Poród naturalny czy cesarskie cięcie?

Cel jest jeden: sprowadzić na świat zdrowe dziecko. Sposoby na dokonanie tego są tylko dwa: poród naturalny albo cesarskie cięcie. I choć ten pierwszy jest naturalny, to przecież bardziej boli i ciągnie się godzinami, a drugi, choć szybki i prawie bezbolesny, jest jednak poważną operacją, która wiąże się z większą liczbą powikłań. Argumenty za i przeciw można mnożyć. Poznajmy najważniejsze z nich.

Na początek garść danych. Zgodnie z raportem Ministerstwa Zdrowia w 2017 roku 57 proc. dzieci w Polsce przyszło na świat siłami natury. 43 proc. urodziło się poprzez zabieg cesarskiego cięcia. Najwyższa Izba Kontroli ocenia dodatkowo, że aż 30 proc. spośród cesarskich cięć było zabiegami „na życzenie”. To jeden z najwyższych odsetków zarówno w Europie, jak i na świecie. Skąd taki „rekord”? Dlaczego poród naturalny przestaje być naturalnym wyborem kobiet? Temat ten obrósł wieloma mitami, z którymi warto się rozprawić. 

Z punktu widzenia kobiety

Poród naturalny, choć najczęściej bolesny i długi, jest dla organizmu kobiety, jak sama nazwa wskazuje, rzeczą zdecydowanie bardziej naturalną niż cesarskie cięcie. Kobieta ma możliwość aktywnie i świadomie uczestniczyć w porodzie swojego dziecka, które zaraz po wyjściu na świat jest błyskawicznie dostarczane prosto w jej ramiona. Poród naturalny oznacza też szybszą regenerację i gotowość do opieki nad noworodkiem (mówiąc o szybszej regeneracji, mamy na myśli pierwsze godziny i dni po porodzie, nie sam połóg, który w obu przypadkach trwa tyle samo). W szybszym dojściu do siebie pomaga oksytocyna – naturalny hormon, który wydzielany jest podczas porodu fizjologicznego. Na początku stymuluje on skurcze macicy, potem wydzielanie mleka, a na koniec pomaga obkurczyć macicę. 

Utrata krwi podczas takiego porodu to przeciętnie 300 ml. W przypadku cięcia cesarskiego ilość ta jest większa i wynosi od 500 do 1000 ml. Z tego powodu po zabiegu cesarskiego cięcia częściej zdarzają się większe krwawienia, a także atonia macicy, czyli brak prawidłowego obkurczania – w czynności tej pomaga jej wówczas tylko syntetyczna, podawana dożylnie oksytocyna

Skoro mowa o oksytocynie, nie można nie wspomnieć o wielkiej roli, jaką odgrywa w karmieniu piersią w pierwszych chwilach macierzyństwa i później. Często spotkać się można z opinią, która mówi, że cesarskie cięcie utrudnia albo wręcz uniemożliwia właściwe „rozkręcenie” laktacji. To nie do końca prawda. Pamiętajmy, że sam poród nie jest początkiem laktacji – rozpoczyna się ona już w okolicach 16. tygodnia ciąży. Kluczowy dla jej rozwoju nie jest sam sposób urodzenia dziecka, tylko to, co dzieje się zaraz po nim. W momencie usunięcia łożyska z macicy mózg matki dostaje informację o potrzebie wykarmienia dziecka. Wydziela więc większą ilość prolaktyny, która wzmaga laktację. Im szybciej dziecko zostanie przystawione do piersi, tym większe cały proces ma szanse na powodzenie.

Kobiety po porodzie naturalnym przystawiają dziecko do piersi już parę minut po narodzinach. W przypadku cesarskiego cięcia dziecko nierzadko musi poczekać parę godzin – stąd częstsze problemy z wykarmieniem dziecka na początku. 

A co z ewentualnymi urazami czy „pamiątkami” po porodzie?

Podczas cesarskiego cięcia krocze kobiety zostaje nienaruszone. Podczas porodu naturalnego wyjście dziecka na świat niesie ze sobą ryzyko jego uszkodzenia. Blizna po ewentualnym nacięciu krocza, pielęgnowana prawidłowo i zgodnie z poleceniami położnej, powinna jednak zagoić się w ciągu najbliższych miesięcy. Po cesarskim cięciu pozostaje z kolei pamiątka w postaci blizny na brzuchu. Jej wielkość zależy oczywiście od chirurgicznych umiejętności lekarza przyjmującego poród, niemniej jednak sama blizna pozostaje widoczna. Warto podkreślić, że są to dwie zupełnie różne rodzaje blizn.

Nacięcie krocza to blizna powierzchowna, ta po cesarskim cięciu jest natomiast zmianą dużo bardziej poważną, nie tylko o charakterze estetycznym. Jej konsekwencje zdrowotne mogą odzywać się przez wiele lat po zabiegu: endometrioza, zrosty w brzuchu, ból pleców to parę z nich.

Jeden z częstych mitów dotyczących porodu naturalnego dotyczy jego wpływu na późniejsze życie seksualne kobiety. Pokutuje przekonanie, że zdecydowanie je on pogarsza. Przede wszystkim jest to sprawa bardzo indywidualna. Mięśnie, owszem, będą obolałe i rozciągnięte, ale pochwa potrzebuje czasu, aby obkurczyć się do swoich dawnych rozmiarów. Swoją drogą pochwa zaczyna się zmieniać już parę chwil po porodzie – jej możliwości podyktowane są gotowością hormonalną do porodu. Niski poziom estrogenów zmniejsza elastyczność ścianek pochwy, ale to chwilowe. Po okresie karmienia ich poziom się unormuje. 

Co z nietrzymaniem moczu?

Problem ten wynika z osłabienia mięśnia dna miednicy. Często całej „winy” za to nie ponosi jednak sposób wyjścia dziecka na świat, ale już sama ciąża. W jej trakcie znacznemu rozciągnięciu ulegają tkanki i mięśnie, które utrzymują w miednicy m.in. macicę. Warto też pamiętać o zmianach hormonalnych zachodzących w organizmie kobiety: zwiększa się produkcja progesteronu i relaksyny, które pomagają utrzymać ciążę i rozluźniają mięśnie. Wszystkie te czynniki mogą sprawić, że nietrzymanie moczu pojawi się już w pierwszym albo drugim trymestrze. Oczywiście poród naturalny nierzadko ten problem pogłębia – podobno przypadłość ta dotyka ponad 30 proc. pań rodzących naturalnie. Nietrzymanie moczu po cesarskim cięciu zdarza się rzadziej, chyba że podczas zabiegu uszkodzone zostaną mięśnie rodzącej. 

Oczami dziecka

Poród to wielkie, niezapomniane przeżycie w życiu mamy, ale i dziecka. Warto więc przyjrzeć się sprawie z drugiej strony, z perspektywy człowieka, który na świat dopiero przychodzi.

Jak dwa różne sposoby porodu wpływają na zdrowie dziecka?

Dzieci urodzone siłami natury rzadziej narażone są na wystąpienie problemów z oddychaniem. Przestawienie się z trybu wodnego, jakie dziecko wiedzie w brzuchu mamy, na tryb lądowy, jaki zastaje po wyjściu z niego, nie jest prostą sprawą. Potrzeba na to czasu. Kiedy dziecko przeciska się przez kanał rodny matki, z jego płuc, na skutek ucisku, wyciśnięte zostaje 80 proc. płynu owodniowego. Czynność ta ma ułatwić dziecku zrobienie pierwszego oddechu. Dodatkowo, po urodzeniu się główki, przez kontakt z chłodnym powietrzem, stymulowane są receptory wokół ust dziecka. To wszystko sprawia, że noworodek podejmuje pierwsze próby samodzielnego oddechu.

Noworodki urodzone przez cesarskie cięcie częściej narażone są na problemy nazywane adaptacyjnymi zaburzeniami oddychania, tzw. mokrymi płucami.

Często mówi się, że pierwszy oddech jest dla nich bolesny. Nie miały czasu na pozbycie się z płuc zalegającego płynu owodniowego, dlatego personel medyczny usuwa go po narodzinach mechanicznie – to pierwsze doświadczenie dziecka w okolicach jego ust nie należy do przyjemnych i może skutkować problemami podczas rozpoczynania karmienia piersią.  

Co ciekawe, u dzieci, które przyszły na świat za pomocą „nagłych” cesarskich cięć, czyli ratujących życie, ale poprzedzonych jednak akcją skurczową, zauważono rzadsze zaburzenia w oddychaniu. Zależność tę odkryli i potwierdzili tureccy naukowcy z Kliniki Ginekologii i Położnictwa Szpitala Uniwersyteckiego w Stambule. 

Odporność to kolejny temat, dla którego sposób przyjścia na świat nie jest bez znaczenia. Odpowiada za nią m.in. flora bakteryjna, które wzmacnia układ pokarmowy, odpornościowy i metabolizm. Dziecko rodzone naturalnie kolonizowane jest dobrymi bakteriami podczas przeciskania się przez kanał rodny matki, jej pochwę, a następnie trafiając na klatkę piersiową w pierwszych sekundach swojego życia. Florę bakteryjną nabywa więc nie tylko skóra, ale też przewód pokarmowy – dziecko w drodze na świat połyka śluz w kanale rodnym. Flory tej pozbawione są dzieci urodzone wskutek cesarskiego cięcia – pierwszymi bakteriami, z jakimi się stykają, są bakterie szpitalne. Wykazano, że noworodki z cięć cesarskich częściej mogą też cierpieć na kolki i bóle brzucha.

W ostatnich latach amerykańscy lekarze, świadomi tej „niesprawiedliwości”, wpadli na pomysł wyrównania szans i wypracowali metodę o nazwie „seeding” (nasiewanie). Ma być ono oferowane mamom po zabiegu cesarskiego cięcia i polegać na umieszczaniu w pochwie kawałka gazy nasączonej solą fizjologiczną, na godzinę przed zabiegiem. Natychmiast po porodzie przeciera się nim kluczowe miejsca na ciele narodzonego dziecka: usta, okolice oczu oraz skórę. 

Jak widać, przejście przez kanał rodny to jedna z najważniejszych dla dziecka dróg do przebycia, głównie z punktu widzenia jego zdrowia. Spełnia jeszcze jedną ciekawą funkcję – przeciskając się, dziecko ma masowane i pobudzane mięśnie głowy oraz twarzy, dzięki czemu dużo łatwiej i szybciej uczy się jedzenia z piersi mamy.

Co z napięciem mięśniowym?

Podczas porodu naturalnego dochodzi do intensywnej stymulacji czucia głębokiego u dziecka. To pomaga mu poczuć lepiej swoje ciało, buduje prawidłowe napięcie – a to ważna umiejętność, kiedy nagle, po 9 miesiącach beztroskiego relaksu w brzuchu mamy, zaczyna na noworodka działać siła grawitacji. Dziecku, które przyszło na świat poprzez „cesarkę”, trudniej będzie odnaleźć się i poruszać w nowym środowisku. Częściej też zmagać się będzie z obniżonym bądź wzmożonym napięciem mięśniowym, a w przyszłości z niepewnością grawitacyjną czy w zakresie zmysłu orientacji. Oczywiście zaburzenia nie muszą wcale wystąpić, warto jednak być ich świadomym, odwiedzić odpowiedniego eksperta i za pomocą ćwiczeń pomóc dziecku je wyeliminować.

Odpowiedzi na pytanie: „poród naturalny czy cesarskie cięcie?” powinna sobie udzielić przede wszystkim sama zainteresowana, czyli matka. Oczywiście w porozumieniu z lekarzem prowadzącym, który dobrze zna historię jej ciąży i zdrowotne uwarunkowania. I oczywiście z uwzględnieniem dobra rodzącego się dziecka, które choć teoretycznie nie ma głosu w tym najważniejszym dla siebie dniu, jego skutki, w mniejszym lub większym stopniu być może będzie odczuwać przez całe życie. Nie zapominajmy jeszcze o często pomijanej, ale istotnej kwestii: świadoma decyzja daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa, a ono na pewno ułatwi wejście w nową rolę, jaką jest macierzyństwo.

Konsultacja ekspercka: Anna Kalinowska-Garbala, położna ze szpitala specjalistycznego św. Zofii w warszawie


Podziel się: