Ból głowy – stres, migrena, a może zatoki?

Zatokowy ból głowy i migrenę łatwo jest pomylić. Obie dolegliwości objawiają się podobnie. Ból pojawia się najczęściej w przedniej części czaszki w okolicy oczodołu i nasila się podczas prostych czynności fizycznych. Jeżeli sam próbujesz postawić diagnozę, statystycznie masz tylko 10 procent szans, żeby zrobić to celnie.

Amerykańskie badania przeprowadzone na szeroką skalę (American Migraine Study II) pokazały bardzo interesującą zależność dotyczącą naszej percepcji zatokowego bólu głowy i migreny. Połowa z blisko 30 tys. przebadanych źle zdiagnozowała swój ból głowy jako zatokowy. W rzeczywistości cierpieli na migrenę. Nie ma w tym nic dziwnego. Ze wszystkich stron, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, media podsuwają nam reklamy medykamentów na ból zatok. Żyjemy w przeświadczeniu, że ten typ bólu głowy jest powszechny i w każdej chwili może dotknąć i nas.

Prawdziwe zapalenie zatok przynosowych połączone z zapaleniem błony śluzowej nosa, po łacinie nazywane też niekiedy rhinosinusitis, jest rzadsze niż migrena i występuje jako niechciany dodatek do wirusowej lub bakteryjnej infekcji. Głównymi objawami są gęsty, zabarwiony wysięk z nosa, dysfunkcja węchu, ból w okolicach twarzy i ból głowy właśnie. Ale badania udowadniają, że niekiedy oznakom zwykłej migreny mogą towarzyszyć objawy pojawiające się w trakcie zapalenia zatok. W jednym z badań 45 proc. pacjentów z migreną miało albo cieknący nos (jednak wydzielina jest przezroczysta!), albo łzawiące oczy. Oczywiście nie były to dolegliwości wywołane ani bakteryjnie, ani wirusowo i ustały wraz z migreną. Winowajcą tego fałszerstwa jest ból w przedniej części twarzy, który pobudza nerwy, co wywołuje właśnie reakcje charakterystyczne dla zapalenia zatok. Jak więc odróżnić ból zatokowy od migreny?

3 pytania o migrenę

Żeby poprawnie zdiagnozować migrenę lub zapalenie zatok, warto najpierw zadać sobie kilka podstawowych pytań. Po pierwsze: czy w ciągu ostatnich trzech miesięcy pojawiały się bóle głowy, które uniemożliwiały normalne funkcjonowanie; czy z powodu bólu głowy zdarzyło Ci się zostać w domu? Po drugie: czy bólom głowy towarzyszą nudności? I na końcu: czy odczuwasz światłowstręt? Jeśli spełniasz dwa z trzech kryteriów, prawdopodobieństwo, że odczuwasz migrenowy, a nie zatokowy ból głowy, sięga aż 93 procent. Jeśli na wszystkie trzy pytania odpowiedź była twierdząca, prawdopodobieństwo, że przyczyną bólu są zatoki, spada do 2 procent.

Jednak chyba najważniejszym testem jest samopoczucie – zatokowy ból głowy raczej nigdy nie sprawi, że zostaniesz w domu. Wprawdzie obniżone samopoczucie, zatkany i nabrzmiały nos nie pozwolą Ci funkcjonować na najwyższych obrotach, ale ból w obrębie twarzy nie będzie obezwładniający. Migrena ma to do siebie, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie i przy nasilonych objawach nie jesteśmy w stanie zrobić nic innego, niż położyć się pod kocem.

Diagnoza pierwszym krokiem do wyleczenia

Kiedy już wiemy, co jest przyczyną bólu głowy, łatwiej nam z nim walczyć. Postępowanie w przypadku zapalenia zatok jest zupełnie inne niż w trakcie migreny, co więcej – wybranie terapii zatokowej zamiast migrenowej może pogorszyć ból.

Zacznijmy od leczenia zapalenia zatok. Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że napięcie w okolicy oczodołów i czoła jest natury fizycznej. Gęsta wydzielina zalega w zatokach, a opuchnięte błony śluzowe uniemożliwiają jej wypłynięcie. Wówczas najlepiej sprawdzą się wszystkie psikacze zmniejszające obrzęk błony śluzowej oraz leki rozrzedzające wydzielinę śluzową. Warto też płukać zatoki roztworem soli fizjologicznej. Co ciekawe, ulgę może przynieść masaż, który najlepiej zacząć w okolicy czoła i delikatnie przesuwać palcami w kierunku ujścia nosa, zahaczając po drodze o policzki. Oczywiście jako terapię uzupełniającą można stosować leki z grupy NLPZ (niesteroidowe leki przeciwzapalne), czyli np. zawierające ibuprofen, aspirynę czy diklofenak.

W leczeniu słabych migren stosuje się na ogół zwykłe leki przeciwbólowe. Ich działanie nie jest zbyt silne i nie zawsze przynosi ulgę, a ich nadużywanie może być nawet szkodliwe! Leczenie tego typu bólu głowy powinno polegać przede wszystkim na zmniejszeniu liczby epizodów migrenowych i czasu ich trwania. A to można osiągnąć jedynie przez rozpoznanie i eliminację przyczyny ból wywołującej.

Stres czy przeziębienie?

Chroniczny stres obniża odporność – to fakt. Organizm ciągle funkcjonujący w stanie zwiększonej gotowości nie jest w stanie odpowiednio zareagować na bakterie i wirusy przedostające się do organizmu. Jednak oprócz zwiększania prawdopodobieństwa złapania wirusa czy bakterii w trakcie gorącego okresu w pracy, sesji czy gwałtownych zmian w życiu prywatnym, stres znany jest również z tego, że wywołuje migreny.

Stres jest ważnym czynnikiem wywołującym migreny, a osoby emocjonalne są w grupie migrenowego ryzyka. W jaki sposób wywołuje objawy neurologiczne? Gdy się stresujemy, nasz mózg uwalnia cały zestaw związków chemicznych, które mają za zadanie pomóc nam uporać się z zagrożeniem. Światło naczyń krwionośnych natychmiast się powiększa, serce zaczyna pompować więcej krwi, co może prowadzić do bólu głowy. Towarzyszące stresującym sytuacjom zmęczenie, niepokój, podekscytowanie będą potęgować to uczucie. Stres może wywoływać migrenę, a chroniczny ból zwiększa poziom kortyzolu we krwi – koło się zamyka.

Jeżeli ciało przyzwyczai się do ciągłego stresu, to weekendowe odprężenie albo odsypianie nie przyniesie ulgi. Wręcz przeciwnie – takie momenty zrelaksowania, szczególnie gdy towarzyszy im zbyt długi sen, również mogą wywoływać migrenę. W tym przypadku jedynym sposobem na trwałe pozbycie się bólu jest zredukowanie stresu w codziennym życiu i stabilizacja emocjonalna.

Migrena, zatokowy ból głowy, przeziębienie czy stres – szczególnie w okresie jesienno-zimowym łatwo o błędną diagnozę. Jeżeli nie masz pewności, co Ci dolega, a dolegliwości nie mijają, zamiast faszerować się bez końca lekami przeciwbólowymi na własną rękę, lepiej po prostu zgłoś się do lekarza.


Podziel się: