Polacy coraz chętniej wybierają prywatną opiekę zdrowotną

Krótki czas oczekiwania na wizytę, komfortowe przychodnie i brak kolejek – to najczęstsze argumenty decydujące o zakupie abonamentu lub polisy umożliwiającej korzystanie z usług prywatnych specjalistów. W 2015 roku na zakup prywatnej polisy zdrowotnej Polscy wydali rekordowe 400 mln złotych, czy o jedną piątą więcej niż w roku poprzednim.

Choć abonamenty w prywatnych przychodniach dają dostęp tylko do części świadczeń i nie przydają się w razie nagłego wypadku, decydujemy się na nie coraz częściej. Tendencja wzrostowa jest wyraźna i z pewnością będzie się utrzymywać – już dziś wspomniane polisy posiada 1,2 mln Polaków, podczas gdy rok temu było ich 850 tys.

Popyt rośnie dzięki pracodawcom

W upowszechnieniu prywatnej opieki zdrowotnej największy udział mają firmy, które coraz częściej oferują pracownikom wspomniane polisy jako dodatkowy benefit do wynagrodzenia. W zależności od ustaleń, pracodawca może ponieść całkowity koszt polisy lub ją dofinansować, pobierając z pensji niewielką kwotę, a świadczenie może objąć nie tylko samego zatrudnionego, ale też członków jego rodziny. Zakres świadczeń jest ustalany indywidualnie, a umowa z prywatną placówką często wiąże się również z możliwością wykonywania badań okresowych pracowników.

Rynek polis opiera się na firmach, ponieważ w zeszłym roku odpowiadały one za ponad milion wszystkich polis. Resztę, czyli 174 tys., wykupili abonenci prywatni. W skali całości rynku świadczeń prywatnych to niewiele, ale trzeba dodać, że od 2014 roku ich liczba wzrosła aż pięciokrotnie.

Prywatnie znaczy lepiej, choć to nie reguła

Prywatna polisa daje pacjentom komfort szybkiego dostępu do specjalisty oraz udzielenia świadczenia w komfortowych warunkach. Na wizyty można umawiać się indywidualnie, do konkretnego lekarza w dogodnym dla siebie terminie. Abonenci prywatni mogą wykupić polisę dającą dostęp do wielu niepowiązanych ze sobą przychodni lub wybrać abonament medyczny u jednej firmy mającej placówki w kilku miejscach miasta i oferującej dostęp do wielu specjalistów na własną rękę. Lider na tym rynku obsługuje obecnie 900 tys. klientów abonamentowych.

Rosnące zainteresowanie usługami prywatnej służby zdrowia generuje również problemy. Nawet przy stosunkowo niewielkiej skali działalności, w wielu przychodniach czas oczekiwania się wydłuża, a płacący za wizyty indywidualnie są faworyzowani w stosunku do tych, którzy leczą się w ramach abonamentu. Głównymi przyczynami tego stanu rzeczy są stosunkowo niewielka konkurencja oraz brak lekarzy. Druga bolączka dotyka całą służbę zdrowia, ponieważ zgodnie z danymi OECD, w Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,2 lekarza, czyli najmniej w Unii Europejskiej.

Prywatne polisy nie skrócą kolejek

Co skłania Polaków do wykupywania prywatnych abonamentów medycznych? Przede wszystkim kolejki do specjalistów w publicznej służbie zdrowia. Obecnie czas oczekiwania na wizytę u okulisty wynosi ponad pół roku, a do ortopedy prawie rok. Do legendy przeszły już kilkuletnie okresy oczekiwania na wizytę u endokrynologa w niektórych polskich miastach. Niewielu pacjentów zdaje sobie sprawę, że kolejki to nie tylko wina niewydolnego systemu, ale również ich własnych zaniedbań, związanych z nie odwoływaniem wizyt, na których nie mają zamiaru się pojawić.

W skali kraju na wizyty nie stawia się około jednej trzeciej umówionych pacjentów. Na Mazowszu tylko w pierwszym kwartale tego roku umówioną wizytę zignorowało 8,5 tys. pacjentów, a na Dolnym Śląsku 5687, przy czym niemal 2 tys. powiadomiło swoje poradnie, że się nie zjawią. W tym regionie szczególne problemy z pustymi wizytami ma ortopedia. W drugiej połowie 2015 roku na umówione wizyty nie zgłosiło się 13 842 pacjentów, podczas gdy w kolejce w tym samym czasie czekały 13 923 osoby. Nie stawianie się na wizyty to problem także w województwie opolskim, gdzie tylko w marcu w gabinetach nie pojawiły się 2 tys. osób.

Każdą wizytę u lekarza w publicznej przychodni można i powinno się odwołać, jeśli nie jesteśmy w stanie się na niej pojawić. Jeśli tego nie zrobimy, tracą nie tylko pacjenci, którzy przez to czekają na swoją kolej dłużej, ale również przychodnia, dla której brak pacjentów oznacza brak pieniędzy z NFZ. W przychodniach na Żoliborzu zdarza się, że z kilkudziesięciu zarejestrowanych pacjentów nie pojawia się nawet połowa. Tylko oni sami są w stanie zweryfikować długość kolejki poprzez odwołanie wizyty, na której się nie pojawią.

Krótsze kolejki jeszcze w tym roku?

Uświadamianie pacjentów o konsekwencjach nie odwoływania wizyt to jedna strona medalu – drugą są działania systemowe. W rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda zapewnił, że kolejki do specjalistów skrócą się jeszcze w tym roku. Ma to nastąpić dzięki uporządkowaniu koszyka świadczeń gwarantowanych, między innymi poprzez podniesienie wycen niedoszacowanych świadczeń oraz obniżenie ich tam, gdzie są zbyt wysokie. Po porządkach ma przyjść czas na dodanie pieniędzy do systemu, co wspólnie ma skutkować skróceniem kolejek do niektórych specjalistów jeszcze w IV kwartale tego roku.

Źródła: Gazeta Wyborcza, Dziennik Bałtycki, Rynek zdrowia


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus