Indukowany poród chroni przed cesarką

Popularność porodów przez cesarskie cięcie rośnie, choć z medycznego punktu widzenia bezpieczniejszy i bardziej korzystny dla dziecka jest poród siłami natury. Jak się okazuje, przesłanki do wykonania porodu przez cięcie cesarskie u pierworodnych matek występują rzadziej, jeśli został on indukowany w 39. tygodniu. Z indukcją wiążą się także inne korzyści zdrowotne dla mamy i dziecka.

„Naturalny” to najbardziej pożądane określenie towarzyszące porodowi, dlatego, choć zarówno cięcie cesarskie jak i indukcja to uznane metody w medycznej praktyce, większość mam preferuje, by przebieg porodu był w pełni fizjologiczny. To nie zawsze możliwe i – jak się okazuje – niekoniecznie korzystne, co pokazały wieloośrodkowe badania przeprowadzone na próbie 6100 ciężarnych w ramach w ramach Maternal-Fetal Medicine Units Network. Wszystkie mamy rodziły po raz pierwszy, a u połowy poród był indukowany. 

Indukcja porodu to rzadsze cięcie cesarskie

Badania pokazały, że w przypadku porodów wywoływanych w 39. tygodniu ciąży konieczność zastosowania cięcia cesarskiego dotyczyła 18,6% mam, podczas gdy w przypadku tych, u których poród rozpoczął się naturalnie, wykonanie cięcia było konieczne w 22,2% przypadków. Z pozoru niewielka różnica, jednak z punktu widzenia statystycznego staje się istotna, ponieważ pokazuje, że odejście od naturalnych metod porodu może przynieść pewne korzyści.

Mniej powikłań i zakażeń

Sprawdzono także, w jaki sposób indukcja porodu wpływała na zdrowie kobiet w kontekście ciąży – rezultaty również wskazywały na związane z nią pozytywy. Mowa przede wszystkim o zmniejszeniu częstotliwości występowania nadciśnienia związanego z ciążą i infekcji poporodowych.

Nadciśnienie stwierdzono u 9% kobiet z ciążą indukowaną i 14% rodzących siłami natury, natomiast zakażenia poporodowe u 1,6% dzieci z pierwszej i 2,1% z drugiej grupy. Wśród potomstwa kobiet, którym indukowano ciążę, zakażenia również występowały rzadziej o około 1 punkt procentowy (4,3 wobec 5,4%).

Przedwcześnie nie znaczy niezdrowo

Wszystko to wskazuje, że nawet poród indukowany w 39. tygodniu ciąży, a więc na tydzień przed oczekiwanym terminem rozwiązania, może przynieść korzyść kobietom, zwłaszcza planującym poród siłami natury.

Cięcie cesarskie jest uznawane za bezpieczne, jednak przedłuża okres rekonwalescencji poporodowej i zwiększa ryzyko powikłań, ponieważ wiąże się z rozległą operacją. Kobiety rodzące w ten sposób często zaczynają karmić nieco później, a nawet kilkugodzinna zwłoka może być kluczowa dla dziecka. Zgodnie z zaleceniami WHO, przez pierwsze 6 miesięcy życia dzieci powinny być karmione wyłącznie piersią, ponieważ dzięki temu maleje ryzyko wystąpienia wielu poważnych schorzeń w przyszłości. Naturalne karmienie jest szczególnie ważne dla wcześniaków - skraca czas żywienia dożylnego o jedną piątą i konieczność stosowania antybiotyków o 40 procent – przekonują eksperci. Co więcej, matki wcześniaków produkują bogatszy pokarm, by wspomóc ich dzieci we właściwym rozwoju.

Polska w czołówce cesarek

Nasz kraj znajduje się w czołówce tych, w których stosuje się cesarskie cięcie. Obecnie odsetek porodów tego typu wynosi ponad 40% i jest największy tam, gdzie rodzące mają trudny dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego. Jego stosowanie jest w dużej mierze uzależnione od regionu, w którym mieszka kobieta. W województwach śląskim czy małopolskim znieczulenie zewnątrzoponowe jest dostępne w ponad 80% szpitali, ale w Wielkopolsce czy na Podkarpaciu ten odsetek nie przekracza 40%. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, powołując się na dane zebrane przez NFZ, mówił o nawet kilkudziesięcioprocentowych różnicach w dostępności znieczulenia między poszczególnymi województwami.

Znieczulenie tylko w teorii

Wspomniane dysproporcje nie mają żadnego związku z liczbą porodów w danym regionie, która może znacząco się różnić. Główną przyczyną małej dostępności znieczuleń są braki w obsadzie oddziałów położniczych, dotyczące zwłaszcza anestezjologów niezbędnych do przeprowadzania zabiegów tego typu. Problem jest szczególnie widoczny w niewielkich szpitalach powiatowych, gdzie wiele kobiet nie ma realnych szans na znieczulenie, które jest świadczeniem gwarantowanym i finansowanym przez państwo od lipca 2015 roku.

Podczas porodu kobiety mają do dyspozycji (przynajmniej w teorii) takie środki zaradcze, jak ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne, masaż, akupunktura i akupresura. Wśród metod znieczulenia farmakologicznego wskazuje się stosowanie gazu (np. rozweselającego), dożylne lub domięśniowe podawanie opioidów oraz, w ostateczności, znieczulenie zewnątrzoponowe. W przypadku znieczuleń farmakologicznych konieczna jest zgoda lekarza oparta na obserwacji stanu pacjentki.

Poród coraz bardziej medyczny

Rosnąca liczba cesarek to nie tylko kwestia strachu przed bólem, ale także nadmiernej medykalizacji porodu, rozpoczynającej się na jego bardzo wczesnym stadium. Mowa na przykład o niemalże obowiązkowym podłączaniu rodzących do kroplówek, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by przed rozpoczęciem porodu nawadniały się po prostu pijąc wodę. Rodzące kobiety są też poddawane szeregowi często niepotrzebnych badań wewnętrznych, a standardem jest także podawanie im oksytocyny, która może zwiększać ryzyko depresji poporodowej. Medycyna jest sprzymierzeńcem rodzących, ale nadużywanie zabiegów i leków może zaburzyć naturalny przebieg porodu i zagrozić matce oraz dziecku. Często to właśnie nadmierna medykalizacja prowadzi do konieczności wykonania cięcia cesarskiego, które powinno być ostatecznością.


Podziel się: