Jak pomóc niemowlęciu zasnąć?

Nie miałam pojęcia, że uspokojenie i nauczenie niemowlęcia zasypiania jest takie trudne. Wyobrażałam sobie, że dziecko po wyjściu ze szpitala, zaśnie po nakarmieniu i przytuleniu jak aniołek. A tymczasem nie zawsze jest tak prosto.

Kiedy zostaje się matką czy ojcem po raz pierwszy, nic się nie wie o zachowaniach dziecka. Gdy płacze - sądzisz, że coś mu dolega. Większość ludzi twierdzi, że dziecko to najszczęśliwsza chwila w życiu.

Na pewno, ale jest to również bardzo duże wyzwanie. Najważniejsza dla każdego rodzica jest miłość do dziecka. Po okazaniu uczucia trzeba je nakarmić i uspokoić gdy płacze. Czasami maluch ma sucho, jest najedzony, a mimo to płacze. Płaczące dziecko jest bardzo frustrujące, szczególnie dla matki. Matka myśli, że robi coś nie tak, że jest złą matką. Nikt, kto nie odczuł tego, nie wie jakie to przykre uczucie.

Sen to zdrowie

Sen dla każdego jest bardzo ważny. Wszyscy go potrzebujemy, a dla niemowląt jest on głównym zajęciem. Zdarza się, że w pierwszym tygodniu noworodek przesypia 23 godziny w ciągu doby. Sen jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju dziecka - umysłowego, fizycznego i emocjonalnego.
Maleństwa, które zdrowo śpią są podobnie jak dorośli, zrelaksowane, wypoczęte, gotowe do prawidłowego reagowania w ciągu dnia. Co więcej, wyspane niemowlę jest wesołe, ma apetyt, niewiele płacze.

Pociechy, które mało śpią, mają problem z zaśnięciem nie posiadają wystarczającej energii do badania świata. Zmęczone dziecko nie może zasnąć. Swoje zmęczenie afiszuje płaczem, często wielogodzinnym. Bardzo stresujący jest dla rodziców widok malucha całkowicie wytrąconego z równowagi, zanoszącego się, przelewającego się. Dziecko, które chce spać, często płacze do nieprzytomności. Zasypia dopiero w stanie całkowitego wyczerpania.

Jak uspokoić niemowlę?

I tak było z moją Julką w wieku pięciu miesięcy. Kiedy nadchodził wieczór, godzina 19.00 dziecko płakało, wrzeszczało. Nocne zaśnięcie było okupowane godzinnym, czasami dwugodzinnym płaczem. Wreszcie mała noszona na rękach zasypiała i można ją było odłożyć do łóżeczka. A mój mąż i ja, po takim płaczu codziennie wieczorem, byliśmy wykończeni i zdruzgotani. Nie wiedzieliśmy co robić z taką sytuacją. Na początku tłumaczyliśmy sobie, że większość dzieci płacze przed zaśnięciem. Kiedy jednak ataki płaczu nasiliły się, a wieczorne usypianie dziecka stało się koszmarem postanowiliśmy, że udamy się z Julką do lekarza, by wyeliminować ewentualne przyczyny chorobowe. Lekarz stwierdził, że dziecko jest zdrowe i że przyczyną takiego płaczu może być kolka.

Zaczęłam zbierać informacje, co można robić, żeby dziecko nie płakało. Sięgałam po różne podręczniki, poradniki, podpytywałam znajome, szukałam rozwiązania na forach dyskusyjnych. Mąż przyniósł od koleżanki z pracy film „Szczęśliwe niemowlę”, w którym amerykański lekarz Harvey Karp pokazuje pięć sposobów pozwalających uspokoić płaczące dziecko. Rodzice często słyszą, że dziecko płacze z powodu kolki jelitowej. A tak naprawdę, jak twierdzi H. Karpp, niewiele dzieci cierpi z powodu gazów. Przemawiałby między innymi za tym fakt, że często dzieci rozpaczliwie płaczą chociaż im się już odbiło. Każda matka instynktownie próbuje uspokoić płaczące dziecko. Jednak nie wszystkie wiemy jak to zrobić. Jest to sztuka. Istnieją ponoć kultury, gdzie dziecko płacze bez przerwy średnio 30-60 sekund. Ich matki natychmiast reagują i  wiedzą co zrobić. Musi zatem być jakiś skuteczny sposób, by pomóc płaczącemu maluchowi.

W swoim filmie, tenże amerykański pediatra, podaje pięć łatwych technik uspakajania dziecka. Opiera on je na twierdzeniu, że odruch uspakajania się jest odruchem bezwarunkowym, tak jak odruch ssania, płaczu. Aby ten odruch zadziałał trzeba zastosować odpowiednie techniki. Dr Karpp jako pierwszą podaje owijanie dziecka. Ciasne owinięcie z rękoma wzdłuż ciała w kokon ponoć nieraz wystarczy. Technika ta u niektórych dzieci sprawdza się nawet do 8 miesiąca. Jednakże w większości przypadków dziecko po zawinięciu nie uspokaja się i trzeba zastosować inne techniki. Drugim sposobem wymienionym przez doktora jest położenie zawiniętego w kokon dziecka na boku i poruszanie nim, delikatne potrząsanie. Trzecią techniką, którą wymienia, jest uspakajanie dźwiękiem (powinno to być szumienie. Jeśli płacz jest bardzo głośny i dziecko nie słyszy naszego „szszz…” możemy włączyć odkurzacz lub suszarkę. Są to dźwięki zbliżone do tych, które dziecko słyszało w łonie matki. Czwartą metodą wyróżnioną przez H. Karppa jest huśtanie i kołysanie, a ostatnią ssanie (smoczek).

W przypadku naszego dziecka sprawdziło się oddziaływanie dźwiękiem, czyli robienie szszsz…. nad uchem dziecka. Julka przestawała histerycznie płakać, ale niestety swoje zasypianie dalej okupowała płaczem. Zatem szukaliśmy dalej. Tak naprawdę jest wiele metod i teraz wiem, że należy próbować każdej, która do nas trafia i jest zgodna z naszym systemem wartości i intuicją. Zaczęliśmy próbować, żeby przekonać się, na którą dziecko zareaguje z pozytywnym skutkiem.

Różne schematy usypiania

Można powiedzieć o dwóch skrajnych sposobach myślenia na temat usypiania dzieci. Pierwszy to koncepcja „łóżka rodzinnego” zwana metodą Searsa. Nazwa pochodzi od nazwiska kalifornijskiego pediatry doktora Williama Searsa. Idea ta głosi pochwałę spania wspólnie dzieci i rodziców, dopóki dzieci same nie poproszą o przeniesienie do własnego łóżeczka. Według tej koncepcji najlepszą metodą na zaśnięcie jest trzymanie dziecka na rękach, kołysanie, masowanie i przytulanie aż zaśnie.

Tę koncepcję, zupełnie nie mając świadomości o jej istnieniu, stosowaliśmy w przypadku naszej córeczki do trzeciego miesiąca. Na początku wydawało nam się, że będzie to idealne rozwiązanie, szczególnie dla mnie wygodne, bo karmię piersią. Poza tym, odczuwaliśmy wewnętrzną potrzebę bliskości z dzieckiem. Ale Julka rosła, przybierała na wadze. Poza tym zaczęliśmy dostrzegać, że w  ten sposób rezygnujemy z czasu dla siebie, prywatności oraz potrzeby snu (dziecko zaczynało się wiercić).

Drugie podejście do usypiania dzieci to tak zwana ferberyzacja. Nazwa pochodzi od nazwiska twórcy doktora Richarda Ferbera, dyrektora Pediatrycznego Ośrodka Zaburzeń Snu w Bostonie. Zakłada on, że zaburzenia snu są wyuczone i dlatego też można ich oduczyć. Ferberyzacja polega na układaniu niemowląt w ich łóżeczkach, kiedy są jeszcze w  stanie czuwania i zasypiania. Sugeruje on pozostawienie płaczącego dziecka na 5, 10, 15 minut. Tą koncepcję zupełnie odrzuciliśmy. Wydaje się ona bezduszna, nie bierze zupełnie pod uwagę uczuć dziecka.

„Sen rozsądny”

I tak, szukając dalej, znaleźliśmy złoty środek – filozofię, która zawiera pewne aspekty obu tych podejść, ale nie jest bezduszna jak ferbreryzacja, ani nie naraża rodziców na stres związany ze spaniem razem z dzieckiem. U podstaw tej koncepcji leży przekonanie, że to rodzice powinni nauczyć dziecko zasypiać, dając mu poczucie bezpieczeństwa we własnym łóżku. Koncepcja snu rozsądnego jest autorstwa angielskiej położnej Trecy Hogg. Opiera się ona na kilku prostych zasadach, których należy się trzymać.

Pierwsza podstawowa zasada jest taka, żeby nie zaniedbywać dziecka ucząc je samodzielnego zasypiania. Chodzi o to, by brać na ręce i uspokoić płaczące dziecko. Gdy przestanie płakać można je odłożyć do łóżeczka. Zanim dziecko tego się nauczy kilkakrotnie należy powtarzać czynność. Następną zasadą jest obserwowanie, a nie interweniowanie. Zapadanie w sen to powolny cykl, nie należy go zakłócać, co pozwoli samodzielnie dziecku zasnąć.

Traccy Hogg nie jest zwolenniczką „ułatwiaczy”, jeśli nie możemy opanować sytuacji. Chodzi o to, by w  celu uciszenia dziecka np. nie wpychać w usta smoczka lub piersi. Stosowanie tego typu „ułatwiaczy” pozbawia malca szansy rozwinięcia umiejętności samouspokajania. Ważną zasadą jest stworzenie rytuału zasypiania. Zapadając w sen dziecko przechodzi przez trzy fazy: pierwsza faza to oznaki senności, druga zasypianie, a ostatnia to początek snu. Sam proces zasypiania trwa około 20 minut i nie należy starać się go przyspieszać. Często przy pierwszym dziecku trudno jest nam stwierdzić czy malec jest senny.

Jak rozpoznać senność u malucha?

Jedną z oznak senności jest ziewanie. Po trzecim należy dziecko położyć do łóżeczka, inaczej zacznie płakać. U niemowląt, które unoszą główki jedną z oznak senności jest odwracanie twarzy od osób i przedmiotów. Dziecko na rękach wtula głowę w pierś trzymającej go osoby. Niemowlę leżące wykonuje bezwładne ruchy rękoma i nogami.

Maluchy, które już kontrolują ręce i nogi, gdy są senne trą oczy, pociągają swoje uszy, drapią się po twarzy. Oznakami senności u dzieci, które raczkują lub chodzą jest trudniejsze przemieszczanie się, takie maluchy mają problem ze skoordynowaniem ruchów. Takie dzieci trzymane na rękach usztywniają się.

Jeśli już potrafimy rozpoznać oznaki senności u naszego dziecka powinniśmy zacząć działać. W przypadku nocnego zaśnięcia przed układaniem do snu robimy kąpiel. Po kąpieli należy wyciszyć dziecko, zatem możemy poczytać bajeczkę (od 6 miesiąca młody człowiek już jest w stanie skupić się na tej czynności). Dostrzegając zawieszony wzrok lub przymykające się powieki delikatnie układamy naszą pociechę do łóżeczka. Maleństwo powinno znaleźć się w nim zanim zaśnie. Wcześniej robiliśmy z mężem ten błąd, że odkładaliśmy Julkę do łóżeczka, gdy głęboko zasnęła. W następstwie takich praktyk, twierdzi pani Hogg, dziecko nie czuje się bezpieczne w swoim łóżeczku. I coś w tym jest. Maluch, który zasypia na ręku, odłożony do łóżeczka budzi się z płaczem, niespokojnie śpi. I jeszcze jedno, nie należy zapraszać znajomych w porze układania do snu. Kładąc maluszka, delikatnie odkładamy maleństwo na bok, jeśli płacze poklepujemy po pleckach. Gdy przestaje nie głaszczemy, aby uniknąć uzależnienia dziecka w procesie zasypiania od poklepywania.

Przy wkładaniu szepczemy miłe słówka „Dobranoc kochanie. Teraz pośpisz sobie w swoim łóżeczku. Wiesz jak dobrze się w nim czujesz po obudzeniu”. Oczywiście przy pierwszej próbie odłożenia Julka płakała. Gdy poklepywanie nie pomagało, braliśmy ją na ręce. Gdy tylko uspokajała się odkładaliśmy ją. I powtarzaliśmy tę czynność. Po trzecim ataku płaczu córeczka uspokoiła się i zasnęła. A z każdym dniem było coraz lepiej. Aż w końcu zasypianie nie sprawia jej żadnego problemu. Nie ma narzekań, ani płaczu. Mała, układana w łóżeczku, zasypia.

Początek był bardzo trudny. Ale z zaskoczeniem obserwowaliśmy coraz to mniejsze ataki płaczu i  złości. Teraz możemy powiedzieć, że metoda ta pozwoliła nam nauczyć naszą Julcię, jak zasypiać bez stresu i płaczu. Czego życzę każdemu z rodziców.

Podziel się:

Wasze komentarze


Informacje / opinie publikowane w komentarzach stanowią subiektywną ocenę użytkownika i nie mogą być traktowane jako porada dotycząca leczenia / stosowania leków . W przypadku wątpliwości prosimy o konsultacje z Farmaceutą Dbam o Zdrowie.

komentarze wspierane przez Disqus