Zwierzęta GMO: szansa czy zagrożenie?

Amerykański Federalny Urząd ds. Leków i Żywności (FDA) podjął przełomową decyzję – po niemal 20 latach dopuścił do sprzedaży łososia modyfikowanego genetycznie. Co to oznacza dla nas i czemu służy hodowla zwierząt GMO?

Zmodyfikowany gatunek ryby, o którym mowa, nosi nazwę AquAdvantage i powstał ze skrzyżowania kodu DNA trzech gatunków ryb: łososia atlantyckiego, pacyficznego oraz węgorzycy. Istotą mutacji było wzbogacenie kodu genetycznego łososia atlantyckiego o hormon wzrostu skopiowany z czawyczy, czyli łososia pacyficznego. Fragment DNA węgorzycy ma z kolei wspomóc stałą produkcję hormonu w ciele zwierzęcia, które normalnie wytwarza go tylko w lecie.

Super-ryba

Powstały w ten sposób łosoś może rosnąć dwa razy szybciej niż jego niezmodyfikowany odpowiednik (tylko do wielkości dorosłego osobnika), przy wykorzystaniu 20 proc. mniej paszy. Łososie AquAdvantage będą hodowane w sztucznych stawach, dzięki czemu nie przedostaną się do środowiska i nie wejdą w kontakt z innymi rybami. Gdyby jednak tak się stało, nie ma niebezpieczeństwa skrzyżowania łososia modyfikowanego z niemodyfikowanym, ponieważ większość ryb AquAdvantage to bezpłodne samice, z założenia niezdolne do reprodukcji. Łososia stworzyła firma AquaBounty Technologies, której szefowie przekonują, że wprowadzenie na rynek modyfikowanego łososia to krok sprzyjający ochronie środowiska. W ich opinii umożliwi hodowlę ryb na dużą skalę, co ograniczy ich połów z morza. To pozwoli nie tylko na łatwiejsze zaspokojenie zapotrzebowania, ale zmniejszy połowy w naturalnych łowiskach łososi.

Obawy i wątpliwości

Przeciwnicy żywności GMO podnoszą argumenty o szkodliwości żywności tego typu. Ostrzegają, że przypadkowe dopuszczenie łososi AquAdvantage do życia w morzu będzie katastrofą dla ryb niezmodyfikowanych, które zapewne przegrają walkę o pokarm z silniejszymi osobnikami. Kolejnym argumentem, który trzeba wziąć pod uwagę przy ocenie ryb są antybiotyki. Łososie zmodyfikowane nie będą ich potrzebować, podczas gdy zwierzęta hodowane konwencjonalnie często są leczone antybiotykami. Ogłoszona z końcem listopada decyzja nie oznacza, że łososie GMO szybko pojawią się w amerykańskich sklepach. Ich sprzedaż może się rozpocząć dopiero w 2017 roku, oczywiście pod warunkiem, że znajdą się chętni do dystrybucji ryb zmodyfikowanych genetycznie. Część sieci kojarzonych ze zdrową żywnością już zapowiedziała, że nie wprowadzi ich do swoich sklepów mimo że zgodnie z amerykańskim prawem nie trzeba umieszczać na opakowaniach informacji, że dany produkt jest zmodyfikowany genetycznie.

GMO w służbie medycyny

Dopuszczenie zwierząt GMO do bezpośredniego spożycia jest nowością, ale ich hodowla jest praktykowana od kilkudziesięciu lat. Pierwsze transgeniczne zwierzę – mysz – uzyskano w 1980 roku. Ich hodowla służy wielu celom, od praktycznych, takich jak możliwość hodowli zwierząt dających więcej mleka, wełny czy o większej masie mięśniowej, przez typowo badawcze po związane z produkcją leków. Już w 1987 roku udało się uzyskać pierwsze obce gatunkowo białko w zwierzęcym mleku, a dziś ich liczba przekroczyła 900. Wszystkie są wykorzystywane do produkcji leków, w tym preparatu zawierającego antytrombinę alfa. Preparat bazuje na białku z mleka zmodyfikowanych genetycznie kóz i umożliwia usuwanie zakrzepów. Duży potencjał upatruje się również w hodowli zwierząt GMO pod kątem uzyskania narządów do przeszczepów. W tym wypadku głównym obiektem badań są świnie, jako organizmy niemal identyczne z ludzkimi pod kątem fizjologicznym i anatomicznym – ich DNA jest w 94 proc. zgodne z naszym. Modyfikacja genotypu świni mogłaby umożliwić przeszczepy serca, nerek i wątroby. Główną barierą jest obecny u świni antygen Gal, który prowadzi do odrzucenia organu po wykryciu go przez ludzki organizm.

Polski trop i pierwsze sukcesy

Badania w tym kierunku są prowadzone również w Polsce. W 2003 roku w krakowskim Instytucie Zootechniki urodził się pierwszy zmodyfikowany genetycznie knur o nazwie TG 1154. W jego kodzie genetycznym znalazł się dodatkowy gen, mający znosić lub osłabiać immunologiczną barierę międzygatunkową na linii świnia-człowiek. Knur zapoczątkował linię transgenicznych świń, która w 2005 roku liczyła już stu potomków i wciąż rośnie. Wykorzystywanie zwierzęcych organów do ludzkich przeszczepów nazywa się ksenotranplantacją i wszystko wskazuje na to, że sukces jest kwestią kilku lat. Jak dotąd najlepsze efekty osiągnęli naukowcy z firmy biotechnologicznej United Therapeutics, która modyfikuje świńskie organy pod kątem przeszczepów. Ich największym sukcesem do tej pory był przeszczep świńskiego serca pawianowi (DNA jego i człowieka jest zgodne w aż 98 proc.), który przeżył z nim dwa i pół roku. Naukowcy przewidują, że w ciągu najbliższych pięciu lat podejmą pierwszą próbę przeszczepu świńskich płuc do ludzkiego organizmu.

Źródła: E-biotechnologia.pl, Popsci.com, Wirtualna Polska, Focus.pl


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus