Chodzi mi po głowie...

Wszawica uważana jest za problem, dotyczący biednych środowisk i wiążący się z brudem. Nic bardziej mylnego. Ta zakaźna choroba najszybciej rozprzestrzenia się latem, głównie wśród dzieci.

Wesz nagłowna jest... stara jak świat. I bardzo wiernie towarzyszy gatunkowi ludzkiemu: sprawia, że głowy swędzą nas już od 25 milionów lat. Naukowcy twierdzą wręcz, że losy wszy i człowieka są tak ze sobą splecione, że nasze genealogiczne drzewa genetyczne są do siebie bliźniaczo podobne (kiedy zmieniał się człowiek, zmieniała się i wesz). I choć w naszym klimacie wszawica nie powoduje poważniejszych komplikacji zdrowotnych (inaczej niż w klimacie tropikalnym), to ma często poważne skutki socjalne i psychologiczne: strach, zawstydzenie, absencję w pracy, nieobecności w szkole, wyobcowanie ze środowiska. Do dziś zdarzają się sytuacje, że zarażone wszawicą dziecko pokazywane jest całej szkole lub klasie i publicznie zawstydzane.

To nie wstyd

Człowiek, który usłyszał „ma pan wszy” lub „pani dziecko ma wszy” wprost pali się ze wstydu. To dlatego, że wciąż kojarzymy wszawicę z problemem, dotyczącym społecznych „nizin”, cywilizacyjnego zacofania, ubóstwa i biedy, społecznych patologii. A także brudu – wiadomo, kiedy człowiek się regularnie kąpie i dba o podstawową higienę, wszy się na jego głowie „nie utrzymają”. Ale to stereotypy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

 Okazuje się, że wszawica to kłopot, który wcale nie celuje w ubogie środowiska – mówi dr Wojciech Feleszko z Kliniki Pneumonologii i Chorób Alergicznych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Już prędzej w główki dzieci. Z danych statystycznych wynika, że jest to głównie problem dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. 

I dotyczy nie tylko środowisk biednych: w kraju tak wysoko rozwiniętym, jak Belgia, problem ten dotyka aż 10 proc. dzieci; w USA notuje się co roku 6-9 mln przypadków wszawicy, a w Czechach cierpi na nią 14 proc. dzieci. Co więcej, choć poziom zdrowotnej świadomości i higieny wyraźnie wzrósł w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, liczba zakażeń wszawicą… rośnie. W Polsce kompletnych danych brak, ale...

..Główny Inspektorat Sanitarny alarmuje: w ciągu ostatnich dwóch lat liczba zarażonych wszawicą Polaków w różnym wieku prawie się podwoiła! Najbardziej zagrożone są ośrodki wielkomiejskie, wśród nich przede wszystkim Warszawa, Poznań, Wrocław i Łódź. Ale problem dotyczy całego kraju, nie ma regionu, czy środowiska, w którym to zjawisko nie występuje.

Przykładem mogą być także Czechy, gdzie liczba zarejestrowanych przypadków wszawicy w ciągu ostatnich lat się podwoiła. Paradoks? Niekoniecznie.

– Wzrostowi zachorowań na wszawicę sprzyjają zachodzące zmiany socjoekonomiczne – mówi dr Feleszko. – Jest to skutek zagęszczenia, zwiększenia liczby sytuacji, w których ludzie przebywają w dużych grupach na małych przestrzeniach. W przypadku dzieci: przedszkola, szkoły, inna aktywność socjalna (sale zabaw, kolonie, obozy), także komunikacja miejska. Liczba kontaktów, które nawiązuje współczesne dziecko, jest kilkukrotnie wyższa niż np. 50 lat temu. Liczniejsze przypadki wszawicy notuje się wyraźnie latem. Najczęściej dotyczy to dzieci w wieku 5-15 lat. Dwa razy częściej wszawica atakuje dziewczynki niż chłopców – wynika to z tego, że są bardziej towarzyskie, bliżej się ze sobą stykają i częściej u siebie nocują.

Czy to wszawica?

W naszym kraju wszawica umieszczona jest w wykazie chorób zakaźnych, co oznacza, że każde zachorowanie trzeba zgłosić do Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Ale żeby przypadek zgłosić, trzeba go najpierw wykryć. Dawniej w przedszkolach i szkołach pielęgniarki i higienistki sprawdzały dzieciom głowy.

I w razie wykrycia problemu możliwe było podjęcie szybkiej reakcji. Dziś penetracja dziecięcej głowy bez zgody rodziców lub opiekunów jest działaniem bezprawnym, więc takich kontroli zaniechano. W tej sytuacji cały ciężar wykrywania problemu spadł na rodziców. Nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie, bo okazuje się, że większość rodziców nie ma pojęcia ani jak to robić, ani nawet że robić to należy.

W efekcie – jako społeczństwo – nie wiemy, jak wykrywać wszawicę, jak ją zwalczać, nie potrafimy wybrać ani zastosować dostępnych na rynku przeciwwszawiczych produktów. Problem ten dotyczy nie tylko Polaków: badania angielskich naukowców, przeprowadzone pod kierownictwem profesora Counahana i opublikowane w czasopiśmie „Rural and Remote Health” wykazały, że podobną ignorancją mogą się „pochwalić” także mieszkańcy Danii, Szwecji i Australii. Wyniki analizy są smutne: na prawie 150 przypadków wszawicy rodzice wykryli ich jedynie 36. Co więcej, w grupie, u której rodzice wszawicę wykryli, aż 12 dzieci wcale jej nie miało!

Skąd więc mamy wiedzieć, czy dziecko się drapie, bo ma wszy?

-Złotym standardem diagnostycznym jest wykrycie na głowie dziecka żywych wszy, larw lub ich jaj (gnid) we włosach – twierdzi dr Feleszko. – Ale zaobserwowanie samej wszy nie jest łatwe, ponieważ, choć nie umie skakać czy latać, bardzo szybko się przemieszcza wzdłuż włosów. W badaniu przedmiotowym stwierdza się zmiany skórne o charakterze grudek obrzękowych, bąbli pokrzywkowych lub tzw. przeczosów, zlokalizowanych w okolicy potylicznej, skroniowej i zausznej, a więc w miejscach najczęstszego żerowania wszy głowowej. Przeczosy, z których sączy się, będąca pożywką dla bakterii, wydzielina surowicza, powstają w wyniku zadrapań. Zaniedbanie wszawicy może doprowadzić nawet do powiększenia węzłów chłonnych w okolicy głowy. Wtedy też, czyli w przypadku powikłań bakteryjnych, należy zgłosić się po poradę do lekarza.

Najskuteczniejszą metodą wykrywania pasożytów lub ich jaj jest wyczesywanie włosów „na mokro” specjalnym grzebieniem. Uwaga: grzebień powinien być nie tylko gęsty i mieć odpowiedni rozstaw ząbków! Równie ważny jest jego kolor! Wszy dostosowują się bowiem do koloru włosów swojego żywiciela.

Na głowie blond wszy będą jasne i na białym grzebieniu nie będzie ich widać. I odwrotnie: przy ciemnej główce lepszy będzie grzebień biały.

Profilaktyka

Wszy przenoszą się przede wszystkim przez bliski kontakt, zetknięcie się głów. Przedmioty codziennego użytku, takie jak ręcznik, czapka, poduszka, ubranie itp. nie stanowią tak dużego zagrożenia, jak bezpośrednie zetknięcie się głów. Chyba że ten sam grzebień czy czapka zostaną użyte przez drugą osobę natychmiast po kontakcie z głową nosiciela. To przypadki sporadyczne, niemniej trzeba pamiętać o myciu folomitów (przedmiotów, za pomocą których może dojść do przeniesienia wszy) gorącą wodą, praniu pościeli i ręczników itp.

Pozbyć się problemu

W przypadku stwierdzenia wszawicy należy uznać, że jest to problem całej rodziny, a nie tylko jednego jej członka. Leczenie powinno objąć wszystkich domowników oraz osoby mające bliski kontakt z zakażonym dzieckiem. Kuracja trwa około tygodnia (czasem 10 dni) i dopiero po tym czasie pociecha może wrócić do szkoły.

Dawne ludowe metody zwalczania wszawicy polegały na smarowaniu głowy różnymi substancjami: octem, alkoholem, naftą, oliwą z oliwek, majonezem, masłem, olejkiem herbacianym czy kokosowym i były nieskuteczne. Podobnie wyczesywanie włosów, zanurzanie w wodzie głowy przez kilka godzin czy wizyta w saunie. Dlatego przemysł farmaceutyczny stworzył środki chemiczne, zawierające substancje owadobójcze, których zadaniem było zabicie pasożytów. Przez jakiś czas działały (choć kurację trzeba było powtarzać, czasem nawet kilka razy), ale…

– Obserwuje się narastającą odporność wszy na lindan (pochodna DDT, jest to substancja bardzo toksyczna); na piretroidy (substancja bardzo alergizująca); także na benzoesan benzylu – tłumaczy dr Feleszko. – To narastanie odporności wynika z genetycznych zmian w enzymach detoksykujących owadów. W dodatku substancje te, jako toksyczne i silnie działające, trzeba było bardzo ostrożnie stosować u małych dzieci, a niektórych nie wolno było stosować poniżej trzeciego roku życia i u kobiet w ciąży. Stąd pojawiła się potrzeba stworzenia nowego środka.

Dimetykon jest substancją bezpieczną i ma pewną ciekawa właściwość:  dzięki minimalnemu napięciu powierzchniowemu wnika w najmniejsze nawet szczeliny. Wszy zwalcza mechanicznie, wnikając w tzw. przetchlinki, czyli system tchawek pasożyta, blokując je i uniemożliwiając wszy oddychanie. Kurację można przeprowadzić jednokrotnie, ponieważ substancja zabija także gnidy.

Niedawno pojawił się na rynku szampon przeciwwszawiczy oparty na dimetykonie. Jest to syntetyczny olej silikonowy, stosowany powszechnie w odżywkach do włosów czy produktach przeciwko kolce u niemowląt.

Po zakończonej kuracji należy pościel i bieliznę uprać w temperaturze ponad 55 stopni Celsjusza, dzięki temu wszy lub gnidy, które „ukryły” się w niej, zginą i nie będziemy musieli się obawiać powrotu infekcji. Pozostałe przedmioty, takie, jak szczotki i grzebienie, należy przez co najmniej 5 minut gotować. Przedmioty, których nie można gotować lub prać (np. pluszowe zabawki, koce), trzeba szczelnie zamknąć w foliowych torebkach i zostawić je przez 12-14 dni (okres wylęgania się gnid – dorosłe wszy giną po kilku dniach bez dostępu do żywiciela). Miejsca, które mogłyby stanowić kryjówkę dla owadów, np. kanapy, materace, meble tapicerowane, trzeba bardzo starannie odkurzyć.

Wszy to małe pozbawione skrzydeł owady (0,35 – 6 mm długości) o krótkich czułkach i zredukowanych oczach. Samice wszy są większe od samców. Mają silnie spłaszczony kształt, są okryte skórzastym, chitynowym pancerzem o ściśle zrośniętych segmentach. Mają kłująco-ssące narządy gębowe, odnóża przednie i środkowe wyspecjalizowane w poruszaniu się wzdłuż włosa. Odnóża środkowe i tylne wyposażone są w pazurki czepne, dzięki którym wesz może utrzymać ciężar 2 tysiące razy przewyższający ciężar jej ciała. Żywi się krwią, wysysaną po nakłuciu skóry żywiciela (przeciętnie 3-6 razy na dobę). Jedna wesz składa dziennie około 10 jaj (gnid), które przyklejają się do włosów. Jaja są białe, mają około 1 mm. Po ok. 6 dniach z jaj wylęgają się larwy, przypominające wyglądem i sposobem odżywiania osobniki dorosłe. Poza organizmem gospodarza wesz przeżywa około 10 dni (definicja za encyklopedią).


Podziel się: