RODO a nagły pobyt dziecka w szpitalu

Piątkowy wypadek autokaru wiozącego dzieci, do którego doszło na popularnej Zakopiance pokazał, w jaki sposób nowe prawo o dostępie do danych osobowych może wpłynąć na sytuację hospitalizowanych dzieci i ich rodziców. Gdy jeden z nich próbował uzyskać informacje o tym, w którym szpitalu leży dziecko, spotkał się z odmową jej podania właśnie ze względu na RODO.

Do wypadku doszło w piątek 8 marca 2018 roku w Tenczynie, gdy autobus wiozący uczniów szkoły Podstawowej nr 261 w Warszawie zderzył się z ciężarówką i samochodem osobowym. Ogólna liczba poszkodowanych wyniosła ponad 40 osób, a 18 spośród nich, w tym głównie dzieci, trafiło do lokalnych szpitali. Jak się okazało, ich rodzice musieli uzbroić się w cierpliwość, żeby móc otrzymać informację o tym, do którego szpitala skierowano ich dzieci. Jeden z ojców opisał sytuację, w której w kolejnych szpitalach odmawiano mu informacji o tym, czy jego dziecko trafiło do danej placówki na podstawie przepisów o RODO. Ich poszukiwania trwały długo ponieważ dzieci zostały rozwiezione do 9 okolicznych szpitali w kilku różnych miejscowościach. Informacje udało się uzyskać dopiero od sztabu kryzysowego, który odesłał zainteresowanych pod właściwy adres.

W tej sytuacji, jak przekonują eksperci, powoływanie się na RODO stoi w sprzeczności z ustawą o prawach pacjenta, która jasno wskazuje, że prawo do informacji o jego stanie zdrowia ma również przedstawiciel ustawowy, w tym wypadku rodzic.

Ekspert: RODO wymaga racjonalności

Unijnie rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych obowiązuje od 25 maja i siłą rzeczy dotyczy również szpitali dysponujących dużą ilością danych wrażliwych. Na wpis mężczyzny zareagował dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji Maciej Kawecki, który zadeklarował, że „uczuli szpitale na bardziej racjonalne podejście do tematu”. Chodzi o zmianę podejścia zwłaszcza w kontekście uzyskiwania telefonicznych informacji o pacjentach, co wymaga opracowania systemu uwierzytelniającego rozmówcę. W przypadku dziecka mogłoby to być np. opisanie jego ubioru.

Jak postępować z danymi wrażliwymi?

W rozmowie z Polsat News Kawecki stwierdził również, że przy wydarzeniach kryzysowych można odstąpić od rygorystycznego stosowania RODO. Mowa o sytuacjach, w których od udostępnienia danych osobowych pacjenta może zależeć jego życie lub zdrowie. Podkreślił że właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia podczas wypadku na Zakopiance, ponieważ poszkodowanymi były dzieci, które nie zawsze są w stanie przekazać swoje dane lub poinformować o alergiach.

Sytuacje kryzysowe nie są jedynymi, które budzą wątpliwości w związku ze stosowaniem RODO w służbie zdrowia. Mowa między innymi o wywoływaniu pacjentów z imienia i nazwiska na recepcji czy podpisywanie nimi kroplówek lub ogólnodostępnych kart. Zdaniem Kaweckiego w takich momentach konieczne jest racjonalne podejście do przepisów o ochronie danych osobowych, zwłaszcza gdy ta kwestia może wpływać na ludzkie zdrowie i życie.

Ratownik medyczny nie może pomóc dziecku bez zgody

Problemy z uprawnieniami w kontekście udzielania pomocy dzieciom są znane nie od dziś. Żadne przepisy nie regulują sytuacji, w których ratownicy medyczni są zmuszeni do podjęcia interwencji wobec małoletniego pacjenta, gdy nie są w stanie skontaktować się z jego rodzicem lub opiekunem. Prawo stanowi, że w przypadku małoletnich do 16 roku życia ich zgoda jest konieczna do wykonania jakichkolwiek czynności medycznych, również ratujących życie. Wyjątek od tej reguły zarezerwowany jest wyłącznie dla lekarza udzielającego niezwłocznej pomocy lekarskiej – wówczas może on działać mimo braku możliwości kontaktu z opiekunem lub rodzicem.

Ratownicy medyczni są jednak traktowani inaczej. Jeśli przyjeżdżając z pomocą przy dziecku nie ma rodzica bądź opiekuna i nie można się z nimi skontaktować, mogą oni jedynie wykonać badanie w obecności nauczyciela. Na tym ich możliwości się kończą – każde inne działanie byłoby niezgodne z prawem. Na ten problem w 2017 roku zwrócił uwagę Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. W piśmie skierowanym do ówczesnego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła zwrócił uwagę na fakt, że ta kwestia jest paląca ze względu na skalę problemu. Tylko w roku szkolnym 2015/2016 w szkołach i placówkach wychowawczych doszło do ponad 65 tysięcy wypadków z udziałem dzieci.

Co z dostępem do danych medycznych po śmierci?

RODO mogłoby także rozstrzygnąć kwestie dostępu do dokumentacji medycznej osoby zmarłej. Od 2016 roku rodziny mogą uzyskać dostęp do dokumentacji medycznej zmarłego nawet, gdy za życia nie wyraził on na to zgody, ale przedstawiony w 2017 roku projekt kwestionuje te przepisy.

Inicjatorem wprowadzenia nowelizacji modyfikującej przepisy obowiązujące od roku, jest Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców, który wystosował do komisji petycję w tej sprawie. W obecnym stanie prawnym rodzina zmarłego ma prawo do wglądu w dokumentację objętą tajemnicą lekarską, co w założeniu miało pomóc w dochodzeniu do prawdy w razie ewentualnego procesu karnego.

Projekt zakłada, że bliscy zmarłego pacjenta zachowają prawo dostępu do dokumentacji objętej tajemnicą lekarską, jednak zgodę na to, w postępowaniu nieprocesowym, będzie musiał wydać sąd. Dodatkowo likwiduje on przepis, zgodnie z którym lekarz ma obowiązek zachowania tajemnicy jeśli przynajmniej jedna z osób bliskich pacjentowi sprzeciwiła się ujawnieniu takiej informacji.

Istotą zmiany nie jest ograniczanie informacji jako takiej, ale zamknięcie dostępu do niej osobom, które nie miały z pacjentem bliższej relacji bądź też ich stosunki były naganne. Udzielenie zgody na wgląd do dokumentacji za życia pacjenta pozwala domniemywać, że nie życzył on sobie, żeby ktokolwiek inny mógł zdobyć takie informacje na jego temat po śmierci.

Projekt dotyczy wyłącznie pośmiertnego dostępu do dokumentacji osób, którym pacjent nie udzielił pełnomocnictwa w tej kwestii za życia. Osoby upoważnione przez pacjenta do wglądu w dokumentację po jego śmierci (oraz jego przedstawiciel ustawowy) nie będą musiały starać się o zgodę sądu.

Źródła: Molney.pl, Polsatnews.pl, Rzeczpospolita, PAP


Podziel się: