Rezydenci kończą głodówkę, ale nie protest

- Ze względu na ignorancję i arogancję władzy postanowiliśmy zakończyć protest głodowy. Kończymy te formę protestu ale nie kończymy walki o nasze sztandarowe postulaty – mówił wiceszef Porozumienia Rezydentów OZZL Jarosław Biliński podczas konferencji prasowej, która wczoraj odbyła się w Warszawie. Nową formą protestu ma być wypowiadanie klauzuli opt-out, umożliwiającej pracę ponad normę.

Klauzula opt-out to pisemne oświadczenie pracownika dyżurującego (zazwyczaj lekarza) oznaczające wyrażenie zgody na pracę w wymiarze przekraczającym 48 godzin tygodniowo. Dzięki niej lekarze mogą brać dodatkowe dyżury, co w wielu szpitalach i przychodniach jest podstawą całodobowej obsady medycznej placówki. Wypowiedzenie klauzuli oznacza więc ograniczenie się do standardowych godzin pracy i właśnie taką, nową formę protestu mają zamiar przyjąć rezydenci oraz diagności laboratoryjni, którzy również podpisują wspomnianą klauzulę. 

- Od dzisiaj masowo rozpoczynamy wypowiadanie tzw. klauzuli opt-out, czyli przestajemy pracować niebotyczną liczbę godzin, przestajemy pracować niezgodnie z Kodeksem pracy; przestajemy być zmęczeni; przestajemy łatać dziury systemowe, przestajemy traktować pacjentów jako cyfry, tak jak każe nam NFZ - mówił Jarosław Biliński podczas wspomnianej wcześniej konferencji (cytat za PAP). Praca na nowych warunkach ma rozpocząć się od stycznia, co oznacza potencjalne problemy dla szpitali, którym może zabraknąć specjalistów do obsady dyżurów. 

Czy w szpitalach zabraknie specjalistów?

O stosunek do tej sytuacji Rynek Zdrowia zapytał dyrektorów kilku polskich szpitali. Braku lekarzy nie obawia się Anna Prokop-Staszewska, dyrektorka Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, która jednak zauważa, że ta decyzja może odbić się rykoszetem na samych rezydentach. – Do tej pory pacjenci rozumieli problemy lekarzy – przepracowanie, niskie płace. Gdy jednak uciążliwość będzie większa, pacjenci, którzy w tej chwili są naszymi przyjaciółmi, zwrócą się przeciwko nam – ostrzega.

Problemy z zapewnieniem pełnej obsady medycznej od stycznia przewiduje Wojciech Szrajber, dyrektor Wojewódzkiego Wielospecjalistycznego Centrum Onkologii i Traumatologii im. Kopernika w Łodzi. Nie ukrywa, że do zapewnienia dyżurów konieczni są rezydenci, którzy podpisali klauzulę opt-out, zwłaszcza, że szpital jest placówką urazową i dyżury muszą być obsadzone nie jednym, ale kilkoma chirurgami. 

Są również miejsca, gdzie już na ten moment brakuje rezydentów, a ograniczenie czasu ich pracy wywoła dodatkowe problemy. Taką placówką jest Samodzielny Publiczny Zakład Opieki w Augustowie. Jego dyrektor Dorota Zawadzka martwi się, że gdy zatrudnieni tu rezydenci ograniczą czas pracy, nie będzie możliwości zapełnienia tak powstałej luki lekarzami na kontraktach, ponieważ tych na Podlasiu również brakuje. 

Miesięczny protest bez sukcesów

Podczas niemal miesięcznego protestu rezydentów oraz pracowników innych zawodów medycznych, strajk głodowy w 8 miastach podjęło niemal 200 osób. Główne postulaty protestu obejmują zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do co najmniej 6,8 proc. PKB w ciągu najbliższych trzech lat, rozwiązanie problemów z brakami personelu medycznego, likwidację biurokracji oraz poprawę warunków pracy i płacy w ochronie zdrowia. Protestujący kilkakrotnie spotkali się z przedstawicielami rządu, jednak odmówiono im realizacji postulatów. W zastępstwie proponowanej podwyżki nakładów na zdrowie, rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. W jego ramach zawarto obietnicę zwiększenia finansowania ochrony zdrowia do poziomu 6 proc. PKP w perspektywie najbliższych 7 lat.

Rządowy plan zakłada systematyczny, coroczny wzrost wydatków na zdrowie, do odpowiednio 4,67 proc. PKP w 2018 roku i 4,86 proc. w 2019 roku. W 2020 roku nakłady mają przekroczyć 5 proc. PKP (wyniosą dokładnie 5,03), a w kolejnych latach wynieść 5,22 proc. (2021), 5,41 proc. (2022), 5,6 proc. (2023), 5,8 proc. (2024), a docelowe 6 proc. w 2025 roku. 

Źródło: PAP, Rynek zdrowia, Gazeta Wyborcza


Podziel się: