Skąd się biorą alergie?

Alergia - współczesna klątwa. Spada – niesprawiedliwie - zarówno na tych, którzy konsekwentnie dbają o zdrowie, jak i na tych, którzy przypominają sobie o nim dopiero wtedy, gdy są chorzy. Skąd się biorą alergie? Dlaczego coraz więcej osób pada ich ofiarą?

Alergia to nadmierna, nieprawidłowa reakcja naszego układu odpornościowego na obecne w środowisku substancje – najczęściej białka lub glikoproteiny - powodująca objawy chorobowe: od łagodnych (katar, wysypka) aż po zagrażające naszemu życiu (wstrząs anafilaktyczny). 

Jeśli chodzi o rodzaje alergii, najczęściej wymienia się cztery, ze względu na to, w jaki sposób dochodzi do kontaktu z alergenem:
- pokarmowe – np. alergia na mleko, orzechy, kurze jaja, owoce
- wziewne – na pyłki traw, drzew czy krzewów, roztocza
- kontaktowe – np. na ślinę, złuszczony naskórek czy sierść zwierząt, składniki kosmetyków, środków chemicznych, nikiel
- iniekcyjne – np. alergia na leki lub jad pszczół

Należy zaznaczyć, że nie jest to jedyny podział alergii. Lekarze i naukowcy dzielą je przede wszystkim na alergie IgE zależne (I typu) – czyli te, gdzie reakcja na alergen jest natychmiastowa, oraz inne – II, III i IV typu – znacznie wolniej przebiegające reakcje, jak np. komórkowa. Z tego punktu widzenia nie ma znaczenia pochodzenie alergenu, ale m.in. czas reakcji układu immunologicznego i jej mechanizm. 

Uczuleniowa plaga

Uważa się, że problem alergii dotyczy już ok. 30 proc. populacji – jak stwierdzają naukowcy z Uniwersytetu Mississippi, autorzy badania „Stres i alergie”, którego wyniki opublikowano w 2011 roku1

Jeśli chodzi o Polskę, w badaniach ECAP (Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce) przeprowadzonych w latach 2006-2008 wykazano, że alergie – ogólnie – rozpoznaje się nawet u ok. 40 proc. dzieci w wieku 6-7 lat, 43 proc. dzieci w wieku 13-14 lat i 39 proc. dorosłych. 

Te dane mogą się różnić, zależnie od źródła, jednak jedno jest pewne - liczba osób dotkniętych tą chorobą stale rośnie. Najprawdopodobniej ma to związek z rozwojem cywilizacyjnym, który niesie za sobą ciągłe pogarszanie się jakości powietrza, gleby, kontakt z wszechobecną szkodliwą chemią, a wreszcie – coraz szybsze tempo życia, a więc i wzrastający poziom stresu – jednego z głównych winowajców wielu cywilizacyjnych chorób. 

„Alergiczne” geny – co z nich wynika?

Uważa się, że w wielu przypadkach zasadniczym elementem procesu chorobotwórczego alergii jest tak zwana atopia – czyli genetycznie uwarunkowana skłonność organizmu do nadmiernej produkcji przeciwciał IgE2.

Wiąże się ona z I typem reakcji alergicznej, która następuje natychmiastowo – tuż po kontakcie z alergenem. Jak to działa? Przeciwciała IgE, wytwarzane w nadmiarze przez układ odpornościowy, łączą się z antygenami – czyli alergenami pochodzącymi z zewnątrz naszego organizmu – na powierzchni komórek tucznych (mastocytów) i bazofilów (komórek krwi z grupy leukocytów). Mastocyty występują najczęściej w tych tkankach, które mają kontakt z otoczeniem, a więc w śluzówkach lub w tkankach łącznych. Połączenie IgE z antygenami uwalnia z mastocytów zawartą w nich histaminę i inne hormony (lub białka) powodujące zapalenie – co w efekcie daje objawy alergii. Prościej mówiąc – układ immunologiczny w reakcji na alergeny wywołuje stan zapalny tkanek własnego organizmu. 

Jednak atopia to jeszcze nie alergia. O tym, czy rozwinie się ta druga, decydują przede wszystkim czynniki środowiskowe – przed którymi w dzisiejszym świecie bardzo trudno uciec. Zatem nawet jeśli nasi rodzice czy dziadkowie nie mieli alergii, nas może ona dopaść – bez względu na to, czy przodkowie przekazali nam „wadliwe” geny, czy też nie. 

„Hipoteza higieniczna”, czyli najzdrowsi są Amisze

Powszechnie uważa się, że alergia to przede wszystkim choroba wysoko rozwiniętych społeczeństw zachodnich. Ich styl życia znacząco różni się od tego prowadzonego przez ludzi mieszkających na terenach wiejskich w krajach rozwijających się. Na Zachodzie mamy nie tylko inną dietę, ale też znacznie wyższy poziom higieny, zapewniony przez powszechny dostęp do bieżącej wody czy chemicznych środków czystości. Jakkolwiek przyczynia się to do eliminowania wielu chorób zakaźnych, z którymi wciąż w znacznym stopniu borykają się np. kraje afrykańskie, na pewno nie pomaga w profilaktyce alergii. Jak stwierdza dr Sergio Romagnani z Uniwersytetu Florencji, autor znanego w naukowym świecie badania pt. „Immunologiczne oddziaływania na alergie i równowaga między limfocytami TH1 i TH2”, związek między alergią a zachodnim stylem życia – a więc i wychowywaniem dzieci w czystym, czasem niemal sterylnym środowisku – został udowodniony co najmniej kilkakrotnie. 

Naukowcy od lat badają bowiem kwestię ekspozycji niemowląt na otaczające nas mikroorganizmy. Istnieje hipoteza, opisana właśnie m.in. przez Sergia Romagnaniego, mówiąca o tym, że zwalczanie przez małe dzieci infekcji bakteryjnych to naturalna profilaktyka przeciwalergiczna. Naukowcy uważają, że kluczowa jest tu równowaga między aktywnością limfocytów TH1 – odpowiadających za walkę z bakteriami, a aktywnością limfocytów TH2, które – „nadużywane” przez układ odpornościowy – uruchamiają reakcję alergiczną. Kontakt z bakteriami – a więc również domowymi zwierzętami, glebą czy innego rodzaju czynnikami, często uważanymi przez rodziców i dziadków za szkodliwy brud – pomaga zapobiec nadmiernej reakcji limfocytów TH2. To tak, jakby układ immunologiczny, zmuszony często i intensywnie bronić się przed intruzami za pomocą TH1, nie był już tak skłonny do nieuzasadnionego wykorzystywania do walki limfocytów TH2. 

Zjawisko uodparniania się na alergię poprzez „niehigieniczny” styl życia dobrze ilustruje badanie porównawcze przedstawione przez doktora Andrew H. Liu z Uniwersytetu Kolorado w 2015 roku3. Dotyczyło ono dzieci amerykańskich Amiszów – społeczności do dziś żyjącej tak, jak nasi prapradziadkowie na wsiach. Statystyki dotyczące zachorowań tych dzieci na choroby o podłożu alergicznym zestawiono z wynikami dzieci szwajcarskich – zarówno wychowanych na wsi, jak i w mieście. Okazało się, że na astmę chorowało 5,2 proc. dzieci Amiszów, 6,8 proc. dzieci szwajcarskich farmerów i aż 11,2 proc. szwajcarskich dzieci z terenów miejskich. Jeszcze wyraźniejsze różnice widoczne były w przypadku zachorowań na katar sienny – o ile wśród dzieci Amiszów chorowało nań tylko 0,6 proc., o tyle już w przypadku dzieci szwajcarskich było to odpowiednio 3,1 proc. (wieś) oraz 11,6 proc. (miasto). Z kolei na AZS zapadło jedynie 1,3 proc. dzieci Amiszów i odpowiednio 7,6 proc. i 12,1 proc. dzieci szwajcarskich. 

Hipoteza dotycząca higieny nadal nie została jednak ponad wszelką wątpliwość udowodniona – wciąż należy brać bowiem pod uwagę jeszcze inne czynniki, które mogą wpłynąć na ogólną lepszą kondycję dzieci wychowanych na wsi. Jest bowiem prawdopodobne, że są one zdrowsze nie tylko dlatego, że są narażone na szerszy kontakt z bakteriami, ale również ze względu na większą aktywność fizyczną, częstsze przebywanie na świeżym powietrzu i inne czynniki sprzyjające zdrowiu, charakterystyczne dla wiejskiego stylu życia. Bez względu na to, jak potoczą się dalsze losy „hipotezy higienicznej”, wyniki licznych badań z nią związanych już teraz sugerują, że im bliżej natury żyjemy (a więc podobnie jak Amisze) – tym mniejsze ryzyko wystąpienia alergii. 

Znaczenie dla rozwoju alergii ma też inna kwestia związana z higieną – a raczej jej nadmiarem: wiadome jest, że częste mycie pozbawia skórę naturalnej warstwy ochronnej, co może przyczynić się np. do rozwoju atopowego zapalenia skóry – choroby często powiązanej z alergią – lub zaostrzyć jego objawy. 

Oddychamy na własne ryzyko

Również w polskich badaniach przeprowadzonych w ramach programu ECAP stwierdzono, że alergia częściej dotyka mieszkańców miast niż wsi. Jest to związane nie tylko z problemem higieny, ale również złej jakości powietrza na terenach silnie zurbanizowanych, gdzie wielokrotnie przekroczone są normy dla obecności pyłów czy spalin4

Wyniki licznych badań, w których wykazano powiązania między zanieczyszczeniem powietrza a zachorowaniami na alergie i astmę, podsumowuje dr David B. Peden5 z Uniwersytetu Północnej Karoliny w swoim artykule „Skutki zanieczyszczeń dla alergologii/immunologii” z 2018 roku, opublikowanym na portalu pisma „The Journal of Allergy and Clinical Immunology”. Bierze pod uwagę zarówno studia dotyczące powietrza wewnątrz domów, gdzie jesteśmy narażeni na kontakt z alergenami czy dymem papierosowym, jak i te skupiające się na zanieczyszczeniach na zewnątrz. Autor wskazuje, że naukowcom zajmującym się immunologią udało się już udowodnić bezpośredni wpływ zanieczyszczeń powietrza na zwiększenie liczby reakcji alergicznych – zarówno tych natychmiastowych jak i opóźnionych. 

Naukowcy zgadzają się też co do wpływu zanieczyszczonego powietrza na rozwój astmy. Przykładem mogą być badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Utrechcie w 2009 r., w których udowodniono bezpośrednią zależność między liczbą zachorowań na astmę a poziomem pyłów PM2,5, dwutlenku azotu i sadzy w powietrzu. 

Alergie a nieszczelne jelita

„Przez nieszczelne jelito przedostaje się do krwiobiegu jego treść – a więc toksyny, niestrawione resztki czy bakterie – powodując nieprawidłową reakcję układu immunologicznego” – tak z grubsza można by streścić hipotezę dotyczącą cieknących jelit jako rzekomej przyczyny alergii czy chorób autoimmunologicznych. Winowajcą tego zjawiska miałaby być niewłaściwa dieta – a więc kolejny grzech główny zachodniej cywilizacji. 

Doniesienia na temat nieszczelnych jelit znajdziemy na wielu stronach internetowych, w blogach czy w poradnikach, szczególnie tych poświęconych alternatywnej medycynie. W odpowiedzi na te rewelacje jak grzyby po deszczu pojawiły się artykuły obalające „mit nieszczelnego jelita”, wskazujące, że medycyna w ogóle nie zna takiej jednostki chorobowej. 

Jak jest naprawdę? Okazuje się, że rzetelnych badań dotyczących nieszczelności jelit wciąż jest zbyt mało, aczkolwiek włożenie opowieści o „cieknącym jelicie” między bajki też nie jest do końca uprawnione. 

Jeden z naukowych tropów prowadzi bowiem do białka zwanego zonuliną, którego funkcją jest regulowanie przepuszczalności jelita. Jest to na razie jedyny znany modulator jelitowych połączeń międzykomórkowych oznaczanych jako TJ (z ang. tight junctions), dzięki którym jelito ma odpowiednią szczelność. Po raz pierwszy opisano je już 18 lat temu, ale wciąż trwają badania nad jego wpływem na występowanie chorób autoimmunologicznych czy alergii. Zajmuje się nimi m.in. dr Alessio Fasano z Uniwersytetu Maryland, który zakłada6, że zaburzona produkcja zonuliny, prowadząca do rozszczelnienia jelita, może być spowodowana działaniem białek takich jak gluten czy gliadyna, a także niektórych bakterii. Znaczenie szczelności jelita w powstawaniu alergii nie zostało jednak wciąż udowodnione. 

Problem „cieknących jelit” badali też naukowcy z Virginia-Maryland College of Veterinary Medicine, którzy wiążą problem nieszczelności bariery jelitowej ze stanem naturalnej flory bakteryjnej jelit. Udało się bowiem wstępnie ustalić, że probiotyki (obecne w żywności czy suplementach) pomagają w odbudowaniu szczelności jelita, powodując wzrost produkcji odpowiednich białek. Naukowcy podkreślają jednak, że potrzebne są dalsze badania, które potwierdzą tę hipotezę. Na razie skupiają się na powiązaniach między nieszczelnością jelit a chorobami autoimmunologicznymi, ale być może w przyszłości uda się ustalić, czy stan naszych jelit może być również przyczyną alergii. Warto śledzić ten wątek, ponieważ możliwość powstawania nieszczelności w barierze jelitowej to już wcale nie mrzonki.

Źródła: 
1) https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3264048/
2) http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.psjd-5dbf13c1-02bf-46dc-a9ba-d2b1c84aa39d/c/najczesciej-wystepujace-przyczyny-i-rodzaje-alergii-u-dzieci-w-swietle-aktualnej-epidemiologii.pdf
3) http://www.jacionline.org/article/S0091-6749(15)01193-8/fulltext
4) https://alergie.mp.pl/chorobyalergiczne/wartowiedziec/57555,rozpowszechnienie-chorob-alergicznych-w-polsce
5) http://www.jacionline.org/article/S0091-6749(18)30141-6/fulltext
6) https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3458511/


Podziel się: