Wirus grypy zaraża nawet przez oddech

Naukowcy z USA dostarczyli nam kolejnego powodu ku temu, żeby w razie zachorowania na grypę koniecznie kurować się w domu. Jak się okazuje, nawet szczelne zakrywanie ust bądź nosa podczas kichania czy kaszlu nie uchroni innych przed zarażeniem, ponieważ wirus równie skutecznie rozprzestrzenia się podczas oddychania.

Badania nad mechanizmami rozprzestrzeniania się wirusa prowadzili naukowcy z University of Maryland School of Public Health Researchers we współpracy z badaczami naukowcami z San Jose State University, Missouri Western State University oraz University of California w Berkeley. Wyniki ich analiz opublikowano pismo "Proceedings of the National Academy of Sciences”. 

Wirus ukryty w oddechu

Wspomniane badanie dowiodło, że wirus grypy obecny w organizmie chorego, zwłaszcza w pierwszych dniach infekcji, jest silnie zaraźliwy niezależnie od środków zaradczych, które podejmiemy.

Ilości wirusa wystarczające do zakażenia innych emitujemy nie tylko podczas kichania czy kaszlu, ale też mówienia czy oddychania. Naukowcy wykryli jego obecność w powietrzu wydychanym przez 142 osoby zarażone grypą. 

W tym kontekście nie możemy być pewni uniknięcia choroby nawet gdy ograniczamy kontakty z osobą zarażoną, myjemy ręce po spotkaniu z nią lub czyścimy powierzchnie, których dotykała, ponieważ wirus skutecznie rozprzestrzenia się także w otaczającym nas powietrzu. 

W razie grypy nie wychodź z domu

W tym kontekście dodatkowej siły nabierają rekomendacje, by w razie złego samopoczucia nie ryzykować przyjścia do pracy czy szkoły, ponieważ zwłaszcza w początkowej fazie choroby narażamy na zakażenie nawet osoby, które nie wchodzą z nami w bezpośredni kontakt. W opinii naukowców te wnioski są ważne także z punktu widzenia zapobiegania epidemii grypy, w czym mogłoby pomóc także udoskonalenie systemów wentylacyjnych w budynkach.

L4 to ostateczność

W sezonie grypowym liczba zwolnień zazwyczaj rośnie, jednak wielu z nas decyduje się na pracę mimo infekcji, ponieważ uważamy, że nie są one wystarczającym powodem nieobecności. Nawet co czwarty z nas decyduje się na zwolnienie wyłącznie w ostateczności, czyli na wypadek pobytu w szpitalu.

Wśród przyczyn prezenteizmu – tak nazywa się zjawisko przychodzenia do pracy z chorobą lub kiepskim samopoczuciem – na pierwszych miejscach wskazywane są obowiązek do wykonywania pracy oraz strach. Innymi słowy, gdy uważamy nasze schorzenie za błahe, wolimy przyjść do pracy, żeby nie zostawiać odłogiem swoich obowiązków.

Wbrew pozorom, prezenteizm to zjawisko szkodliwe z punktu widzenia pracodawców i pracowników, ponieważ efektywność tych ostatnich spada o około 40 proc. w sytuacji, gdy są chorzy. Kolejnym argumentem przeciwko chodzeniu do pracy mimo infekcji jest duże prawdopodobieństwo zarażenia współpracowników, co w konsekwencji rzutuje na wyniki całego zespołu.

Czym jest grypa?

Grypa to jedna z najczęściej występujących chorób zakaźnych na świecie. Szczyt zachorowań obserwuje się u nas w lutym i marcu, ale umownie sezon epidemiologiczny ustala się już na wrzesień i październik. 

Tym, co odróżnia grypę od infekcji jest szybki jej rozwój – w ciągu kilku godzin organizm słabnie, pojawia się również wysoka gorączka (38-40 stopni), dreszcze i brak apetytu. Często dołączają też inne symptomy, czyli uczucie rozbicia, bóle mięśni, stawów, a czasem też kaszel, katar i ból gardła. Duże grono pacjentów ma nadzieję na wyleczenie grypy antybiotykami, prosząc też o nie lekarzy. Tymczasem leki te są nieskuteczne przy chorobach wirusowych, lecząc jedynie infekcje bakteryjne. Lekarstwem na grypę jest wypoczynek, dużo snu, nawadnianie organizmu i opcjonalne stosowanie leków bez recepty dla uśmierzenia objawów.

Źródło: PAP, Dziennik Gazeta Prawna


Podziel się: