Przewlekła choroba nerek

Ponad 500 milionów ludzi na świecie ma uszkodzone nerki. Przewlekła choroba nerek (PChN) prowadzi każdego roku do powikłań u ponad 12 milionów osób. W naszym kraju na choroby nerek cierpi około 4 milionów pacjentów. Tymczasem nadal zbyt mało Polaków przeprowadza okresowe badania nerek.

Według prof. Bolesława Rutkowskiego, krajowego konsultanta w dziedzinie nefrologii, choroby nerek można zakwalifikować do chorób cywilizacyjnych.

 – Przekonują o tym statystyki epidemiologiczne. Z najnowszych badań przeprowadzonych w wielu regionach świata wynika, że w zależności od regionu geograficznego i kraju liczba osób ze schorzeniami nerek waha się od 6 do 20 procent populacji – uważa prof. Rutkowski.

Większą liczbę chorych odnotowuje się w krajach wysokorozwiniętych, w których społeczeństwa starzeją się w związku z wydłużeniem życia.

– Ocenia się, że w Polsce chorych może być około czterech milionów osób, chociaż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę – dodaje. Głównie dlatego, że choroby nerek rzadko prowadzą do dyskomfortu lub bólu. Mają one jednak bezpośredni wpływ na powstawanie wielu innych śmiertelnych chorób.

– W porównaniu ze zdrowym człowiekiem, pacjent z niewydolnymi nerkami jest aż pięciokrotnie bardziej narażony na choroby układu sercowo-naczyniowego. U tych, którzy muszą być poddawani dializom, to ryzyko wzrasta aż 30-50-krotnie – twierdzi prof. Rutkowski.

Grupy ryzyka

Choć choroby nerek grożą wszystkim, można jednak wyróżnić grupy ryzyka. Należą do nich m.in. cukrzycy, osoby w podeszłym wieku, cierpiący na nadciśnienie tętnicze i na otyłość, palacze oraz osoby, które po urodzeniu miały zmniejszoną liczbę nefronów. Do grup ryzyka zaliczają się także ci, u których w rodzinach występowały już przypadki chorób nerek lub układu sercowo-naczyniowego. – W tych grupach ryzyko zachorowalności dotyczy aż 60 procent populacji – podkreśla Rutkowski.

Niezależnie od tego trzeba również oznaczać tzw. współczynnik filtracji kłębuszkowej (eGFR), który pokazuje, jak skutecznie nerki filtrują kreatyninę z krwi, i pozwala określić stopień ich uszkodzenia.

– Każde szanujące się laboratorium powinno automatycznie wyliczać wartość eGFR, a każdy szanujący się lekarz powinien umieć to wykorzystać – zaznaczył prof. Rutkowski.

Dr hab. Tomasz Stompór, kierownik Kliniki Nefrologii, Hipertensjologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, uważa, że ideałem byłoby, gdyby badania wykonywały co roku wszystkie osoby po 40. roku życia.

Chorzy ignorują często zależność między chorobami nerek, cukrzycą a nadciśnieniem tętniczym. Diabetycy obawiają się przede wszystkim komplikacji sercowo-naczyniowych, nadciśnienia tętniczego lub chorób oczu. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że cukrzyca uszkadza też nerki – uważa profesor Andrzej Więcek, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego.

Na całym świecie 246 milionów ludzi cierpi na cukrzycę i liczba ta może wzrosnąć w 2025 roku do 380 milionów. Jednocześnie neuropatia cukrzycowa dotyczy jednej trzeciej osób cierpiących na cukrzycę typu pierwszego i ok. 5-10 proc. chorych na cukrzycę typu drugiego.

Potrzeba wczesnej diagnozy

Zdaniem prof. Rutkowskiego, aby odpowiednio wcześnie zdiagnozować choroby nerek, każdy powinien przynajmniej raz w roku poddać się badaniu ogólnemu moczu. Natomiast osoby należące do grup ryzyka powinny robić badanie moczu co pół roku. Powodem do niepokoju może być też wysokie ciśnienie tętnicze i wysoki poziom cukru we krwi, który może wskazywać na cukrzycową chorobę nerek. Wskazywać może na nią również hiperlipidemia stwierdzona przy badaniu poziomu cholesterolu. Problem polega na tym, że badaniom poddaje się zbyt mało osób. Z sondażu przeprowadzonego w 2009 r. przez OBOP wynika, że badaniom diagnostycznym w zakresie chorób nerek poddało się jedynie 5 proc. Polaków. Tymczasem z przeprowadzonego w 2009 r. badania PolNef wynika, że PChN może mieć nawet 18 proc. Polaków.

– Zdiagnozowane we wczesnym etapie schorzenia nerek w większości przypadków są uleczalne za pomocą środków farmakologicznych, można zastosować też leczenie nefroprotekcyjne – podkreśla prof. Rutkowski. Gdy zawiedzie farmakologia, pozostają dwie metody leczenia nerkozastępczego: dializy i przeszczepy nerek. – Dializom poddajemy w tej chwili w Polsce około 15 tys. pacjentów. Jedną trzecią stanowią ludzie młodzi, w wieku 20-30 lat – dodaje.

Jeśli nerki stopniowo tracą swoją zdolność prawidłowego funkcjonowania (poprzez nieleczoną PChN), doprowadza to do ich niewydolności i konieczności poddawania się dializom i/lub przeszczepowi. Liczba chorych leczonych w ten sposób rośnie w błyskawicznym tempie.

– Około 25 tysięcy pacjentów wymaga dializ. W tej grupie chorych co trzecia osoba ma cukrzycę. W krajach rozwiniętych ponad połowa pacjentów dializowana jest z powodu powikłań cukrzycy – dodaje profesor Andrzej Więcek.

W Polsce liczba dializowanych chorych zwiększyła się z 497 w 1981 r. do 13513 w 2004 r., co oznacza ponad 27-krotny wzrost. Ponadto w 2004 r. 6717 osób żyło z czynnym przeszczepem nerki. Liczba chorych poddawanych leczeniu nerkozastępczemu zwiększała się w ostatnich latach o 7–10 proc. rocznie. Szacuje się, że w 2010 r. dializowaniem objętych będzie 27500 chorych. Będzie to dwukrotnie więcej niż w roku 2005.

Dializa i przeszczepy

Dializoterapia jest jedyną metodą, obok przeszczepienia nerki, która w przypadkach całkowitego zniszczenia nerek lub ich braku utrzymuje chorego przy życiu przez wiele lat. Stosowana jest również u chorych z ostrą niewydolnością nerek, pozwalając na przeżycie najniebezpieczniejszego okresu choroby, w którym zachodzi regeneracja cewek nerkowych.Istnieją dwa rodzaje dializoterapii: hemodializa (dializa pozaustrojowa) i dializa otrzewnowa (dializa wewnątrzustrojowa). Jak podkreślają nefrolodzy, w Polsce ciągle za mało chorych z PChN stosuje dializy domowe (otrzewnowa), choć ich koszt dla pacjentów nie jest wyższy niż hemodializy. Obie procedury są w podobnym stopniu refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Należy jednak pamiętać, że rok leczenia dializami jednego pacjenta to wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jest to duży problem ekonomiczny i ogromne wyzwanie dla systemu opieki zdrowotnej.

Dzięki stowarzyszeniom skupiającym pacjentów i rodziny oraz aktywnej postawie środowisk lekarskich udało się zapewnić w budżecie NFZ środki, które zaspokajają bieżące potrzeby pacjentów w zakresie dializ. Obecnie każdy pacjent wymagający leczenia nerkozastepczego otrzymuje je – podkreśla prof. Rutkowski.

Jego zdaniem, gorzej przedstawia się sytuacja z narządami do przeszczepów. W Polsce większość takich zabiegów prowadzi się z wykorzystaniem organów pochodzących od zmarłych. Mogłoby ich być więcej, ale to wymaga rozpropagowania idei przeszczepu nerek od osób blisko spokrewnionych. W USA w 45-50 procentach przeszczepów dawcami są członkowie rodzin chorych. Niewiele mniej takich przeszczepów wykonuje się w Skandynawii. A Polacy z trudem akceptują taką formę pomocy chorym: żywi dawcy zapewniają zaledwie 1,5 procent narządów do przeszczepów.

Rozwija się sposób dializowania pacjentów. Chodzi zwłaszcza o miniaturyzację urządzeń. Być może wkrótce pacjenci z niewydolnością nerek będą posiadali własny mobilny aparat do dializ, podobnie jak dzisiaj cukrzycy mogą korzystać z miniaturowych pomp insulinowych.

Postęp w dziedzinie medycyny nie zmniejsza wagi profilaktyki, diagnostyki oraz leczenia farmakologicznego na wczesnym etapie choroby. – Są to metody o wiele tańsze od przeszczepów i dializ – podkreśla prof. Rutkowski.


Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus