia życia (np. wtedy, gdy po zmroku spotykamy grupę osób żądających natychmiastowego wydania portfela), jak i taka, gdzie wprawdzie nikt nie czyha na nasze życie lub mienie, ale właśnie jesteśmy wzywani na dywanik do szefa, wywoływani na egzamin bądź gdy odliczamy minuty przed spektakularną kompromitacją podczas publicznego wystąpienia.

Co się wtedy dzieje? Kiedy pojawia się zagrożenie, ośrodki korowe w mózgu (a więc ośrodki czuciowe, ruchowe i kojarzeniowe, których zadaniem jest m.in odbieranie i interpretowanie bodźców) przez układ limbiczny (układ w mózgu regulujący zachowania i stany emocjonalne) stymulują tzw. sieci obwodowe – w tym oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, układ renina, angiotensyna oraz aldosteron.

Oś w naszym ciele to inaczej rodzaj układu współpracy między mózgiem a gruczołami działającego na zasadzie sprzężenia zwrotnego – współoddziaływania na siebie w taki sposób, że jeden element układu (np. część mózgu) aktywuje inny (gruczoł) do wytwarzania określonej substancji, jednocześnie otrzymując informację zwrotną o jej poziomie, a tym samym zapotrzebowaniu na nią. Przysadka mózgowa i nadnercza są gruczołami, zaś podwzgórze częścią mózgu. Dzięki tej trójstronnej „współpracy” wytworzona zostaje adrenalina i inne hormony oraz neuropeptydy.

Adrenalinę produkują nadnercza (pobudzone z kolei przez przysadkę mózgową będącą w pewnym sensie pośrednikiem między podwzgórzem a innymi gruczołami). To właśnie ona pełni kluczowe funkcje w reakcji stresowej, działając na receptory m.in. naczyń krwionośnych (ich skurcz powoduje wzrost ciśnienia krwi) i mięśni serca (przyspieszając jego bicie). Adrenalina działa rozkurczająco na oskrzela (łatwiej oddychamy) i rozszerza źrenice (lepiej widzimy) – wszystkie te procesy są nam potrzebne, by stanąć do nagłej walki lub szybko umykać przed zagrożeniem. Co więcej, adrenalina odpowiada za zwiększenie poziomu glukozy we krwi (działając odwrotnie niż insulina, która ten poziom zmniejsza) – w końcu nasze mięśnie potrzebują natychmiastowej dostawy paliwa! Drugim hormonem, którego działanie podobne jest – choć nieco słabsze – do działania adrenaliny, jest noradrenalina, również wpływająca na skurcz naczyń krwionośnych czy mięśni oskrzeli.

Pod wpływem bodźców sygnalizujących zagrożenie pobudzony zostaje „potrójny” układ: renina, angiotensyna i aldosteron. Wchodzące w jego skład hormony i enzymy m.in powodują wytwarzanie adrenaliny oraz zwiększają ciśnienie krwi.

Gdy stres nie mija...

Jeśli sytuacja stresująca minie w czasie krótszym niż ok. 10 minut (a więc uda nam się zwalczyć zagrożenie lub skutecznie uciec na przykład ze sceny), wszystko wraca do normy – spada poziom adrenaliny, ciśnienie krwi, a nawet poziom glukozy.

Co jednak, gdy nadal wyczuwamy zagrożenie? A więc stoimy na scenie, jakoś udaje nam się powiedzieć to, co mamy do powiedzenia, ale wiemy, że za chwilę przyjdzie czas na kłopotliwe pytania zadane przez audytorium. Wtedy oś podwzgórze-przysadka-nadnercza jest zmuszona podtrzymać wcześniej zarządzoną przez mózg reakcję stresową. I tu włączają się nowi, jeszcze bardziej niebezpieczni, gracze. Najpierw podwzgórze dostarcza przysadce mózgowej kortykoliberynę – hormon stymulujący przysadkę do wydzielania kortykotropiny. Ta z kolei pobudza korę nadnerczy do produkcji kortykosteroidów. Jednym z nich jest kortyzol, często nazywany hormonem stresu. Podobnie jak adrenalina podnosi poziom glukozy we krwi – wspiera jej działanie, umożliwiając przedłużenie reakcji na stresor poprzez zapewnienie dostaw „paliwa” do mózgu czy mięśni.

Kortyzol ma wpływ na wiele innych reakcji w naszym ciele – właśnie dlatego dłużej trwający stres jest bardziej szkodliwy niż ten chwilowy. Przede wszystkim hamuje układ odpornościowy i jednocześnie działa przeciwzapalnie – te właściwości sprawiają, że glikokortykosteroidy wykorzystywane są w chorobach przebiegających ze stanem zapalnym). Ma również wpływ na procesy metaboliczne, m.in wchłanianie niektórych białek przez mięśnie, to także katalizator rozkładu kwasów tłuszczowych.

Jeśli stresory powodujące produkcję kortyzolu wciąż działają, mowa o stresie chronicznym. Wtedy mechanizm negatywnego sprzężenia zwrotnego po prostu przestaje działać – receptory glikokortykoidów zaczynają być na nie odporne i nie reagują „wyciszeniem” całego cyklu ich produkcji, rozkręconego w osi podwzgórze-przysadka-nadnercza. Jeżeli poziom tzw. mediatorów stresu (kortyzol, dopamina, serotonina, testosteron czy estrogeny) w całym ciele nie maleje, mogą one uszkadzać praktycznie wszystkie narządy i tkanki.

Kortyzol a otyłość

Chroniczny stres niekiedy doprowadza do wystąpienia objawów związanych z wysokim poziomem kortyzolu, a więc zaburzeń metabolicznych podobnych do występujących w zespole Cushinga.

Zespół Cushinga cechuje m.in. otyłość (nie tylko wzrost masy ciała, ale charakterystyczny rozkład tkanki tłuszczowej – przede wszystkim na karku, twarzy czy brzuchu – przy jednoczesnej chudości kończyn), insulinooporność (prowadząca nawet do cukrzycy), nadciśnienie tętnicze, problemy skórne (trądzik, rozstępy), osteoporoza bądź zahamowanie wzrostu kości u dzieci. Ten zespół objawów często bywa też skutkiem długotrwałego przyjmowania glikokortykosteroidów.

Stres – niszczący dla mózgu, sprzyjający depresji

Przewlekły stres niszczy mózg. Badania chińskich naukowców w 2016 roku wykazały, że stres może powodować zmniejszenie objętości sieci neuronowych i zmiany plastyczności neuronalnej (a więc zdolności tkanki nerwowej do regeneracji, do zmian w organizacji połączeń i tworzenia kolejnych – dzięki tym procesom możemy uczyć się nowych rzeczy). Podobne są do wykrytych pośmiertnie zmian morfologicznych występujących w mózgach pacjentów z depresją – to zresztą sugeruje, że przewlekły stres jest jedną z przyczyn tej choroby. Hipotezę tę potwierdzają badania wykazujące strukturalne zmiany w mózgu pacjentów cierpiących na zaburzenia związane ze stresem, a więc wynikające z psychicznych urazów, negatywnych zdarzeń czy życia zawodowego.

Badacze amerykańscy w 2008 roku opisali prawdopodobną zależność między prozapalnymi cytokinami – indukowanymi przez stres – a rozwojem depresji. Cytokiny to białka biorące udział w procesie powstawania, pobudzania i wzrostu kluczowych komórek układu odpornościowego. Naukowcy wiedzą już, że ich poziom rośnie również pod wpływem stresu. Hipoteza mówi, że cytokiny wywołują  społeczne wycofanie, senność, zmęczenie i obniżenie aktywności – zjawisko to ma pomóc organizmowi zaoszczędzić energię potrzebną do poradzenia sobie z sytuacją stresową.

Skutek długotrwałego działania cytokin – receptory cytokin przestają reagować, ich poziom się utrzymuje, a obniżony nastrój przeradza się w depresję. Mechanizmy rozwoju choroby w związku z przedłużającym się stresem są stale badane i wciąż wiele tu niewiadomych: brakuje danych, choćby na temat samej sieci cytokin.

Stres a odporność

Z tego samego powodu trwają badania na temat powiązań układu odpornościowego i reakcji stresowej. Wiadomo już, że w sytuacji przewlekłego stresu oś neuroimmunologiczna jest nadmiernie pobudzona, co może prowadzić do jej rozpadu. To z kolei skutkuje wystąpieniem przewlekłego stanu zapalnego mającego różnorakie, negatywne następstwa we wszystkich układach, począwszy od sercowo-naczyniowego (a więc mowa tu też o miażdżycy), poprzez nerwowy, aż po immunologiczny (autoagresja). Przewlekłe stany zapalne niekiedy prowadzą do nowotworów.


Podziel się: