Anestezjolog z Białogardu zmarła pod okiem Inspekcji Pracy

44-letnia anestezjolog ze szpitala w Białogardzie zmarła w poniedziałek po czterech dniach pracy z rzędu. Jak się okazuje, do tragedii doszło w toku inspekcji przeprowadzanej w szpitalu przez Okręgowy Inspektorat Pracy, która miała zbadać skargi pracowników związane między innymi z opóźnianiem wypłaty wynagrodzeń.

Kobieta zmarła w poniedziałek wieczorem po czwartej dobie dyżuru, a wyjaśnianiem przyczyn jej śmierci zajmuje się prokuratura. Nic do zarzucenia placówce w tej kwestii nie ma rzecznik zarządzającej nią spółki Witold Jaszczok, który przekonywał, że lekarka wykonywała obowiązki zgodnie z zawartą umową i nieprawdziwa jest sugestia, że była na dyżurze przez 96 godzin bez przerwy.

Szpital: lekarka pracowała zgodnie z prawem

Z ujawnionych dotąd informacji wynika, że szpital w Białogardzie od pewnego czasu miał problemy z obsadą anestezjologiczną, co doprowadziło do zamknięcia Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej 1 sierpnia, czyli na kilka dni przed śmiercią lekarki. Między innymi w tej sprawie kontrolę w placówce prowadziła Inspekcja Pracy.

Jak twierdzi rzecznik szpitala, nie może być mowy o śmierci z przepracowania, ponieważ w związku z zamknięciem oddziału ilość obowiązków anestezjologa zmniejszyła się. Zgodnie z udokumentowanymi informacjami, w dniu dyżuru lekarka pracowała trzy godziny, a dzień wcześniej cztery. Poza tym, anestezjolog nie była etatową pracownicą szpitala – prowadziła jednoosobową działalność gospodarczą i w związku z tym sama regulowała rytm i tempo pracy.

4 czy 8 dób pracy?

Z informacji przedstawionych przez serwis TVN24.pl, który dotarł do rodziny kobiety wynika jednak, że zmarła nie w czwartej, ale ósmej dobie dyżuru.
Z nieoficjalnych wypowiedzi wynika także, że z wersją o czterodobowym dyżurze nie zgadzają się również pracownicy szpitala.

Lokalna policja na wniosek prokuratury ma przesłuchać pracowników szpitala, administracji oraz osoby bliskie zmarłej, a w tym tygodniu zostanie przeprowadzona również sekcja zwłok, która ma ujawnić dokładną przyczynę śmierci lekarki.

NIK: manipulacja czasem pracy to standard w szpitalach

Problemy szpitala w Białogardzie nie są odosobnione w skali kraju. Czerwcowy raport Najwyższej Izby Kontroli wykazał, że właśnie zastępowania umów etatowych cywlinoprawnymi to największa bolączka polskiej służby zdrowia związana z outsourcingiem usług, który coraz bardziej upowszechnia się w branży. Ustalono, że na porządku dziennym jest manipulowanie normami czasu pracy, związane między innymi z korzystaniem usług personelu medycznego udostępnianego przez podmioty zewnętrzne. Częstą praktyką jest udzielanie przez nich świadczeń na podstawie różnych umów, co pozwala legalnie omijać przepisy o czasie pracy.

Prezes Naczelnej rady Lekarskiej w rozmowie z serwisem Pulshr.pl przekonuje, że konieczne jest prawne ograniczenie czasu pracy lekarzy, z myślą o bezpieczeństwie ich samych oraz lekarzy. Obecnie nie ma żadnych przepisów określających czas pracy lekarzy zatrudnionych na umowach innych niż etatowe. W teorii więc lekarze kontraktowi i prowadzący działalność gospodarczą, a więc na takich zasadach, jak zmarła lekarka, mogą przebywać na dyżurze nawet przez kilkaset godzin bez przerwy.

W szpitalu w Białogardzie, który przez wzgląd na trudną sytuację finansową został przejęty przez spółkę Centrum Dializa z Sosnowca, obecnie pracuje 10 anestezjologów, z czego dwóch na etacie. Dyrekcja uspokaja, że pacjenci nie muszą się niczego obawiać. Od 1 września Oddział Intensywnej Terapii znów rozpocznie funkcjonowanie, a obecnie trwają poszukiwania kolejnych anestezjologów zainteresowanych pracą w  białogardzkim szpitalu.

Źródło: Rynek zdrowia, TVN24.pl, Pulshr.pl


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus